Darmowy Program PIT

Czytanie jest cool – wywiad z Grażyną Kratiuk, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej

O pomyśle Powiatowej Biblioteki Cyfrowej, książkach, zakończonej „przeprowadzce”, bezsensownym referendum i nie tylko  z dyrektor radzyńskiej MBP rozmawia Jakub Hapka

Co ostatnio czytała Pani tak dla własnej przyjemności?

Dla własnej przyjemności to ja już nie pamiętam kiedy czytałam, odkąd objęłam funkcję dyrektora. A tak, to czytam bardzo różne rzeczy. Natomiast ostatnio, może przez to, że nie miałam czasu na wakacje, czytam o Włoszech, o podróżach , o włoskim jedzeniu (śmiech), o sztuce, o niespiesznym życiu, np. Ferenc Mate, Frances Mayes. Wracam też do „Obrazów Włoch” Muratowa, „Podróży do Włoch” Iwaszkiewicza. Wracam do tych książek, czytam fragmenty. To dla przyjemności, do pracy zupełnie co innego – kodeks pracy, ustawy itd.

Drugie pytanie troszeczkę się z tym wiąże, jaka jest Pani ulubiona książka/książki?

Wykluczam kucharską 🙂 A tak na serio, to nie umiem odpowiedzieć, naprawdę. Wydaje mi się, że tyle rzeczy przeczytałam i co najgorsze niestety, ale treści niektórych z nich nie pamiętam (śmiech). Taką książką, do której chciałabym wracać i wracam czasami, to bardzo cienka książeczka „Pamiętniki Adama i Ewy” Marka Twaina. Proszę sobie to przeczytać. To po prostu uniwersalny obraz kobiety i mężczyzny. Jest ona dla mnie bardzo wzruszająca i piękna. Są też inne książki, do których z chęcią wracam, kupuję je też do domu, żeby móc po nie w każdej chwili sięgnąć. Mogę dodać, że mam książki na różny czas i różne nastroje.

Jakiś konkretny gatunek ?

Jeżeli powieści to takie, żeby były z psychologiczną głębią. Trochę czytam o podróżach, także o sztuce, kiedyś sporo czytałam z psychologii.

Przeglądając stare „Groty” natrafiłem na wywiad z Panią pewnie sprzed 2000 r. gdy była mowa o otrzymaniu 11 tys. zł na generalny remont starego budynku biblioteki na ul. Sitkowskiego, nie odnawianego od 1971 r. Czy tamten budynek nie mógłby służyć dalej radzyńskim czytelnikom?

Mógłby, gdyby nie zdarzyłyby się te wszystkie sytuacje, które się zdarzyły. Nie byłoby likwidacji Filii… Po jakimś remoncie, nawet bez remontu mógłby służyć tylko, że teraz nie ma o czym mówić, bo sprawa jest już zamknięta. Nie cofnie się tego czasu, nie cofnie się tych wszystkich decyzji. Także jak najbardziej siedziba biblioteki mogłaby tam być, naturalnie mam na myśli Bibliotekę Pedagogiczną, która jest teraz częścią Miejskiej.

DSC_0836

Cytat z września 2014 r. wtedy pisaliśmy: Z dniem 31 sierpnia 2014 roku zakończyła swoją działalność radzyńska filia Biblioteki Pedagogicznej w Białej Podlaskiej. Jej bogate i cenne zbiory zgodnie z deklaracją ówczesnego burmistrza mają pozostać w Radzyniu, tylko dotąd nie wiadomo gdzie. We wskazanym pomieszczeniu nowego budynku Miejskiej Biblioteki Publicznej da się zmieścić jedynie od 6 do 10 tysięcy tomów czyli 20% zbiorów po wycofaniu dubletów, co z resztą? 65- letnie zbiory i praca pójdą na makulaturę?– pytała wtedy pani.

