Mężom przystoi w milczeniu się zbroić – rozmowa z ks. Zbigniewem Rozmysłem

Tuż po zakończeniu czwartkowego spotkania, udało mi się namówić ks. Zbigniewa, rozpoczynającego dziś posługę duszpasterską w Terespolu, na krótkie podsumowanie pobytu w Radzyniu.

Na zakończenie czwartkowego spotkania, kapelan WiN-u powiedział:

– Jest mi niezmiernie miło uczestniczyć w czymś takim. Nie przypuszczałem, że tak to wyjdzie, kiedy Darek [Magier – przyp. red.] zaprosił mnie na to spotkanie pożegnalne. Kiedy kilka dni temu spotkałem księdza biskupa, z uśmiechem zapytał, czy już opłakałem Radzyń, odpowiedziałem mu Adamem Asnykiem i tym stwierdzeniem z wiersza „Miejcie nadzieję”: „kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, a mężom przystoi w milczeniu się zbroić” – więc po prostu tak czynię. Nie kocham się w skargach. Wiem, że takie jest życie, taka jest moja posługa i powołanie, że jest rozkaz i trzeba się przenieść. 

DSC_0316-800x533

– To, co jest bardzo ważne – przypomnieliście Państwo wiele pięknych inicjatyw; o tym, co się wydarzyło – w mojej pamięci się to jakoś spłaszczyło, wydawało mi się, że nie było tego aż tak wiele. Natomiast wychodzi pokaźna liczba naszych inicjatyw, prac różnego rodzaju. Ale żaden ksiądz nie zrobiłby nic nigdzie, gdyby nie miał ludzi i wsparcia parafian, czy ludzi, którzy są zaprzyjaźnieni.

Moi Drodzy! Coś takiego mogło się udać tylko tutaj – w Radzyniu. Bo tu byli tacy ludzie, którzy tego chcieli. Mieli Bożego ducha w sercu, kochają Ojczyznę, mają rycerskie serca i dobre korzenie. Tutaj było to łatwe. Pracowałem w różnych parafiach, ale w Radzyniu wystarczyło cokolwiek tknąć i to szło. Tu byli ludzie, którzy to chcieli robić i tym się trudzić.

DSC_0533-800x532

– Cieszę się, że było tak także z młodzieżą. Widzę tu moich uczniów, dzielnych tygrysów z gimnazjum, tych, którzy już je opuścili. Oni dodawali mi siły. Oni chcieli tego słuchać, to czynić. Myślę, że taki narybek tutaj został.

Chcę podziękować także nauczycielom w szkole, w której uczyłem. Ciągle szukałem, jak uczyć te dzieci – młodzież w gimnazjum, w tym trudnym wieku. Jaką obrać formę nauczania? Patrząc na Was, słuchając Waszych słowów, przykładzie życia, jaki dajecie, zobaczyłem, że trzeba być jak ojciec i matka dla dziecka. I już! Nie trzeba nic wymyślać. Nie to, że się jest mądrzejszym czy większym od nich, bardziej wykształconym, ma się jakiś stopień naukowy. Trzeba być dla nich ojcem i matką. I tak mi się wydawało, że tak trzeba – po prostu kochać ich takimi, jakimi są.  I to idzie, oni może tego nie okazywali, ale to rozumieli. I za to jestem wdzięczny mojej szkole, w której uczyłem, której honoru i dumy zawsze broniłem. Była mi zawsze bardzo bliska.

– Dziękuję wszystkim za wsparcie, za Waszą obecność, za to, jakimi byliście dla mnie. To był dla mnie przyjemny czas pracy tutaj. Można by powiedzieć słowami Ewangelii: to „jarzmo, które na mnie nałożono, było słodkie, a brzemię lekkie”. Tacy są tutaj ludzie. Ja się tym zawsze budowałem, pokazywałem mieszkańców Radzynia jako przykład. Pan Andrzej Kołakowski, który jest pieśniarzem, poetą z Gdańska, kiedy przeżywa tam  różnego rodzaju dylematy i jego córka jest ciągle szykanowana, zamykana, mówi kiedyś: „Księże, jakby co, to ja tutaj córkę do Radzynia przyślę, będzie się u was uczyć”. A ja odpowiadam: „Niech pan przysyła, tutaj ją wykształcimy”.

