banner

PROJEKT WOJSKO 2

Poprzedni odcinek to krótka dygresja nt. dzielenia skóry na niedźwiedziu a konkretnie interakcji pomiędzy Muzeum w katowni Gestapo/UB a Projektem Wojsko (oba w planach). Dziś czas wrócić do samego projektu (przedostatni tekst) i odnotować kwestie techniczno-organizacyjne, o których wówczas nie zdążyłem/liśmy napisać.

1. Inicjatywa/Wydawca. Wspomniany cykl wystaw, począwszy od wystawy poświęconej 9 PAC, jest inicjatywą oddolną, społeczną, obywatelską, jak zwał tak zwał. I taką powinien pozostać. Kto miał lub ma do czynienia z instytucjonalnym trybem pracy wie dlaczego. Tym, którzy nie mieli wyjaśniam rzeczy sedno: wtedy projekt będzie lepiej sterowalny a zarazem bardziej elastyczny. Instytucje mają własne cele, harmonogramy, zadania, plany. Jeśli będą one zbieżne z projektem, tudzież nie będzie przeszkód w nawiązaniu współpracy – zawsze warto współdziałać. Jeżeli zaś współdziałania nie będzie – inicjatorzy oddolni mają wolną rękę.

2. Finanse. Dżentelmeni o nich nie mówią lecz OCh-owie – owszem i to bez ustanku. Gdyby w tytule rubryki wstawiono: „Z ogródka dżentelmena” – słowa bym o tym nie napisał. Ale nie wstawiono. Zatem: koszt planszy wystawowej o wymiarach 70×100 cm, drukowanej na płycie pcv, to – o ile wstępnie się orientuję – kilkadziesiąt złp. (bardziej w pobliżu 70-90 złp). Scenariusz i opracowanie graficzne – są ludzie, którzy zrobią to gratis, ze zwykłej przyjaźni dla naszego nieocenionego Padrone (spróbowaliby nie zrobić…). Po kilku – niezobowiązujących – rozmowach już teraz są mgliste widoki na opłacenie kilku (5-6?) plansz. Finalnie – na jednej wystawie – takich plansz znajdzie się kilkanaście. I tutaj słowo do czytających i zaprzyjaźnionych, a nawet dwa słowa: można/warto pomagać. Padrone podsunął mi pomysł, aby każdy kto wyasygnuje kwotę potrzebną na wydruk pojedynczej planszy, miał na owej planszy (oprócz stosownej informacji o tymże wsparciu) swoją fotkę, lub też – jeśli tego nie chce – miejsce na umieszczenie swego logo (loga?), czy czegokolwiek innego. Proszę źle mnie nie zrozumieć – to tylko luźna propozycja. Sami mamy dość ciągłych nagabywań o wsparcie lejących się ze wszystkich możliwych stron; ostatnią rzeczą której pragniemy, to stawać w szeregu proszących. Wystawy – jako owoc inicjatywy oddolnej – powstaną tak czy owak, w kwestii terminu nikt inicjatorom pistoletu przy głowie nie trzyma. Jeśli środki będą znikome lub małe – po prostu będą dojrzewać dłużej, być może ukazywać się etapami, nie wiem, zobaczymy. Odrębną sprawą są koszty katalogów wystaw, ale to zbyt śmiałe wizje aby teraz o nich myśleć (tym bardziej pisać). Gdyby ktoś jednak miał szczerą i niezmienną wolę wsparcia niech da o tym znać redakcji. Wtedy pomyślimy jak nadać przepływowi funduszy właściwą (sycylijską) oprawę. Zaś już teraz, wszystkim potencjalnym dobrodziejom, serdeczne: Bóg zapłać! Grazie di cuore.

3. Właściciele. Kto – biorąc pod uwagę punkty 1 i 2 – będzie właścicielem i dysponentem plansz wystawowych – oto jest pytanie. Jak sądzę, jakimś rozwiązaniem będzie przekazanie całości w depozyt/zarząd zaprzyjaźnionemu stowarzyszeniu czy fundacji, wtedy można będzie rozsądnie wystawami gospodarować. Rzecz do wspólnego rozważenia i umocowania, tak aby – jak mówią – i lupo był syty i pecora cała.

I jeszcze słowo do radzyńskich wielbicieli podróży – jedną z wystaw chcemy poświęcić dziejom krajowych podróżników, głównie z naszego regionu (ale nie tylko, oczywiście). Chronologicznie byłyby to  XIX i XX w. Od księcia Aleksandra Sapiehy aż po hrabiego Edwarda Trojanowskiego. Co o tym sądzicie?

ariwederczi, do widzenia

AR i AG (OCh.)

cdn.

PS. Specjalnie w dniu dzisiejszym spodziewam się licznych komentarzy, powinszowań i życzeń (cenzuralnych). O dniu Ojca (Chrzestnego) wszak nie wypada zapomnieć. Prawda?

AG.

Kreowanie antywartości

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Przedłużona zmiana

Skomentuj