Dzisiaj [tj,10.09] zakończyliśmy przewożenie ze starego budynku z ul. Sitkowskiego 1 do pałacu pozostawione tam zbiory po likwidacji Filii Biblioteki Pedagogicznej, bo tutaj tylko część weszła i to na ścisk. Zastawiając regałami wszystkie pomieszczenia, które były wolne, także biurowe. I właśnie dzisiaj wywieźliśmy też stąd część rzadziej używaną przez czytelników. Przenieśliśmy je do pałacu. Pan Burmistrz był tak miły dla nas, że udostępnił nam ponad 140 metrów powierzchni. Rozstawiliśmy regały i mam nadzieję, że będą w końcu w dobrych warunkach. Po kolejnym roku przechowywania w wilgotnych, niewietrzonych i nieogrzewanych pomieszczeniach, nadawałyby się tylko do wyrzucenia. Szkoda by było tej części księgozbioru – bo tam są naprawdę wartościowe wydania, coś czego nie mają biblioteki nawet w dużych miastach.

Najważniejsze, że ta część zbiorów ocalała. Nie jest to tak daleko, żeby nie móc tam pójść i przynieść, ewentualnie czytelnik będzie musiał poczekać w czytelni około 20 minut. Podczas lokowania w pałacu, wykonano olbrzymią pracę. Któregoś dnia sama osobiście pakowałam w nocy część księgozbioru, żeby pomóc koleżankom. To jest naprawdę ciężka praca. Prawie 400 skrzynek grubych, dużych książek, na dodatek jeszcze nawilgoconych. Waga jednej skrzynki to 40-50 kilo, a każdą należy zapakować, wstawić, przenieść, rozpakować. Mieliśmy pomoc z Urzędu Miasta, panowie przenosili skrzynki. Natomiast samochód użyczył nam PUK. Jestem wdzięczna wszystkim osobom, które brały w tej przeprowadzce udział.

Mówiła nam Pani wtedy: mamy zbiory niezwykle cenne, którymi nie mogą poszczycić się inne biblioteki. Zbiory podręczników akademickich, opracowań naukowych, czasopism naukowych i pedagogicznych. Mamy także obszerne zbiory multimedialne. Systematycznie korzystało z nich ponad 1000 zarejestrowanych osób: nauczycieli, uczniów studentów, ale nie tylko, bo współczesne czasy wymagają od nas ciągłego dokształcania się i rozwoju. Czy teraz większość z nich odejdzie z biblioteki z kwitkiem? Ponowię to pytanie.

Te wszystkie działania: likwidację filii, potem zamknięcie strony internetowej, zamknięcie naszych katalogów, otwarcie za jakiś czas na stronie MBP… spowodowały, że ludzie myślą, że tej biblioteki (w sensie zbiorów) w ogóle nie ma. Pewna wartość wypracowana przez lata przez Bibliotekę Pedagogiczną przepadła. Moim zdaniem poprzez brak działań promujących tę część księgozbioru już w nowych strukturach MBP. To olbrzymia strata. Dobrą opinię i dobrą markę tworzy się latami. Ale mam już kilka pomysłów jak „uaktywnić” tę część księgozbioru.

DSC_0818

Większość radzyniaków nie ma świadomości że Miejska Bibliotek Publiczna jest w jakimś stopniu kontynuacją starej filii Pedagogicznej?

Tylko Oddział Pedagogiczny Miejskiej Biblioteki jest kontynuacją Filii Biblioteki Pedagogicznej. Tak jak mówiłam wcześniej, temat filii został zamieciony pod dywan, chyba w tym celu, żeby pokazać jak wszystko przebiegło sprawnie i jakie to korzyści wynikły dla wszystkich stron. Odnoszę wrażenie, że gdyby nie zmiany to powoli ten księgozbiór przestałby istnieć.

W czasie studiów to było coś niesamowitego, gdy lubelscy studenci zabijali się o pozycje, które były w Radzyniu na wyciągnięcie ręki.

