banner

Gościnność to bardzo ważna cecha Irańczyków – wywiad z Arturem Orzechem

Wywiad Roberta Mazurka z Arturem Orzechem, autorem książki pt. „Wiza do Iranu”.

Artur Orzech dziś jest „panem od muzyki”, ale zanim związał się na wiele lat z mediami, był „panem od Iranu”. Skąd taka pasja?

Od początku liceum interesowała mnie lingwistyka. Miałem okazję uczyć się w klasie z rozszerzonym językiem angielskim oraz rosyjskim i hiszpańskim. Nauki ścisłe nigdy nie były moją pasją. Przed maturą podjąłem decyzję o studiach językowych na Uniwersytecie Warszawskim. Mogło się to skończyć anglistyką bądź rusycystyką, jednak zdecydowałem o wyborze nowej ścieżki językowej i idealnym kierunkiem dla mnie okazał się być Instytut Orientalistyczny. Z początku zapragnąłem podjąć naukę w specjalności japonistyki, ale z uwagi na to, że katedra ta nie prowadziła naboru zdecydowałem, że wybieram iranistykę.

Był Pan dobrze zapowiadającym się iranistą i świetnym tłumaczem języka perskiego. Pana kariera potoczyła się jednak zupełnie w innym kierunku…

W istocie przez 12 lat po studiach byłem wykładowcą na iranistyce. Równolegle toczyła się moja współpraca z radiem, prasą muzyczną i telewizją. W pewnym momencie zrozumiałem, że trzeba dokonać wyboru, bo nie da się trzymać za ogon dwóch srok. Wybrałem media.

Jak Pan z perspektywy czasu ocenia ten swój wybór?

Myślę, że była to decyzja trudna dla serca, ale jedyna właściwa w tamtym czasie.

Jednak w roku ubiegłym wydał Pan książkę pt. „Wiza do Iranu”. Do kogo ją Pan kieruje?

Pierwszą wersję tej książki kierowałem do iranistów. Dlatego 80% pierwszej wersji skasowałem. Szybko się zorientowałem, że byłaby to kompletnie niestrawna wersja dla czytelników ciekawych świata, ale nie mających podstawowej wiedzy iranistycznej. W wersji ostatecznej starałem się połączyć elementy wiedzy i życia współczesnego Irańczyków.

Dlaczego tak ciężko dostać wizę do Iranu?

O tym piszę w książce. Poniekąd stanowi to pointę książki, zatem nie chciałbym zdradzać tej informacji w wywiadzie. Proszę o wybaczenie:-)

Jaki był Pana pierwszy kontakt z Iranem?

Ten pierwszy, bardzo krótki i przelotny to spotkanie z Kurdami irańskimi z Sanandażu w Warnie. W prezencie od nich otrzymałem tomik wierszy perskich. Już wtedy pomyślałem, że miło byłoby przeczytać je kiedyś w oryginale, czyli po persku. Prawdziwy kontakt z Iranem rozpoczął się na drugim roku studiów i z przerwami trwa do dzisiaj.

Jednak Iran w Polsce przeciętnemu zjadaczowi chleba raczej z niczym dobrym się nie kojarzy…

To właśnie jeden z najistotniejszych motywów napisania tej książki. Przełamanie stereotypów o Irańczykach. Drugi to pokazanie, że prawdziwy obraz państwa tworzą nie elity władzy i światowe nacechowane niechęcią przekazy medialne, lecz ludzie. Prawdziwi obywatele Iranu.

Wyczytałem, że Irańczycy tak łakną kontaktu z innymi ludźmi, że już po chwili rozmowy zapraszają do domu na nocleg. Spotkał się Pan z takim zachowaniem?

Wielokrotnie się z tym spotkałem. I to najczęściej nie są zaproszenia udawane. To takie prawdziwe „gość w dom – Bóg w dom”, które u nas niegdyś bardzo popularne, zaś dzisiaj w zaniku. Gościnność to bardzo ważna cecha Irańczyków. Jeśli mogą pomóc zawsze pomogą.

Od wielu już lat jeździ Pan do Iranu. Czy zauważalne jest tzw. przesuwanie granic kulturowych i obyczajowych jego mieszkańców?

Oficjalnie nie jest to możliwe. Islam szyicki reguluje funkcjonowanie wyznawcy nie tylko w zakresie duchowej, ale także państwa i prawa. W praktycznym życiu domowym wielu Irańczyków to tacy sami ludzie jak my, z ogromną wiedzą o świecie. Mimo, że do tej wiedzy trudniej im dotrzeć niż nam, w Europie.

Czy to prawda, że kobiety w Iranie, choć skrępowane zasadami obyczajowymi, potrafią umiejętnie pokazać swoje piękno?

To prawda. Potrafią flirtować oczami, słowem, kosmykami włosów. Turyści mogą nawet tego nie dostrzec. Ja widzę natychmiast:-)

A jaki powinien być idealny Irańczyk?

Trudne pytanie. Wielu z moich przyjaciół irańskich tak postrzegam. Wspaniali przedstawiciele perskiej kultury, intelektualiści głodni wiedzy i książek, a przy okazji wspaniali mężowie i ojcowie. I wbrew stereotypom pozostający w kochających się związkach monogamicznych.

Ma Pan jakieś porady dla osoby, która chciałaby wybrać się do Iranu?

Tak. Zebrać fundusze i czym prędzej jechać do Iranu. Zobaczyć Persepolis, Isfahan, Sziraz, Teheran, przepiękną północ nad Morzem Kaspijskim. I pamiętać o jednym: wystarczy uszanować odmienność kulturową, by czuć się w Iranie wspaniale i bezpiecznie.

Dziękuję za rozmowę. Z wielką przyjemnością będziemy Pana gościć w Radzyniu i z ochotą wysłuchamy Pana opowieści o Iranie.

***

plakat

ORZECH_PLAKAT

Wyniki matur w radzyńskich szkołach

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Potrącony przez Citroena

Skomentuj