banner

Stałe porzekadła

Odcinek 167. Ostatni

Prócz wcześniej wymienianego „Reinera”, „ave”, czy „dzień dobry wieczór”, były Kasjer nr 18 wykształcił całą listę stałych powiedzonek, bądź reakcji na różne sytuacje. Oto kilka wybranych porzekadeł.
* * *
W sytuacji, kiedy klient odmawiał przyjęcia paragonu z tekstem: „A proszę go sobie wziąć”, 18 z pietyzmem odkładał papierek obok siebie i wzruszony odpowiadał: „Dziękuję, zawsze o takim marzyłem”.
* * *
Gdy klientki nie mogły się nachwalić jego dobroduszności, pogody ducha, pozytywnego nastawienia, dowcipności, kulturalności etc. etc…
– No, niestety, drogie panie – z udaną pokorą stwierdzał – nie mam uprawnień do udzielania, żadnych rabatów czy innych ulg, więc te pochwały są daremne.
– Ale my mówimy szczerze, bezinteresownie…
– To tym bardziej mi głupio.
* * *
Kiedy do wydania był 1, 2 lub 5 groszy, zaś osoba obsługiwana uprzedzała koniec transakcji stwierdzeniem: „Tego grosza już pan sobie zostawi”, kasjer (jeśli miał drobne do wydawania), wyciągał rzeczoną monetę i wręczając ją delikwentowi razem z paragonem, niby zakłopotany i zdeterminowany, powiadał: „Proszę wybaczyć, ale nie możemy przyjmować korzyści majątkowych”.
* * *
Podczas długotrwałej „odsiadki” na kasie, gdy – chcąc oderwać swe siedzenie od siedzenia – Kasjer nr 18 wstawał i w tej pozycji obsługiwał klientów, odpowiadając na ich pytające spojrzenia: „Teraz będę obsługiwał na wysokim poziomie”.
* * *
Wielokroć na pożegnanie, podnosił dłoń do skroni i wołał: „A hoj!”, po czym niedbale opuszczał rękę i wzdychał: „z tym wszystkim”. Natomiast, jeśli przy kończeniu zmiany ktoś mówił mu, że kierownik, dyrektor, bądź inne zagrożenie może nadciągnąć w najbliższej chwili, puentował: „Niechaj wszelkie zło nastanie, byle nie na mojej zmianie”.
* * *
Na podziękowania klientów zwykł odpowiadać: „Polecam się na przyszłość… byle nie za często”.
* * *
Pewnego razu w kolejce do kasy stała młoda kobieta, dzierżąca w lewicy banana. Była tak zaaferowana telefonem, że dopiero w ostatniej chwili zauważyła, iż to już jej kolei.
– Dzień dobry wieczór – przywitał ją kasjer.
– Banan! – rzuciła, wyrwana z zamyślenia, kładąc na kasie egzotyczny owoc.
– Bardzo mi miło – z powagą odparł kasjer. A uprzednio wstawszy, wyciągnął do niej rękę – Marcin jestem.
W tym momencie oburzenie wykwitło na pięknej twarzy klientki, lecz jego eskalacja została wstrzymana przez gwałtowny napad śmiechu partnera owej kobiety.
Co prawda, taka sytuacja przydarzyła się tylko raz, jednak gdyby się nadarzyła kolejna sposobność, Kasjer nr 18 nie zawahałby się powtórzyć tego manewru.

 

 

Wspólnie napiszmy słownik gwary radzyńskiej!

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Kim ja jestem?

Skomentuj