Prawda? Ja też mam tego świadomość. Kiedyś ktoś z Warszawy był zaskoczony – To wy to macie? Tak dawno wydane, w niewielkim nakładzie… My to mamy. Chociaż biblioteki publiczne w swoich założeniach nie tworzą magazynów. My jednak stworzyliśmy z części księgozbioru magazyn, z którego jednak mogą korzystać czytelnicy. Skoro jest miejsce, to nie widzę powodów, aby pozbywać się książek.

DSC_0839

Na otwarciu Miejskiej Biblioteki Publicznej ówczesny burmistrz Witold Kowalczyk stwierdził: myślę że to jest pierwszy etap, drugim będzie przygotowanie zaplecza zmodernizowanych obiektach które stoją obok budynku na placu. Jak dziś wygląda sytuacja z tym zapleczem?

[śmiech] Mówi Pan o tym rozwalającym się garażu? Ja naprawdę nie wiem, co pan Kowalczyk miał na myśli. Zresztą, nie zostałam zaproszona na otwarcie. Nie wiedziałam dokładnie nawet kiedy to jest. Ten plac tutaj obok, należy chyba do miasta. Na razie nie jest to nam potrzebne. Gdyby zaistniały okoliczności, że trzeba by było rozbudowywać bibliotekę, to wiem, że jest duża przychylność dla nas ze strony włodarzy. Bardzo dobrze współpracuje mi się z panem burmistrzem i z urzędnikami. Więc chyba nie byłoby problemu.

Rozumiem, że te książki które przenieśliście dzisiaj do Pałacu nie są poupychane.

Nie. Pan Burmistrz zlecił przygotowanie pomieszczeń dla biblioteki. Zostały oczyszczone, odświeżone. Powiem szczerze, że byłam bardzo zaskoczona, gdy pierwszy raz poszliśmy obejrzeć, gdzie to będzie. Tyle miesięcy pozamykane drzwi i okna, a nie było nawet zapachu wilgoci. Jest wentylacja, która działa, a budynek jest ogrzewany. Dla książek są to dobre warunki.

Pomieszczenia pałacowe służą teraz jako magazyn?

Tak, jako magazyn zastępczy. Te zbiory, które są najrzadziej wykorzystywane są tam umieszczone.

DSC_0828

Zacytuję teraz wywiad z „Echa”: Nie wyobrażam sobie połączenia biblioteki pedagogicznej z biblioteką miejską. Jest to całkowicie nie do przyjęcia. Te dwie biblioteki spełniają zupełnie dwie różne funkcje. Biblioteka miejska ma zaspokajać potrzeby kulturowe, natomiast pedagogiczna posiada księgozbiór przede wszystkim o charakterze naukowym, edukacyjnym. Ewentualne połączenie spowodowałoby, że księgozbiór zaginie w tym czym zajmuję się biblioteka miejska. Jeśli samorząd nie ma środków na utrzymanie jednej biblioteki to z czego utrzyma dwie -stwierdziła Pani w maju 2010 roku. Czy te obawy się potwierdziły?

To jest to, o czym dokładnie wcześniej powiedziałam. Księgozbiór włączony do biblioteki miejskiej, niepromowany z czasem zostałby przesunięty na margines, zacząłby tracić swoją wartość. Urząd Marszałkowski zobligował się dać niewielkie środki przez dwa lata. A co po dwóch latach? To są dodatkowe etaty. Księgozbiór się starzeje, trzeba dokupować nowe książki. Teraz myślę, że wszystko będzie dobrze, że znajdą się środki, sponsorzy, projekty, z których będzie można czerpać fundusze na rozwój tej części księgozbioru.

Czy uważa Pani, że lepiej żeby biblioteka była w przystosowanym pomieszczeniu jak w tej chwili, niż żeby była przeniesiona do pałacu? Czy podziela Pani opinię, że pałac nie nadaje się jako docelowe miejsce biblioteki?

