banner

Montowanie koalicji

Odcinek 160:

Do obsługującego klientów Kasjera nr 18 podchodzi jego wujek, który często lubi podokuczać innym. No i zaczęło się…
– Przepraszam pana, czy można u was kupić baterie?
– Tak, są z przodu, pod gazetami. Proszę sobie wybrać, jakie panu pasują.
– I ile one kosztują?
– Sześć złotych, bez grosza.
– A ile kosztowałyby 3 sztuki, bo mi akurat tyle potrzeba.
– Tak to się nie da. Musi pan kupić 4, tj. całe opakowanie, innej opcji nie ma.
– Ale ja chcę 3 i proszę mi sprzedać 3.
– Może pan sobie chcieć i ¾, a ja i tak mogę panu sprzedać całe opakowanie.
– Tak? To ja na pana złożę skargę do kierownika i pana wyrzucą z pracy.
– A ja na pana złożę skargę – ozwał się nagle jakiś klient – że pan przeszkadza temu panu w pracy i wymyśla jakieś swoje fanaberie.
– A ja tylko żartuję…
– Ale ja nie żartuję. Chcesz pan coś kupić, to kupuj, a jak nie, to dowidzenia; a nie pan będzie temu panu głowę zawracać dla żartów.
– Dziękuję bardzo – trochę przytłumionym głosem, nieśmiało i jakby bezradnie zwrócił się do swego obrońcy, kasjer, udając wystraszonego tą całą sytuacją.
– Marcin, co ty odwalasz?
– Przepraszam, ale my z panem – odciął się 18 – to chyba nie przechodziliśmy na „ty”.
– Ja cię zaraz!…
– Panie! Skończyłeś zakupy, to odczep się od tego człowieka, bo zaraz zawołam ochronę, albo sam mu pomogę i wyprowadzimy pana ze sklepu, jak pan się nie umiesz zachować!
– O co panu chodzi?!
– Oto, że pan się czepiasz człowieka. Coś panu zrobił? Nie! Zawsze jest uprzejmy i pomocny…
– Właśnie – wtrąciła jakaś kobieta – takiego, to ze świecą szukać. A pan to wymyśla nie wiadomo co i od razu by chciał na głowę wleźć.
W tym momencie krewniak machnął ręką i wyszedł ze sklepu bez słowa. I już nigdy więcej nie odnosił się w ten sposób do Kasjera nr 18.

 

 

Dawno temu nad rzeką Białą, cz. 5/6

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wierszyk

Skomentuj