banner

Koneksje

Stało się już normą, iż wielu nowych uczniów szukało jakiś powiązań rodzinno-towarzyskich z nauczycielem. Było to tym łatwiejsze, iż gimnazjum mieściło się na wsi, a kilku nauczycieli w nim pracujących, należało do grona absolwentów tejże szkoły. Belfer, jako że cieszył się szczególną popularnością wśród uczniów, z czasem przywykł do tego typu rozpoznań.

Wśród uczniów historyka zdarzały się rodzeństwa jego koleżanek i kolegów w czasów szkolnych, tudzież ich krewni i cała paleta siostrzenic, bratanków itd. Jak wiadomo, tego typu „znajomości” pragnęli wyzyskać uczniowie w celu spoufalenia się z nauczycielem.

– Proszę pana, a pan chodził do klasy z moją ciocią Olą.
– Ano racja… Chcesz mi współczuć z tego powodu?
– Nie, chciałam tylko, żeby pan wiedział.
– No to już wiem, misja zakończona. Tylko pozdrów Olkę, żeby nie było, że o niej zapomniałem.

Kiedy zaś przyszła następna lekcja…

– Proszę pana, ciocia kazała pana pozdrowić.
– Dzięki Wiki. To już sobie pewnie poplotkowałyście na mój temat?
– Tak, ciocia mówiła, że fajnie się z panem siedziało w ławce.
– A to ciekawe…
– Dlaczego?
Bo trakcie dziesięciu lat wspólnej edukacji w jednej klasie, nigdy nie siedzieliśmy w jednej ławce – wyjaśnił, po czym zwrócił się z refleksją w stronę klasy. – Zastanawiam się teraz, która z nich kłamie?…

Przedwojenne wędrówki radzyńskiego harcerza, cz. 3. Wielka wyprawa A.D. 1928.

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 40

Skomentuj