Trudno o tym mówić. Pomieszczenia, które tutaj mamy były zaplanowane z myślą o bibliotece – duże przestrzenie, podział na odpowiednie strefy. Więc jeżeli byłaby taka sytuacja, że musimy je oddać, a przenieść się do pałacu, to też nie tak z marszu. Pałac jest pięknym miejscem, bardzo klimatycznym. Jeżeli miałyby się tam mieścić wszystkie instytucje kultury, to jest to dobra myśl. Wtedy ludzie idą w jedno miejsce i mogą korzystać z wielu placówek w jednym miejscu.

DSC_0812

Pani praca zawodowa od początku była związana z Biblioteką Pedagogiczną w Białej Podlaskiej oddział w Radzyniu. Pracę bibliotekarza-nauczyciela rozpoczęła Pani w Radzyniu 1 września 1990 roku. Jakie były Pani początki?

Radzyń nie był moim pierwszym miejscem. Pracować zaczęłam na ostatnim roku studiów, po praktyce w Zespole Szkół Spożywczych zaproponowano mi pracę w bibliotece szkolnej. Pracowałam tam przez dwa lata, potem przeniosłam się do biblioteki Państwowych Szkół Budownictwa w Lublinie. Następny rok to powrót do Radzynia. Dla mnie to był szok. Strasznie ciasno, mało ulic, zero znajomych, brak przestrzeni. Praktycznie nie znałam tutaj nikogo. No tragedia na początku. W kinie nie było nic ciekawego…

Pamiętam, jak znajomy zaprosił mnie właśnie do kina i okazało się, że przyszły 3 osoby i nie było seansu… Powiem szczerze, że to nie był do końca mój wybór, że ja tutaj chciałam mieszkać, tylko okoliczności takie się stworzyły. Ale nie żałuję. Myślę, że lepiej teraz czuję się w Radzyniu, niż czułabym się w Lublinie. Panie miło mnie przyjęły w bibliotece. One szykowały się na emerytury. Bardzo się ucieszyły, że przyszła młoda osoba, pełna zapału. Myślę, że ten zapał został mi do dzisiaj. Niektórych to dziwi, skąd to paliwo 🙂

To już prehistoria. To była zupełnie inna praca. Teraz są inni czytelnicy, przychodzący z innym nastawieniem.

Czyli?

W moim odczuciu mniej samodzielni, a może bardziej nastawieni na szybką reakcję zwrotną. Mniej cierpliwi, mniej dociekliwi. Kiedyś, gdy ktoś przychodził do biblioteki, to nie rzucał hasłem, tylko po prostu szedł do katalogu i go sobie przeszukiwał, a teraz właśnie tak to wygląda, że bibliotekarza traktuje się jak komputer: podać hasło i zrobić enter.

Myślę, że to zależy na jakim etapie jest czytelnik. Jeżeli jest po studiach, to nabiera jakieś kultury i obycia.

Przez te lata edukacja idzie w dół na łeb na szyję. Na jakim poziomie są prace, które piszą studenci? Kiedyś jak przychodził student i szukał czegoś do pracy chociażby semestralnej, to tak jak teraz do magisterskiej albo licencjackiej. Wszystko po linii najmniejszego oporu. Nie chcą czytać, nie chcą korzystać z tradycyjnych źródeł. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Myślą, że w Internecie wszystko się znajdzie, ale przy przeszukiwaniu Internetu też się trzeba na tym znać – wiedzieć co jest wartościowe, a co nie. I tu nasze zadanie – nauczyć korzystania z nowoczesnych źródeł wiedzy.

DSC_0837

Późniejsze stanowisko kierownika tejże Filii było dużym wyzwaniem?

Na początku nie. A może jako mało doświadczona osoba nie miałam do końca świadomości, z czym to się wiąże. Z czasem zaczęły się wysokie wymagania co do funkcjonowania bibliotek pedagogicznych, wiele działań trzeba było podejmować i cały czas uczyć się. A jeszcze trafiłam w takie środowisko, że te osoby, z którymi pracowałam chciały podejmować dodatkowe zdania, więc pracy było sporo.

