banner

DEN

Każdorazowy Dzień Edukacji Narodowej przynosi nauczycielom wiele satysfakcji. Jednak w przypadku Belfra, to co rok było lepiej. Tego roku szkolnego spotkała go podwójna niespodzianka.

Primo, w swej rodzimej gimbazie dostał dwie róże, chociaż każdy nauczyciel z reguły był obdarowany jedną. Secundo, chociaż nie był na uroczystościach szkolnych w drugiej placówce, to pewna klasa także sprawiła mu przyjemność. Chodzi tu o klasę III „b”, która przez jakąś dziwną analogię do swych rówieśników z pierwszej gimbazy także była bliska osiągnięcia nieoficjalnego tytułu ulubionej klasy Belfra.

Otóż kilka dni po DEN, kiedy zawitał i do ich szkoły, i nadeszła lekcja z nimi, ktoś męczył go w sprawie poprawy. Gdy historyk otwierał klasę, to co prawda dostrzegł jakieś podekscytowanie w oczach niektórych trzecioklasistów, ale bardziej skupił się na urwaniu rozmowy z natrętną uczennicą z młodszej klasy. Zatem zamknął za sobą drzwi (tuż przed nosem interesantki) i… nie zdążył dojść do biurka, gdy zamiast „dzień dobry”, ze strony uczniów odpowiedział mu gromki śpiew: „Sto lat! Sto lat!…” Zawrócił więc na piecie i wyszedł na korytarz w poszukiwaniu natrętki, wołając: „Czekaj! To co z tą poprawą będzie?…” Śpiew ustał. Po krótkim załatwieniu sprawy, gdy znów przekroczył próg klasy, młodzież ponownie wstała i zaintonowała tę samą piosenkę.

Nauczyciel więc raz jeszcze wyszedł, lecz na korytarzu nikogo już nie było, zatem nie mógł się nijak wymówić. Wrócił ze słowami: „No i jeszcze nie było do kogo zagadać na korytarzu…”

Nieco rozbawieni uczniowie, którzy widzieli, iż ich nauczyciel specjalnie unika ich muzycznej dedykacji, nie poddali się – raz jeszcze zaczęli śpiewać. Jednak ciężko im było utrzymać powagę i składnie dokończyć, wobec karykaturalnie przejaskrawionej reakcji beneficjenta ich występu, który symulował całkowite zaskoczenie i wzruszenie – robił zachwyconą i nieśmiałą minę, ocierał niepłynące łzy i starał się ukryć swe „emocje” za dziennikiem.

Kiedy nareszcie dobrnęli do końca i mogli dać upust swemu śmiechowi, ktoś wykrztusił: „Nie no, z panem to się nie da normalnie…” Belfer odparł na to serdecznym i niemal rozrzewnionym: „Ja też was bardzo lubię”.

Styl życia rencisty

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Trzy poziomy Szczęścia

Skomentuj