banner

I znowu wrony

Uporczywa reklama programu graficznego, w którym z łatwością umieścisz swoje zdjęcie na tle egzotycznych plaż, kurortów, wodospadów czy zabytków ściągniętych z sieci, która od wielu dni pojawia się na ekranie mego komputera, świadczy o tym, że przymus wakacyjnych wyjazdów nadal obowiązuje.

Różnica jest taka, że teraz te pamiątki letnich wojaży umieszcza się na portalach społecznościowych. Stąd właśnie program graficzny. Ale w przeszłości były inne formy oszukiwania otoczenia. Po co? Społeczna presja wyjazdów wakacyjnych. Wracamy po urlopie do pracy, a tam koleżanki i koledzy witają cię obcesowym: „Gdzie byliście?” No i okazuje się, że Franek był w Maroko, Jolka na Gibraltarze a Andrzej nie może przestać opowiadać o Chorwacji czy innej Bułgarii.

Żadne tłumaczenia, że nie wyjeżdżasz, bo nie lubisz, nie masz ochoty lub masz inne ważniejsze wydatki, nie wchodzą w grę, bo patrzą na ciebie jak na raroga. Do tego jeszcze świecka tradycja, że w pierwszych dniach szkoły nauczyciele będą domagać się od dzieci pamiątek z wakacji. Dobrze więc trzymać jakieś z poprzednich lat.

W latach 90. pojawiły się nawet usługi polegające na dostarczaniu artefaktów wakacyjnych. Za przystępną kwotę mogłeś kupić używane bilety z Disneylandu, fragmenty obcych strojów narodowych czy groszowe monety obcej waluty, jako niby-pozostałość po podróży.

Podaż świadczy o popycie. Nadal są zatem środowiska, w których przyznanie się, że nie wyjeżdżałeś, grozi towarzyskimi konsekwencjami. Jeśli wejdziesz między wrony…

 

097

Dariusz Magier

archiwozof

Przedwojenne wędrówki radzyńskiego harcerza. Cz. 2 Początek wielkiej wyprawy A.D. 1928.

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Przedwojenne wędrówki radzyńskiego harcerza, cz. 3. Wielka wyprawa A.D. 1928.

Skomentuj