Bardzo sympatycznie wspominam owocną współpracę  Filii Biblioteki Pedagogicznej z RaSIL-em. W gościnnych progach i przy dużej uprzejmości personelu organizowaliśmy wieczory autorskie, wernisaże, spotkania z ciekawymi ludźmi, premiery naszych wydawnictw, a nawet Dzień Kobiet. Biblioteka była bardzo interaktywną przestrzenią kultury. Czy na nowym miejscu jest/będzie nią nadal?

Tego co było, już nie ma – Pedagogiczna jest częścią Miejskiej. Jednak chciałabym kontynuować to, co robiliśmy w Pedagogicznej, wrócić do dobrych praktyk z tamtego okresu. Organizować duże, poważne imprezy, nawiązać od nowa dobrą współpracę ze światem nauki i kultury. To będzie robione. W tej chwili jednak nie mam czasu pomyśleć o czymkolwiek. Gdzieś w głowie świtają mi jakieś pomysły, ale odkładam je na czas późniejszy. Wszystko przed nami.

DSC_0822

Jak czuje się Pani w nowym miejscu pracy?

Świetnie! (śmiech). Zapracowana, strasznie zapracowana. Na początku też oszołomiona. Tyle rzeczy w nowym miejscu i to wszystko ogarnąć… Proszę mi wierzyć, że tu jest bardzo dużo pracy, bardzo dużo zadań. Aby nad tym wszystkim zapanować i utrzymać kontrolę potrzeba dobrej organizacji. Ale ja to lubię. Jestem pasjonatką pracy w bibliotece, zarządzania też.

Jakie są Pani pierwsze plany względem MBP? Co chciałaby Pani zmienić, wprowadzić bądź udoskonalić? A może już coś się udało?

Na pierwszy ogień poszedł audyt i w tym kierunku robię kroki – skontrum, inwentaryzacja, bo to były najgłówniejsze zarzuty. Robię także porządek z dokumentacją. To są rzeczy, których ktoś z zewnątrz nie widzi, ale są potrzebne solidne podstawy, aby biblioteka mogła dobrze funkcjonować. Myślę, że ważne są również relacje interpersonalne – trzeba je ponaprawiać. Mam mnóstwo pomysłów, poza tym jestem tutaj nowa i widzę z boku zupełnie różne rzeczy. Przyzwyczajamy się do pewnych działań i mamy wrażenie, że to jest najlepiej zrobione. A można robić lepiej – podpatrywać innych, rozwijać się.

Udało mi się zorganizować I Forum Bibliotekarzy Powiatu Radzyńskiego, bo my też pełnimy funkcje biblioteki powiatowej, czyli opiekujemy się bibliotekami w gminach. Rzuciłam takim pomysłem, żebyśmy stworzyli Powiatową Bibliotekę Cyfrową w naszym powiecie. Myślałam o tym, żeby szło to w kierunku zachowania lokalnego dziedzictwa. Skupilibyśmy się na zbieraniu i digitalizowaniu dokumentów życia społecznego. Dla przykładu – ktoś napisał dla swoich dzieci lub wnuków pamiętnik, niepublikowany. Mogłyby być to też plakaty, ulotki, zaproszenia – to też jest naprawdę świetny materiał do badań za jakiś czas.

Pomysł jest rewelacyjny.

Też tak myślę nieskromnie (śmiech). Teraz są takie możliwości, jeżeli chodzi o biblioteki cyfrowe… My na pewno będziemy to robić. Czy inne biblioteki w powiecie zechcą się przyłączyć – zobaczymy. Ja myślę, że to jest takie fajne działanie skupiające ludzi – ktoś przyniesie listy, ktoś pamiętniki, jakieś wspomnienia plus te plakaty, ulotki. Naprawdę, z tego będzie można stworzyć świetną bazę. Są teraz takie możliwości, że biblioteki cyfrowe łączą się, więc można wejść poprzez inne biblioteki tego typu do Europejskiej Biblioteki Cyfrowej czy do światowych zasobów. Ktoś sobie siedzi w Ameryce, zatęskni za Radzyniem i sobie wyszukuje, a tu pamiętnik jego babci czy dziadka….

