banner

Archiwa to nie „składnica papierów”

Deklaracja kandydata na burmistrza Radzynia – Lucjana Kotwicy, który podczas swojej konferencji prasowej stwierdził, że pałac nie jest miejscem na „składnicę papierów i książek” ( a więc archiwum) nie pozostał bez echa. Do słów starosty powiatu radzyńskiego odnosi  się na naszych łamach dr Joanna Kowalik-Bylicka, kierownik radzyńskiego oddziału Archiwum Państwowego.

Publikujemy jej stanowisko:

Fakt, iż należy dziś tłumaczyć, że archiwa państwowe nie są „składnicą papierów”, z obecności których należy się wstydzić, jest przerażający. Szczególnie w kontekście obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydaje się, że nie powinno być dziś już wątpliwości, że Archiwum to nie jakaś tam „składnica papierów”, ale miejsce przechowywania bezcennych dokumentów, które stanowią ślad dawnych pokoleń, świadectwo życia społecznego, gospodarczego, politycznego regionu i Polski, a przez to dziedzictwo naszego narodu.

Rolę archiwów przybliża ich historia. Od wieków są miejscem przechowywania najcenniejszych dokumentów – zapisów istotnych z uwagi na pamięć narodu. Nie bez przyczyny Winston Churchil twierdził, że ostatecznym zwycięstwem nad wrogiem jest zajęcie jego archiwów. Zasadę tę stosowano i wcześniej, także na ziemiach polskich. Do dzisiaj więc w wyniku wojen i zaborów część zasobów archiwów I Rzeczypospolitej znajdziemy, np. w archiwach szwedzkich i rosyjskich. Nikt nie spieszy się z ich oddaniem, chociaż niejednokrotnie przechowywane są w zabytkowych budynkach obcych państw.

Czym są dokumenty, jak ważna jest ich rola w funkcjonowaniu państwa, utrwalenia dorobku kulturowego narodu, a także z uwagi na wartości użytkowe, rozumiano również w trakcie wojen. Dokumenty wywożono podczas I wojny światowej – ewakuowano, tak jak i mieszkańców przed nadchodzącym frontem. Archiwalia zabezpieczano i ukrywano, podobnie, jak najcenniejsze zbiory muzealne podczas II wojny światowej. Można by w tym miejscu zapytać, czy postępuje się tak z rzeczami przechowywanymi w „składnicy papierów”, rzeczami bez jakielkowiek wartości, nie zasługującymi na godne miejsce. Część zasobu przechowywanego w Oddziale w Radzyniu Podlaskim to dokumenty, które ukrywano i ewakuowano. Przed laty przeszły, tak jak mieszkająca na naszym terenie ludność swoje wojenne wędrówki. Nie miały takiego szczęścia zasoby archiwów, np. warszawskich, które spłonęły i są nie do odtworzenia. Brak aktów notarialnych do dziś pokutuje wieloma nadużyciami w gospodarce nieruchomościami stolicy.

Współczesnym podstawową wiedzę na temat, czym archiwa są i co przechowują dostarcza ustawa archiwalna. To tam zapisano, że archiwa państwowe przechowują tzw. narodowy zasób archiwalny, który stanowią przechowywane wieczyście materiały archiwalne – materiały powstałe w przeszłości i powstające współcześnie. Czym są materiały archiwalne ? Posłużę się tu tekstem ustawy archiwalnej. W myśl ustawy z dnia 14 lipca 1983 r. art. 1 (Dz. U. z 2018 r. poz. 217 z późn.zm.) „materiałami archiwalnymi są wszelkiego rodzaju akta i dokumenty, korespondencja, dokumentacja finansowa, techniczna i statystyczna, mapy i plany, fotografie, filmy i mikrofilmy, nagrania dźwiękowe i wideofonowe, dokumenty elektroniczne (…) oraz inna dokumentacja, bez względu na sposób jej wytworzenia, mająca znaczenie jako źródło informacji o wartości historycznej o działalności państwa Polskiego, jego poszczególnych organów i innych państwowych jednostek organizacyjnych oraz o jego stosunkach z innymi państwami, o rozwoju życia społecznego i gospodarczego, o działalności organizacji o charakterze politycznym, społecznym i gospodarczym, zawodowym i wyznaniowym, o organizacji i rozwoju nauki, kultury i sztuki, a także o działalności jednostek samorządu terytorialnego i innych samorządowych jednostek organizacyjnych (…)”. Kolejny z artykułów wyjaśnia z kolei, że narodowy zasób archiwalny służyć ma nauce, kulturze, gospodarce narodowej oraz potrzebom obywateli.

