banner

Niemiecki koncentrat

Dziwnym zrządzeniem losu dopiero teraz, wybierając w księgarni wakacyjną lekturę, sięgnąłem po książkę Stanisława Grzesiuka Pięć lat kacetu. Nie żałuję.

Grzesiuk przesiedział pięć lat w obozach koncentracyjnych w Dachau, Mauthausen i Gusen. Tak się składa, że ta kolejność to również stopniowanie od najlepszych (wiem jak to słowo brzmi w odniesieniu do niemieckiego obozu koncentracyjnego) do najgorszych warunków życia zgotowanych „podludziom” przez naród poetów i filozofów.

Ta opowieść to wspomnienia autora po raz pierwszy opublikowane w 1958 roku, wartościowe w tym, że nie upiększa i nie pomija żadnych elementów życia obozowego, którego proza jest przerażająca właśnie w tym zwyczajnym sposobie opowiadania o czasach, gdy każdemu krokowi, każdej chwili więźnia towarzyszy groźba pobicia lub śmierci.

Mamy hierarchię więźniów: muzułmani (najniższa klasa więźniów bez szans na przeżycie; znak rozpoznawczy: kolana większe w obwodzie niż uda, otępienie, rezygnacja), prominenci (otrzymujący paczki z domów, dodatkowe porcje posiłków), arystokracja obozowa (paczki, dojście do kuchni, znajomości wśród nadzorców, lekka praca), sztubowi, blokowi, kapo. Pięć obozowych lat Grzesiuka to droga od muzułmana do arystokraty.

Obóz wyolbrzymiał i zaostrzał wszystkie cechy życia na wolności. Z ofiar losu robił pierwsze ofiary mordowane w sposób zorganizowany niemal przemysłowo, z lawirantów, cwaniaków i niebieskich ptaków osoby zaradne, które szybko awansowały na prominentów i do arystokracji, z ludzi wrednych – obozowych funkcyjnych i ich pomagierów wyżywających się muzułmanach.

Lektura książki Grzesiuka pozostawia nieodparte wrażenie, że przeżycie musiało zawsze zostać okupione rzeczami, które w normalnym życiu piętnowane są jako niemoralne. Już sama istota przeżycia w obozie, można by rzec ekonomia życia w kacecie, jest na to przykładem. Kluczowe było udawanie pracy, która rzeczywiście najskuteczniej czyniła wolnym, czyli przenosiła ludzi do lepszego świata.

Ja pracowałem spokojnie, bez nerwów, bez strachu, odmierzając każdy ruch. Ten drugi natomiast pracował nerwowo. Na jego twarzy widać było wielkie zmęczenie i strach. Pracuje z całym wysiłkiem, żeby tylko nie podpaść i nie być bitym. Głupiec, pomyślałem sobie, zmęczy się szybko i będzie musiał odpocząć, a jeśli wtedy podpadnie, to zbiją, a w dodatku dadzą ciężką pracę, której może nie mieć siły już wykonać. A to będzie powodem nowego bicia… i zupełnie możliwa wtedy przesiadka do krematorium.
(…)
Przechodząc na prawą stronę, wiedziałem dobrze, że jeśli będzie bił, to tych po lewej stronie – a mimo to nie ostrzegłem ich, no bo jeśli już ktoś musi dostać, to niech dostaną inni, nie ja.
(…)
Pod jednym sitkiem jeden Niemiec wykańcza drugiego, który stoi nago pod lodowaqtą wodą i wrzeszcząc chce uciec; ten drugi, też wrzeszcząc, wpędza go z powrotem, tłumacząc mu to odpowiednio grubym kołkiem. Z jednej strony umywalni Hiszpan myje nogi i śpiewa głośno jakąś arię. Z drugiej Polak myje się i głośno się modli. A pod ścianą, w skrzyni zwanej trumną, leży nagi człowiek, który jeszcze żyje, lecz pewnie już nieprzytomny – tak jak ryba łapie od czasu do czasu powietrze. Na brzuchu umierającego siedzi inny, który spokojnie zjada swój kolacyjny chleb, krojąc go na maleńkie kawałeczki. Myślałem, że to jaki kolega, który chce być przy jego śmierci, więc pytam: „To twój kolega?”. „Nie, tylko na bloku taki bałagan, że tu przynajmniej spokojnie zjem kolację”.

Książka niesie wiele informacji dotyczących życia obozowego pomijanych w innych opracowaniach, zwłaszcza w zakresie metod zewierzęcania ludzi, homoseksualizmu więźniów czy sposobów stosowanych przez „rasę panów”, „aby jak najszybciej wysyłać do nieba przez komin krematoryjny, ku chwale Trzeciej Rzeszy”.

Pomimo trudnej tematyki, sposób pisania Grzesiuka sprawia, że książkę czyta się łatwo, a obozowe problemy życia i śmierci przedstawiane są w sposób lekki. To bynajmniej nie umniejsza realności niemieckich zbrodni.

Warto po tę pracę sięgnąć, jeśli zaciśnie się zęby na fragmenty (na szczęście nieliczne) wojującego ateizmu i antyklerykalizmu zaangażowanego w PRL autora.

 

Dariusz Magier

archiwozof

Wszystkie smaki lata, czyli spiżarnia państwa Piasków

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Watergate

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    25/08/2018

    Grzesiuka czytałem na początku lat 90-ych. Pierwsza była książka ” Boso ale w ostrogach”, czyli życie jego i ferajny na Czerniakowie w okresie międzywojennym i do początków wojny. Opis rzeczywistości warszawskiej z perspektywy chłopaka, którego wychowała ulica. W gruncie rzeczy ateistyczno – anarchistyczny żywot lekkoducha i buntownika. Następna było właśnie opisywane ” Pięć lat kacetu”. Wywarła na mnie ogromne wrażenie. Nawet teraz, jak o tym myślę to mam przed oczyma sceny z tej książki, ale jednocześnie od razu mam przed sobą postacie Ojca Maksymiliana Kolbe i rtm. Pileckiego, czyli wartości, którymi pogardzał Grzesiuk przed okresem obozowym. Pogardzał, bo ich nie rozumiał, a wspomniani katolicy, poddani Tego, którego Królestwo nie jest z tego świata, przyjęli z godnością życie w jednym z „miasteczek” zbudowanych przez księcia tego świata i jego pomocników. Giganci Wiary.
    Trzecia część to ” Na marginesie życia” czyli życie po obozie. Sanatorium, leczenie gruźlicy. Ciekawe czy na łożu śmierci zrozumiał i zdążył? A jeśli nie, to doświadczy coś o wiele gorszego niż Dachau, Mauthausen i Gusen. Nie będzie to pięć lat, ale wieczność.

Skomentuj