Dobrze, że biblioteka jest takim miejscem tożsamości lokalnej.

Ja też myślę, że jest to bardzo ważne. Trzeba by to bardzo akcentować. Bo wszystkie inne zbiory, wszędzie można by było dostać, a to tylko u nas.

Podczas przygotowań do jednego z kulturalnych wydarzeń, już w nowym budynku, obserwowałem jak grupka dzieci z gimnazjum siedziała przy stanowiskach komputerowych, oglądając filmiki na YT. Chyba nie o to chodziło…

(śmiech) Dlaczego? Tam tyle ciekawych rzeczy można się nauczyć – robić na drutach, jak zrobić doświadczenie chemiczne, skonstruować pułapkę na myszy (śmiech). Jest to potrzebne, a że dzieci korzystają… To do czego dzieci wykorzystają dane narzędzie bądź dany profil, to już jest jakby kwestia wychowania. Mam nadzieję, że panie w dziale dziecięco-młodzieżowym zwracają na to uwagę. Jestem tu za krótko, ale mam pewne pomysły dotyczące tej części naszej biblioteki. Jest potrzeba wykorzystania osiągnięć współczesności, ale jest też potrzeba kształtowania, bo to jest młody czytelnik i jak go sobie wychowamy, takiego będziemy mieć potem.

Za nami czwartkowe Akcje Wakacje. Prosimy o kilka słów podsumowania wakacyjnych wydarzeń z młodymi Radzyniakami.

To była Filia nr 2 na osiedlu Zabielska. Panie z Filii nr 2 są szalenie aktywne. Cały czas młodzież i dzieci, nawet te najmłodsze, mają tam zajęcia. Sporo dzieci spędzało tam czas. Natomiast w Filii nr 1 też były zajęcia – dzieci wykonywały prace, malowały , brały udział w zabawach i grach. Myślę, że ci z młodych mieszkańców Radzynia, którzy korzystali z wakacyjnych form działalności bibliotecznej, są zadowoleni.

Znajomi nie wypominali w żartach sum o których jakiś czas temu pisała Wspólnota?

(śmiech) A pisała?

Pisała. Mieli taki cykl, w którym publikowali oświadczenia dyrektorów czy kierowników.

Nie no… trzeba się przyznać. Przyznałam się do tego, co mam na koncie (śmiech). Nie będę mówić skąd, powiem tylko że oszczędnie żyję.

DSC_0831

Jakiego pisarza/pisarkę chciałaby Pani poznać osobiście? 

Trudno mi powiedzieć, bo jest tylu ciekawych ludzi. Chociaż niektórzy piszą piękne książki, które nas porywają, a jako ludzie okazują się do niczego. Np. chciałabym poznać Isabel Allende. Na podstawie jej powieści „Dom duchów” powstał film „Dom dusz”. Książka jest świetna, zresztą cała seria wydana w Polsce też.

Jaka książka kojarzy się Pani z dzieciństwem?

Nie pamiętam tytułu, ale w czasach mojego dzieciństwa, były wydawane książeczki „Poczytaj mi mamo”. Tam było może raptem 6 stron, 8 z okładkami. Pamiętam jak dziś – siedziałam z mamą na dworze i mama mi czytała. Tego czytania było może 5 minut, czytając powoli. A ja mówiłam – jeszcze raz mamo i jeszcze raz mamo, tak mi się to podobało. Pamiętam tylko tyle, że była to bajka o bocianie, który zaprzyjaźnił się z jakimś dzieckiem, ale musiał odlecieć w ciepłe kraje. Kiedy mama powiedziała że na dziś dosyć, to rzuciłam: zobaczysz sama będę czytać. To pamiętam.

