banner

Dobra zmiana

Pamiętam, że kiedyś mieszkałem w akademiku i chciałem sam z siebie zacząć segregować śmieci. Jednak skutecznie zniechęcili mnie do tego współlokatorzy. „Sam świata nie zmienisz” – podśmiewywali się. Dotknęło mnie to i zrezygnowałem. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć…

Teraz wiem, że w tym momencie nie chodziło o zbawianie świata… Tylko o to, że chciałem zmienić coś wokół siebie… Idąc za natchnieniem, podjąłem drobny wysiłek, który mógł pchnąć mnie w innym kierunku.

Współcześnie żyjemy w czasach, w których zarazem wszystko wydaje się być na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie panuje wśród ludzi wielkie zniechęcenie. Czasami można odnieść wrażenie, że aż tak wiele się nie zmieniło, i tak jak w czasach barbarzyństwa, teraz też każdy myśli tylko o tym, jak przetrwać. Zmęczeni pracą, ogłuszeni nieustannymi newsami o kolejnych katastrofach, znużeni niepowodzeniami, uważamy, że mamy pełne prawo trwać w poczuciu stagnacji. Może to i cuchnące bagienko, ale znane!

Zmiana przeraża, dlatego jakiekolwiek decyzje w tym kierunku stale odwlekamy. Aż jest już za późno…Może dopiero wizyta u lekarza zmusi nas, by zmienić dietę i w końcu zapisać się na siłownię? A przecież tak być nie musi…

Zmiana kojarzy się nam może z amerykańskimi filmami, w których bohater podejmuje nagle niezłomną decyzję o radykalnej przemianie życia, po czym puszcza się „montaż treningowy” w konwencji teledysku… Widzimy pełne napięcia, ale jednak szybko następujące po sobie sceny przemiany z atrakcyjną muzyką w tle…

W życiu jest jednak zdecydowanie nudnej i decyzje o tym, by wybierać to, co trudniejsze,  trzeba podejmować z dnia na dzień, często walcząc ze zniechęceniem… Od poddania się i popadnięcia znowu  w marazm dzieli nas tylko jeden krok!

Dlatego proponuję, by wybrać jako „wehikuł” zmiany coś, co kiedyś sprawiało nam… przyjemność! Może się okaże, że lata temu bardzo lubiliśmy biegać, no ale wiadomo, potem nie było jakoś czasu… Odzwyczailiśmy się od tej trudnej, ale jakże intensywnie przyjemnej czynności. Zamiast koncentrować się na bólu i pocie, trzeba przypomnieć sobie to słodkie uczucie satysfakcji po przebiegniętych kilometrach…

A może impulsem do zmiany będzie tylko to, że po przeczytaniu tego wpisu, zamiast spędzać kolejne godziny na przeglądaniu facebooka, sięgniemy po zakurzony artefakt z przeszłości, czyli… ulubioną książkę? Rozrywka o tyleż trudniejsza, co jakże uszlachetniająca… Bezmyślnie „zjeżdżając w dół” ściany postów w internecie nigdy nie zaznamy tych dziwnych momentów głębi, które czekają nas na morzu literatury…

W naszych dziwnych czasach wciąż warto podejmować wysiłek. Może się okazać, że jesteśmy póki co za słabi na podjęcie nawet pierwszego kroku na wyrwanie się z bagienka przyzwyczajeń. Czasem jednak trzeba tylko wyciągnąć rękę, by tuż obok siebie znaleźć deskę ratunku… Choćby to była niepozorna książka…

Dlaczego warto (lub nie warto) brać udział w wyborach?

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Z IQ w ręku

Skomentuj