banner

Historia się nie skończyła

W latach 90. modny był pogląd, że „historia się skończyła”, przynajmniej w Europie. Coraz wyraźniej widać, jak bardzo był błędny.

Była to uproszczona, zwulgaryzowana interpretacja poglądów zawartych w głośnym eseju Koniec historii? Zaznaczam, iż chodzi o uproszczoną i zwulgaryzowaną wersję, gdyż poglądy autora tej pracy, amerykańskiego analityka japońskiego pochodzenia Francisa Fukuyamy były dużo bardziej złożone. Niemniej tytuł tego eseju przebił się do potocznej świadomości społecznej i wielu w tę uproszczoną interpretację uwierzyło. Wytworzyło się przekonanie, że nic ciekawego się już nie wydarzy, świat osiągnął doskonałość, demokracja i wolny rynek są idealne i wszystko dąży ku temu, by wszyscy je przyjęli, na zawsze miały się skończyć nie tylko wojny, ale też istotne spory ideowe i polityczne, a ludziom pozostały postmodernistyczne gierki, zaś wybory trzeba traktować jako „konkurs piękności” będący pojedynkiem stojących za politykami pijarowców.

Już w latach 90. były sygnały, że to złudzenie czy przynajmniej zbytnie uproszczenie rzeczywistości. Było nim chociażby dokonane na oczach świata ludobójstwo w Ruandzie. Zlekceważono jednak je, uznając, że Afryka jako zbyt zacofana się nie liczy. Zignorowano jednak także wojnę w byłej Jugosławii, która przecież toczyła się w Europie. Wstrząsem i przyczyną rewizji poglądów dla wielu stał się dopiero spektakularny atak terrorystyczny na Światowe Centrum Handlu w Nowym Jorku w 2001 r. Jednak to ostatnie lata definitywnie pokazały niesłuszność mniemania o braku możliwości zaistnienia poważnych, dramatycznych problemów na świecie czy choćby tylko na Zachodzie.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

Akademia

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Szczerość w czasach zamętu

Skomentuj