A druga taka książka… nie pamiętam tytułu, ale dostałam ją od pani w bibliotece w pierwszej klasie. Jako że najlepiej czytałam w klasie , dostałam najgrubszą. Miałam 3 kilometry do szkoły i idąc do domu przeczytałam tę książkę po drodze. Następnego dnia chciałam kolejną, a pani mówi – nie, raz w tygodniu. Nie wiem dlaczego (śmiech). Ze wczesnego dzieciństwa kojarzę jeszcze „Na jagody”, bo było pięknie ilustrowane, „Dzieci z Bullerbyn” i bajki. W szkolnej bibliotece nie było zbyt dużo książek, a do publicznej było 7 km. Odczuwam to jako pewną stratę, bo książek, których wtedy nie przeczytałam, już raczej nie przeczytam.

Po jakie książki najczęściej sięgają radzyniacy?

Trudno to określić. Jednak jak patrzę na statystyki w poszczególnych oddziałach to chyba jednak literatura piękna, obyczajowa, zważywszy na to, że niestety czyta więcej kobiet niż mężczyzn. Także literatura współczesna polska cieszy się powodzeniem, ale raczej ta tzw. kobieca. Panowie natomiast czytają w szczególności biografie i książki podróżnicze.

Ile wypożyczamy miesięcznie?

Od stycznia do końca sierpnia wypożyczono do domu 37 122 książki. Do tego należy doliczyć zbiory z których skorzystano na miejscu. Liczba odwiedzin to 16 307, ale tylko w wypożyczalni. Czytelnia jest prowadzona odrębnie. Prawie 9000 osób skorzystało z Internetu. Zarejestrowanych było 3029 osób. Mieliśmy teraz skontrum i sobie uświadomiłam, że to jest olbrzymia biblioteka. Już pomijając powierzchnię, ale jeśli chodzi o księgozbiór mamy ponad 70 tyś. samych książek. W okolicy są dużo mniejsze biblioteki. Tak jak patrzę to jednak ludzie czytają. Ile razy zejdę do wypożyczalni to widzę, że jest nawet kolejka w niektórych momentach.

Była Pani w jednej z komisji podczas niedzielnego referendum. Jakieś refleksje?

Zmarnowana niedziela i poprzednie dni. W ogóle niepotrzebne było to referendum, takie jest moje zdanie. Wyrzucone pieniądze na coś co można było zbadać w inny sposób i generalnie żółta kartka od Polaków.

I to do 22?

Do 22. Później musiałam wprowadzić online protokół, więc do 24. W niedzielę wynudziliśmy się w tej komisji. Ja nie lubię bezczynności, więc albo książka, to jakiś dowcip ktoś rzuci, ale to jest tyle godzin przecież (śmiech). Ludzie nie przychodzą, a jak ktoś tylko ruszy drzwiami to już wszyscy się zrywają obsługiwać (śmiech). Jakiś żart po prostu, ale wiemy na czym stoimy…

Kończy Pani pracę, wraca do domu i….?

(śmiech) Jest godzina 24. Żartuję oczywiście. Zakładam sobie zawsze – dzisiaj nic już nie robię. Po prostu siadam i przeczytam tę stertę książek, które odłożyłam. Niestety jest inaczej. Przeczytam parę zdań i zaczynam znowu myśleć, co jutro muszę zrobić i zapisuję w kalendarzu. Tak to wygląda, przynajmniej na razie.A poza tym zwykłe czynności domowe. A Pan myślał, że co robię?

Myślałem o jakimś hobby czy jakimś swoim azylu..

Nie mam teraz czasu na hobby. Mam hobby, bardzo śmieszne, ale nie mam czasu teraz tego robić. A zresztą przyznam się – dziergam na drutach. Jest taka strona w Internecie – DaWanda i ja kiedyś na tej stronie założyłam sobie butik. Porobiłam zdjęcia i to dosyć ładnie wyszło. Niedawno dezwała się do mnie dziewczyna z DaWandy z pytaniem, czy nie chciałabym się przyłączyć do ogólnopolskiej akcji związanej z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Zapraszają z różnych regionów dziewiarki i każda będzie dziergać swój fragment szalika i później zostanie on wystawiony na aukcji. Szalik ma być z jakimś motywem regionalnym. Spodobała mi się ta myśl i odpowiedziałam „tak”. Kurier będzie przewoził szalik od jednej do drugiej osoby. Przez hobby  także można mieć jakieś ciekawe wydarzenia.

