banner

Podlasie Mniejsze podróże większe, cz. II

Michała Tyszkiewicza Dziennik podróży wydany został po raz pierwszy w Paryżu w 1863 r., jednak światło dzienne ujrzała tylko pierwsza część pamiętników. Druga, uznana za zaginioną, została odnaleziona przez wspomnianego już wybitnego polskiego egiptologa prof. Andrzeja Niwińskiego, dopiero po 130 latach od wydania części pierwszej!

Obie części złożyły się na pełną (i poprawioną w stosunku do pierwodruku) edycję Dziennika… wydanego w Warszawie w 1994 r. Do niej odsyłam wszystkich zainteresowanych tak szczegółami życia hrabiego Michała jak i jego fascynującą podróżą i archeologicznymi odkryciami (Egipt zapomniany czyli Dziennik podróży do Egiptu i Nubii (1861-1862) oraz 180 rycin z XIX wieku, opracowanie i wstęp Andrzej Niwiński, Warszawa 1994r. , ss. 428).

Dla zachęty przytoczę kilka fragmentów, poczynając od smaczków najlżejszego kalibru czyli obrazków obyczajowych, skończymy na sprawach poważnych czyli egiptologii.   

Na początek urywek, który pozwoli (męskim) czytelnikom zrozumieć dlaczego my samce powinniśmy zdecydowanie sprzeciwiać się i walczyć z próbami zaprowadzenia u nas państwa islamskiego. Oto co zaobserwował hrabia Michał:

„Wracając piechotą […] widzę oryginalną krajową scenę. Jeden kupiec Arab, przechodzący obok kobiety z zasłoną na twarzy, zaczął jej się przypatrywać z bliska i głośno rzekł, że ją poznaje. W tej chwili kobieta rozgniewana porwała go za odzienie i zaczęła go drugą ręką uzbrojoną w pantofel z twardym obcasem bić po twarzy i po głowie, łając obelżywymi wyrazy. Nie tylko, że nikt Arabowi na pomoc nie przyszedł, lecz nawet i on bronić się nie mógł; ze wstydem więc stał spokojnie i musiał znieść długie i bolesne ciosy, które się zakończyły uderzeniem nogą, które mu pewno długo siedzieć nie pozwoli. Zdziwiony i zgorszony tą cierpliwością kupca Araba, pytałem o przyczynę u dragomana [tłumacza/przewodnika – AR.], który mi wytłumaczył, iż żeby mężczyzna bity publicznie na ulicy przez kobietę, którą obraził, bronił się od jej ciosów, w takim razie zaraz bywa aresztowany i kilkumiesięczne więzienie służy mu za karę”.

Teraz, zgodnie z regułami dialektyki drugi cytat świadczący, że jednak tak bardzo sprzeciwiać się i walczyć nie ma potrzeby:

„Po obiedzie posłałem po tancerki i niebawem przyszło ich aż ośm w świetnych i bogatych strojach […]. Gdyśmy się najmniej tego spodziewali, okazał się u drzwi nowy tancerz przebrany za diabła i umaskowany. Za jego przybyciem postać tańca zupełnie się zmieniła i przybrała cechę erotyczną; opisać tego co się dalej działo nie mogę przez wzgląd na czytelnika, to tylko powiem, że taniec szedł coraz żwawszy i wyrazistszy, a tańcujący coraz mniej i mniej na sobie mieli odzienia i ostatecznie zostali w strojach pierwszych rodziców naszych i ich grzechem na sumieniu. Basza zachodził się od śmiechu [tak w org., chyba powinno być „zanosił” – AR.], my wszyscy też  z zadziwieniem i w osłupieniu patrzyliśmy na fantasmagorię, której nikt przewidzieć nie mógł i która się odbywała w pokoiku tak małym, iż ledwie się w nim wszyscy mieściliśmy. Wreszcie diabelski taniec ustał, odprawiono bajaderki i basza też wrócił do siebie”.            

 

cdn.

 

 

Sarkazm niedzielny

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

PK 7: MIŁOŚĆ

Skomentuj