banner

„Lex Szyszko” jako reflektor

Ciekawa jest sprawa ustawy zmieniająca zasady wycinania drzew na prywatnych posesjach, kpiąco nazywana „lex Szyszko”. Jest ona jakby „reflektorem”, który rzucił sporo światła na polską politykę i jej uczestników.

Rzucił światło chociażby na obłudę Platformy, Nowoczesnej i KOD-u. Inna sprawa, że chyba specjalnie nie ma co rzucać światła, bo w istocie jest ona dobrze znana. Ciekawe jest jednak to, że atakowali ministra z PiS-u za coś, co lepiej byłoby z ich punktu widzenia przemilczeć. Oto bowiem jednym z głównych wątków ich narracji jest rzekoma represyjność rządów PiS-u, rzekoma chęć rozszerzania ingerencji państwa, zwłaszcza władzy wykonawczej, w życie obywatela. W tym wypadku tymczasem ma miejsce coś odwrotnego – wycofanie się państwa z pewnego obszaru. Tymczasem było to przez mniemanych „wolnościowców” atakowane!

Głośna była sprawa zdjęcia wiewiórki w ściętym drzewie, które miało zadziałać jako szantaż emocjonalny, wyłączyć logiczne myślenie i zastąpić motywowanym emocjonalnie sprzeciwem. Okazało się, że drzewo nie zostało ścięte, tylko sam konar, poza tym było ścięte w parku, czyli nie na prywatnej posesji, tylko w przestrzeni miejskiej (i to w mieście rządzonym przez Platformę!), więc ustawa nijak się do niego nie ma. Inną propagandową akcją był medialny spektakl z sadzeniem drzew. Mało tego – „lex Szyszko” był jednym z głównych zarzutów mających uzasadnić niedawną próbę odwołania ministra.

Szczególnie groteskowy był udział w tej nagonce Nowoczesnej, deklarującej się jako partia liberalna. Cóż, deklaracje to jedno, a polityczna praktyka liberałów to drugie.

Wspominając o liberałach płynnie przechodzę do drugiej grupy obłudników, na których obłudę „reflektor” tej sprawy rzucił światło. Mam na myśli fanów teorii Korwina-Mikkego. Na co dzień prawią oni o „socjalizmie”, krytykują biurokrację (czasami słusznie), twierdzą, że nienawidzą „urzędasów” i ich ingerencji. Powinni być zatem zadowoleni, podobnie jak powinni być zadowoleni liberałowie z Nowoczesnej. Powinni… ale nie są. Co prawda, w przeciwieństwie do „Nowoczerskiej” nie przyłączyli się do nagonki, ale też nie wyrazili żadnej satysfakcji. Nabrali wody w usta i udają, że tej sprawy w ogóle nie ma. Podobne totalne wypieranie ze świadomości, wręcz ewaporowanie (termin z „Roku 1984” Orwella, oznaczający całkowite wymazanie jakiegoś faktu czy osoby) było swego czasu obniżenie przez PiS podatków. Na demonstracji w obronie ministra Szyszki, nie będącej manifestacją poparcia dla rządu czy PiS, ale jedynie w obronie ministra, można było zobaczyć leśników, myśliwych, związkowców z „Solidarności”, natomiast mniemanych „wolnościowców” (cudzysłów niezbędny!) z partii KORWiN-Wolność i Nowoczesna – w żadnym wypadku!

W dalszej kolejności reflektor „lex Szyszko” rzucił światło na partię „Razem”. Ugrupowanie to, reklamujące się swego czasu jako uczciwa lewica, zatroskana o „prekariat”, jako pierwsze przystąpiło do ataku na ustawę, jeszcze przed jej wejściem w życie. PO i Nowoczesna sięgnęły po już gotową narrację. Cóż, rzucone zostało światło na to, że ideologiczne wariactwa są dla nich ważniejsze niż problemy zwykłych ludzi.

Rzucone zostało też światło na obłudę PSL, które lubi chełpić się swoim mniemanym pragmatyzmem, a tymczasem tutaj hejtuje ministra Szyszkę pospołu z PO i Nowoczesną. Ów pragmatyzm objawia się tylko wtedy, gdy chodzi o interesy osobisty i partyjny.

Wreszcie reflektor „lex Szyszko” rzuca światło na samo PiS i prezesa Kaczyńskiego, na ich swoistą niezgułowatość, nieogarnianie niektórych tematów oraz słabą komunikację społeczną. Należy pochwalić partię rządzącą za przegłosowanie tej ustawy, ale czymże były niemądre deklaracje wycofania się z niej połączone jeszcze z publicznym strofowaniem ministra?? To było głupie z punktu widzenia zarówno merytorycznego, jak i taktyki politycznej.

Tak czy siak moje porównanie chyba dobrze podsumowuje sytuację. Często używa się metaforycznego określenia „scena polityczna”, więc można powiedzieć, że jest reflektor, który tę scenę i wszystkie czy prawie wszystkie jej zakątki nieźle oświetlił.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

Domek na stawie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 15

Skomentuj