DSC_0838

Nasz promotor mówił: obyście w tym natłoku zajęć, w tej dorosłości potrafili znaleźć codziennie przynajmniej pół godziny z książką sam na sam. To jest wartość dodana.

Choć parę stron, prawda? Człowiek się wtedy odrywa od codzienności. Ja mam taki nawyk, że zawsze noszę książkę ze sobą. Uważam, że w Radzyniu powinno się założyć jakiś klub ludzi czytających. Nie klub dyskusyjny, który juz jest, ale promujący czytanie. Na przykład stoję w kolejce – czytam, siedzę u lekarza – czytam. Żeby ludzie widzieli, że to jest fajne, że to czemuś służy. Pamiętam kiedyś jechałam z Międzyrzeca do Szczecina i jak zwykle miałam przy sobie książki. Wsiadłam do pociągu, zaczynam czytać i widzę że przygląda mi się kobieta. Mówi do mnie – Wie Pani co? A my jechałyśmy 3 lata temu razem. Myślę sobie – a czy ja pamiętam, z kim kiedyś jechałam. Odpowiadam jej – No tak, ja raz na jakiś czas jeżdżę do Szczecina. A ona na to – Pani też wtedy czytała książkę i dlatego Panią zapamiętałam (śmiech). Chociaż jak widzę w Warszawie, czy w dużych miastach, to ludzie czytają, wożą ze sobą książki w metrze… Czytanie jest naprawdę cool.

Jak się Pani czuje jako pierwsza kobieta, z którą przeprowadzamy wywiad?

Ale dlaczego sami mężczyźni?

To jest dobre pytanie…

Ja wiem dlaczego, bo przeważnie to mężczyźni są na kierowniczych stanowiskach. Jestem oburzona na takie traktowanie (śmiech). Chociaż z drugiej strony jest mi bardzo miło, że jestem w czymś pierwsza, chociażby w tym (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

zdj.: K. Komoń

Zachęcamy zatem do wypożyczania i na stronę internetową: http://www.mbpradzyn.pl/

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Orlęta w akcji

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Czterdzieści lat minęło…

komentarzy 8

  1. Andrzej Kotyła
    14/09/2015

    Nie chciałbym się czepiać, ale pisownia przyimków złożonych szwankuje; Powinno być: „sprzed”, a jest: „z przed”. Nie ma też „najmniejszej linii oporu”, jest za to „linia najmniejszego oporu”.

  2. tulipanblue
    14/09/2015

    Szkoda, że wypowiedzi pani dyrektor bardzo mijają się z prawdą – jeśli chodzi o bibliotekę pedagogiczną. Tam było ostatnio bardzo mało czytelników … 4-6 dziennie a panie bibliotekarki nie były pomocne w doborze literatury. Nie dziwię się, że pedagogiczna została zlikwidowana. Teraz nic nie jest lepiej. Oj nieładnie, nieładnie.
    czytelnik

  3. yzzum
    14/09/2015

    Oj tam oj tam czepiacie się a ja ten wywiad doceniam dlatego że jest to pierwszy wywiad w którym rozmówca co drugiej odpowiedzi nie zaczynał „Kiedyś Adam to powiedzał (…) ” „Darek to kiedyś skomentował (…) ” lub coś w tym stylu. Po prostu rozwijają się i to trzeba docenić.

  4. Adam Świć
    15/09/2015

    Drogi yzzumie, jednak ma pani jakieś kompleksy na naszym tle…

  5. yzzum
    15/09/2015

    Drogi przyjacielu(Panie) po raz kolejny przeceniasz swoja rolę a tym bardziej kolegi

  6. Adam Świć
    15/09/2015
  7. Adam Świć
    15/09/2015

Skomentuj