banner

Na krańcu świata, cz. 42

Dziś był niewielki wyjazd poza Oziornoje.

 U nas sensacji nadzwyczajnych nie ma. To normalna praca. Raz się jedzie do 40 osób, a innym razem do kilku czy nawet dwóch. Tak i teraz w tym czasie listopadowym. Dziś akurat bylem w Jurznym. To polska wioska – powstała jak większość naszych wiosek w czasie zesłania w 1936 roku. Cmentarz daleko za wioska.

Chodząc po nim dziś, uległem niewielkiej pokusie – by zaleźć w najbardziej zakrzaczone rejony tegoż cmentarza – by i tam „spadła” kropla święconej wody.

Cmentarz mający swoja specyfikę. Jest na nim obok naszych chrześcijańskich grobów (katolickich, prawosławnych i protestanckich) spora kwatera inguskich mogił. To czym się one wyróżniają to to, ze z ziemi wystaje tylko kawałek płaskiej kamiennej płyty. Są tam też „piękne” pozostałości katolickiej tradycji. Krzyż z symbolami pasyjnymi – włócznia, młotek, obcęgi, drabina.

Inny drewniany – z polskim napisem na tablicy nad ukrzyżowanym – JEZUS NAZARETAŃSKI. I bardzo wiele metalowych krzyży z sercem, na którym wyryte są dane zmarłego. Te pamiątki z pewnością pamiętają czasy sowieckie. Tym bardziej jest to cenne.

Muchołówka

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na 11 listopada

Skomentuj