I jeszcze jeden miły symbol. Z tydzień temu chodziłem po górach i wyszło tak niespodziewanie, byłem z kolegą i spotkałem Tomka [Młynarczyka – przyp. red.], to było takie niesamowite. Nagle, wśród tylu obcych ludzi, przywitaliśmy się jak przyjaciele, jakbyśmy się dawno nie widzieli. To mi pokazało taką ciekawą rzecz – tutaj człowiek nawiązał tak wiele cennych przyjaźni, spotkał wartościowych ludzi. To jest dla mnie ogromne bogactwo, z czego się cieszę i Panu Bogu dziękuję, że Was spotkałem, że tu mogłem być. Mogłem z Wami pracować, cieszyć się, świętować, cokolwiek. To wszystko było piękne! Będę Was mile wspominał, mam nadzieję, że będziemy podtrzymywać nasze kontakty, przyjaźnie, bo są w mojej ocenie cenne. Bóg zapłać za wszystko.

DSC_0534-800x532

J.H.: Jaki obraz, wydarzenie z Radzynia utkwiło księdzu w pamięci?

Kiedy przygotowywaliśmy I Marsz Żołnierzy Wyklętych, pojawiły się poważne trudności. Wydawało się, że przygotowania i cały nasz wysiłek organizacyjny pójdzie na marne, ponieważ nie było  zezwoleń, nie było odpowiedniej dobrej woli ze stron pewnych czynników. Byłem trochę załamany, że to ma nie wyjść.

Pamiętam, że modląc się wieczorem, wezwałem Żołnierzy Wyklętych: „Jastrzębia”, „Żelaznego”i  tych, którzy jakoś byli mi bliscy. Mówiłem: „Chłopcy, my o Was wojujemy dzisiaj, to Wy bijcie się za nas. Tam, w niebie. Jeśli jest świętych obcowanie, to Wy nam pomożecie”. I powiem szczerze, że to było niesamowite, bo zaraz, na drugi dzień sprawa się wyjaśniła, ludzie odpowiednio zadziałali. Wszystko się udało, było bardzo dobrze – wyszedł nam marsz. A potem była już tylko kontynuacja.

W wielu trudnych przypadkach, zwłaszcza dla ojczyzny, modliłem się właśnie do nich, wspominając ich imiona. Starałem się ich wspominać, prosząc, by w sprawach ojczyzny, oni byli z nami, dodawali nam sił. Powiem szczerze, że nigdy się nie zawiodłem. Zawsze ich obecność, to świętych obcowanie – bo wiem, że wśród nich jest wielu świętych, stojących przed Bogiem – ich orędownictwo było potężne. Myślę, że mieliśmy potężnych orędowników w naszych sprawach, dlatego wiele rzeczy się nam udało i wyszło tak pięknie.

IS_DSC_0108-800x529

J.H.: Co chciałby ksiądz przekazać naszym czytelnikom, mieszkańcom Radzynia?

Chcę im podziękować za obecność, za ich piękną postawę. Za to, że wielokrotnie dodawali mi sił w różnych działaniach. Kiedy mówili, że „to jest nam potrzebne” – spotkania historyczne, marsze, Msze święte – to okazywali, to dodawało sił. I za to dziękowali, nawet podczas spotkań na ulicy. To uskrzydlało i nie trzeba było żadnych wielkich nagród. To było największą nagrodą, że ktoś tego pragnie, tego chce.

Dla takich ludzi warto wszystko zrobić.

Dziękuję za rozmowę.

DSC_0327-532x800

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Podręczniki dla gimnazjalistów

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

W MBP nie ma nudy

Skomentuj