banner

Populizm

Nieraz słyszeliśmy słowo „populizm”. Nieraz jest ono używane. Niektórzy go nadużywają, inni w odpowiedzi całkowicie negują istnienie takiego zjawiska. Jak jest naprawdę?

Otóż w rzeczywistości takie coś jak populizm jak najbardziej istnieje i jest czymś negatywnym. Trzeba jednak precyzyjniej go określić. Populizmem nie jest głoszenie poglądów popularnych albo podejmowanie popularnych działań. Populizmem jest głoszenie poglądów czy wysuwanie postulatów, które są popularne, ale są przy tym szkodliwe albo nieziszczalne, albo podejmowanie działań, którą mogą zdobyć poklask, ale będą w istocie szkodliwe albo nic nie znaczące.

Nie będę ukrywał, że tym, co sprowokowało mnie do napisania niniejszego artykułu, było zamieszanie wokół nagród dla ministrów. Sprawa ta wydobyła z życia publicznego ogromne pokłady populizmu.

Oczywiście, jak wszędzie przydatny jest zdrowy rozsądek i może się zdarzyć, że ktoś wyznaczy sobie pensję czy jakieś dodatki w wysokości przesadzonej, nieadekwatnej do znaczenia pracy czy poziomu odpowiedzialności. Zazwyczaj jednakże chodzi o co innego. Wmawia się ludziom i wielu z nich skwapliwie w to wierzy, że politycy i urzędnicy powinni zarabiać jakieś grosze.

Są to demagogia i populizm z kilku powodów. Po pierwsze, takie wydatki na pensje stanowią stosunkowo niewielką część budżetu państwa czy nawet samorządu. Są rzeczy, na których państwo traci o wiele większe pieniądze. Krzyczenie o pensjach to odwracanie uwagi od prawdziwych problemów.

Po drugie, jest taka zasada, że kto płaci, ten wymaga. Jeśli my, podatnicy, płacimy, mamy prawo wymagać. Jeśli będziemy płacili słabo, może się pojawić ktoś, kto będzie płacił lepiej, a co za tym idzie będzie wymagał, i to jego interesy będą bardziej uwzględniane aniżeli interesy ogółu społeczeństwa. Lepsze są jawne pensje niż skryte przyjmowanie łapówki i inne korzyści materialne przyjmowane od różnych lobbystów. To ostatnie jest groźniejsze.

Po trzecie, może to spowodować braki kadrowe. Wielu ludzi nie będzie chciało pracować za marną zapłatę. Ci, którzy mogliby się sprawdzić na danej funkcji będą woleli pracować gdzie indziej.

Tu napiszę o pewnym doświadczeniu z naszego lokalnego radzyńskiego podwórka. Otóż gdy w 1990 r. tworzony był samorząd, przyjęto takie naiwne, idealistyczne założenie, iż pracować powinno się nie dla pieniędzy, ale z poczucia misji, w związku z czym wyznaczono niskie diety radnym za udział w pracach Rady Miasta. Skutek był taki, że był problem z frekwencją na posiedzeniach poszczególnych komisji Rady, i to poważny, bo nieraz brakowało kworum, czyli liczby uczestników niezbędnej, by dana instytucja (w tym wypadku: komisja Rady Miasta) mogła w ogóle rozpocząć pracę.

Swoją drogą, nad problemem zastanawiano się już w starożytnej Grecji. W ówczesnych Atenach była początkowo zasada, że urzędnikiem było się honorowo. Dopiero w późniejszym okresie zerwano z tym i w ramach reform wybitnego ateńskiego polityka Peryklesa wprowadzono płacenie za sprawowanie urzędów.

Jak już wspomniałem, czasem może się zdarzy się naruszenie zasad zdrowego rozsądku w tym względzie. Zapobiegać temu powinny działania systemowe w postaci t.zw. ustaw kominowych.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

MUZYCZNE RADZYNIANA 1. Rockowy Nahorny.

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Łukasz Zbożny – wiersze, satyry, rozmowy

Skomentuj