banner

Nieprawda w internecie (i nie tylko)

Internet jest wspaniałym narzędziem do komunikacji oraz do zdobywania informacji. Trzeba jednak do tego drugiego z dużą ostrożnością, jest bowiem sporo kłamstw, nazywanych zgodnie z modą fejkami.

Wspominałem o „fake news” w swoim poprzednim felietonie. Napisałem: Mówi się o tym, że występują „fake newsy”. Co to ma być? Powinno mówić o kłamstwach, mistyfikacjach, bardziej potocznie o „fałszywkach”. Kłamstwo jest stare jak ludzkość. Niemniej w tym określeniu jest drobny element nowości, a mianowicie występowanie nowego narzędzia w postaci internetu. Jakoś bowiem nie kojarzę, by używano tego określenia wobec kłamstw rozpowszechnianych przez „tradycyjne” media, tylko raczej tych internetowych. Prawdopodobnie właśnie to jest przyczyną ukucia nowego określenia. Stare media, tracące znaczenie i zazdrosne o to, postanowiły jakoś napiętnować internet, sugerując, iż jest to przestrzeń jakoby szczególnie przepełniona kłamstwem. Takie twierdzenie samo jest kłamstwem. Telewizja i prasa też nieraz okłamywały swoich czytelników czy widzów. Co prawda na ogół chodziło raczej o manipulacje i przemilczenia, ale ewidentne kłamstwa też bywały. Osławione stało się stwierdzenie Bronisława Geremka, który powołał się na nieprawdziwą informację, a gdy ktoś zwrócił mu na to uwagę, odpowiedział, że o tym czytał w prasie, w związku z czym jest to fakt – „fakt prasowy”, jak to ujął. Swoistą ironią losu jest to, że miało to miejsce w roku 1991, tym samym, w którym Polska została dopiero podpięta do internetu, tyle że jeszcze przed tym podpięciem.

To jednak, że internet nie ma wyłączności na kłamstwa, nie oznacza, że tych kłamstw nie ma. Owszem, są. Co więcej, ma miejsce pewne rozmywanie odpowiedzialności. W przypadku zwykłych mediów mamy konkretny szyld, jest jakaś linia danego medium i dotychczasowy stosunek do zasad rzetelności. W internecie rozsiewający kłamstwa są anonimowi. Trochę przypomina to „udoskonaloną” wersję rozpuszczania plotek „pocztą pantoflową”.

Jednak mnie osobiście najbardziej nie niepokoi to, że są ludzie złej woli próbujący wykorzystywać internet do złych celów. Gorsze jest zachowanie odbiorców, którzy są bezkrytyczni i łatwo wierzą w różne rzeczy, mało tego – lajkują i udostępniają dalej. Dotyczy to zwłaszcza fałszywych informacji utrzymanych w duchu bliskim danej osobie. Wielu ludzi gotowych jest skwapliwie wierzyć i rozszerzać kłamstwa ewidentne i łatwe do zweryfikowania, jeśli tylko pasują do ich wizji świata, do ich sympatii i antypatii i jeśli są im wygodne. Tymczasem należy kierować się arystotelesowską zasadą „Przyjacielem mi Platon, ale milszą przyjaciółką prawda”. Podzielę się przy tym osobistym przypadkiem. Otóż podczas pisania artykułu o Stanisławie Moniuszce przypomniałem sobie, że kiedyś w pewnej audycji radiowej słyszałem barwną historyjkę na temat problemów kompozytora z autorem libretta „Halki” – Włodzimierzem Wolskim. Historyjka była ciekawa i byłaby smakowitą ciekawostką ubarwiającą artykuł, ostatecznie jednak zrezygnowałem z tego, gdyż nigdzie nie mogłem znaleźć potwierdzenia. Znalazłem jedynie uprawdopodobniające informacje, że Wolski istotnie był hulaką, co pasowało do opowieści.

Pokusie wierzenia w coś tylko dla antypatii oparłem się w przypadku krążącej po internecie fałszywki – rzekomego dowodu osobistego Brigitte Macron, żony nowego prezydenta Francji (wtedy jeszcze tylko kandydata) z inną niż oficjalna datą urodzenia. W tym wypadku uruchomiło się logiczne myślenie – przecież byłoby absurdem, gdyby spreparowała sobie fałszywą datę urodzenia, a w dowodzie jak gdyby nic miałaby prawdziwą. Toż to kupy się nie trzymało. Bez zaskoczenia przyjąłem zatem wpis znakomitego facebookowego profilu Nagroda Złotego Goebbelsa, specjalizującego się w demaskowaniu kłamstw, który ogłosił, że to mistyfikacja i podał konkretne techniczne uzasadnienia (np. niewłaściwa czcionka, inna od tej używanej w prawdziwych francuskich dowodach, zdjęcie zaczerpnięte z fragmentu zdjęcia z prasy). Jednak ta niewiara cały czas łączyła się z przekonaniem, że Francuzi, dokonując takiego, a nie innego wyboru, wystawili sobie nie najlepsze świadectwo.

Doświadczenie uczy, że jak coś dziwnego tak nagle się pojawia i jest gwałtownie promowane w internecie, ale zarazem nikt poważny się pod tym nie podpisuje, to jest to fałszywka.

Jak pisał Adam Asnyk: „Szukajcie prawdy jasnego płomienia

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

Na krańcu świata, cz. 5

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 48

Skomentuj