banner

Spacerek

Wrzesień owego roku był piękny – ciepły i słoneczny. Któregoś z takich właśnie pięknych, wrześniowych dni, miały miejsce zawody w drugiej gimbazie.

 Z uwagi na zziajanie ich uczestniczek, bardzo ciepłą aurę i okienko Belfra, uczennice wystarały się u swych nauczycieli WF-u, aby on ich eskortował do pobliskiego sklepu, gdzie chciały zakupić prowiant, głownie w postaci czegoś do picia. Jako że nowy historyk był jeszcze dobrze nierozpoznany, więc gdy tylko karawana ruszyła, nastąpiło jej rozczłonkowanie. Do przodu wyrwało się niemal całe zgrupowanie, zaś kilka metrów za nim podążał, pilnujący porządku nauczyciel. Co jakiś czas zbliżały się doń podjazdy, co odważniejszych harcowniczek, które po zaciągnięciu języka, wracały do głównych sił.

– Proszę pana, a pożyczy mi pan 2 zyle?
– Za słabo się znamy – odparł sucho i beznamiętnie, niedoszły pożyczkodawca.
– To znaczy, że np. pod koniec roku pan już by mi pożyczył?
– Tak, ale też i nie.
– Jak to?
– Tak to. Wszak, lepsze poznanie nie musi skutkować większym zaufaniem. Czasem jest zgoła inaczej.
– E tam – zniechęcone dziewczę machnęło ręką – po prostu pan jest skąpy. Najwyżej na kreskę wezmę…
– To ty tam idziesz kupować coś do picia, czy działkę? – zapytał prowokacyjnie Belfer. Odpowiedział mu tylko śmiech rozbawionych gimbusek, o co zresztą chyba mu chodziło.

Ledwie ustąpiła naciągaczka, a już uwagę historyka zwróciła inna uczennica, która jakby celowo, systematycznie zostawała się z tyłu. Nie była tak zawadiacko śmiała, więc stopniowo czyniła postępy w równaniu kroku z nauczycielem.
– Proszę pana – ozwała się, kiedy synchronizacja marszowa została osiągnięta – bo pan, to chyba studiował z moją siostrą.
– Serio? A jak ma na imię?
– Patrycja.
– Jak Patrycja, to nie.
– Dlaczego?
– Bo spośród około 120 osób na pierwszym roku studiów, nie było żadnej Pati. A potem nasze szeregi jeszcze się zmniejszyły.
– Ale ona mówiła, że z panem studiowała… Pan sobie sprawdzi jej profil na fejsie, może ją pan kojarzy – tu rezolutna drugoklasistka podała personalia weryfikowanej siostry, które z kolei napastowany nauczyciel obiecał sprawdzić.

Jak się okazało, oboje mieli rację. Bowiem rzeczona siostra nie była na tym samym roku studiów, co historyk, ale mieli łączone zajęcia z psychologii przez 1-2 semestry. W każdym razie wiedza ta bardziej przydała się Belfrowi, niż jego uczennicom (jedna z sióstr uczęszczała wówczas do trzeciej klasy), których siostrę znał, gdyż często aktywizował je przypominając ową „znajomość”.

Dawno temu nad rzeką Białą IV, odc. 2

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 41

Skomentuj