Przeznaczenie na Oddział w Radzyniu pomieszczeń pałacowych nie przyniesie ujmy rezydencji Potockich. W XVIII wieku właściciele pałacu archiwum rodowe umieścili w korpusie głównym, w jednej z większych sal, na przeciwległym miejscu znajdowała się pałacowa kaplica. Nie uznawali więc archiwum za niegodne swojej rezydencji. Ponieważ istotny był dla nich splendor rodu, jego historia i tradycje, do których odwoływali się bardzo często, dokumenty, które były tego dowodem cenili i szanowali. Również w późniejszych latach w pałacu mieściły się archiwa, np. radzyńskiego magistratu oraz sądu, który w dziewiętnastowiecznym Radzyniu znalazł swoją siedzibę tylko dlatego, że był tu pałac. Umieszczenie Archiwum w pałacu dzisiaj nie sprawi również, że będzie to miejsce źle wykorzystane i nie służące miejscowej ludności. Zaprzecza temu cytowana ustawa, która wyraźnie określa komu winny służyć materiały archiwalne i jaką rolę winny pełnić archiwa w Polsce. W przypadku archiwów terenowych celem szczególnym ich powołania było ułatwienie obywatelom dostępu do zgromadzonych w archiwach dokumentów. Oddział Archiwum Państwowego w Radzyniu Podlaskim jest świadomym realizatorem tych właśnie zadań.

Ulokowanie w pomieszczeniach pałacu najcenniejszych i najważniejszych z punktu widzenia dziejów regionu dokumentów nie jest więc powodem do wstydu. Dziedzictwo, którego częścią są archiwalia, to powód do dumy. Radzyński Oddział przechowuje dokumenty nie tylko z Radzynia i powiatu radzyńskiego. Obejmuje zasięgiem teren dawnego województwa bialskopodlaskiego, a dokumenty pochodzą głównie z XIX i XX wieku. Gromadzona od wieków i pokoleń dokumentacja ma wartość ponadczasową, to bezcenne „eksponaty”, zasługują na takie miejsce jak radzyński pałac.

Umieszczenie Archiwum w pałacu nie jest również marnotrawstwem publicznych funduszy, będą bowiem spełnione dwie ważne role. Po pierwsze w godnym miejscu zostaną zabezpieczone materiały archiwalne, po drugie środki finansowe opłacane przez Państwo Polskie ułatwią utrzymanie i zachowanie dziedzictwa, jakim jest rezydencja Potockich w Radzyniu.”

Z ziemi włoskiej do Polski

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Castorian Extreme Race. Biegacze, trasa i kilometry katorgi

komentarze 2

  1. szaniec
    01/09/2018

    W pełni zgadzam się z opinią Szanownej Autorki listu i dodam od siebie, że żmudna praca archiwistów nad zgromadzonymi przez lata dokumentami jest właściwie bezcenna. Maleńki wycinek ich starań można zobaczyć np. tutaj:

    https://www.youtube.com/watch?v=-1d2oPB4DfI

    https://www.youtube.com/watch?v=y3oSmAhwM5Y

    Wzmiankowane między innymi archiwa szwedzkie uginają się od polskich książek, rękopisów i archiwaliów zagrabionych w czasie „potopu” szwedzkiego. Są one przechowywane z należytą starannością nie tylko w publicznych archiwach, ale również w prywatnych szwedzkich zbiorach. Z całej masy bezcennych polskich dokumentów około 70 % to archiwa i dokumenty kościelne i zakonne ( w tym prawie 40% archiwa jezuickie). Fakty są takie, że potop szwedzki to w gruncie rzeczy był najazd protestantów na kraj katolicki ( traktat rozbiorowy w Radnot to udział protestanckiej Szwecji, protestanckich Prus, protestanckiego władcy Siedmiogrodu Jerzego Rakoczego, protestanta Janusza Radziwiłła i schizmatyka Chmielnickiego). Nawet II wojna światowa nie zrobiła tylu szkód dla polskiej kultury co ten najazd.Piszę to dlatego, że między innymi w pałacu, w miejscu gdzie planowane jest umieszczenie zbiorów AP, w tamtym roku odbywało się świętowanie 500 – lecia rewolucji protestanckiej.Z tego co można było wyczytać w mediach wydarzenie to współfinansowane było przez Starostwo Powiatowe.

    Po tym co zobaczyłem na tej quasi konferencji to myślę, że zielona trawka winna być naturalnym środowiskiem tej drużyny zielonej koniczynki, a nie urzędy.

Skomentuj