banner

Tęczowe dzieci

Mężczyzna, wbrew pozorom, to bardzo prosta konstrukcja. W zasadzie każda kobieta odkrywa tę prawdę na wczesnym etapie damsko-męskich relacji. Zrozumienie jej otwiera szerokie pole do dość ogólnych konkluzji, jak na przykład ta, że nie rozróżniamy kolorów. Przeciętny współczesny samiec, uciekając przed wyborami typu „lawendowy” czy „oberżynowy”, które wykraczają poza kanon trzech znanych mu barw, zdaje się na gusta swoich życiowych towarzyszek.

To niestety rodzi pewne zagrożenia, bowiem dobrze utrzymany facet może być niezłym dodatkiem do nowej torebki, a że ta jest nieznośnie różowa, to przezorne panie wymyśliły” łososiową” koszulę albo krawat.  W końcu względy kulinarne zawsze miały dla Nas uświęcony tysiącleciami ewolucji priorytet. I tak godząc się na ten egzotyczny anturaż, chłopisko rozmyśla chwilę nad swym losem do czasu, kiedy spotka inną ofiarę kobiecych fanaberii odzianą w pistacjowy, miętowy lub groszkowy surducik. No i wtedy jest już znośnie, bo inni też mają przerąbane.

Szczęśliwie mężczyźni mają też czas wyłącznie dla siebie (wersja optymistyczna). Wtedy artystyczne rozważania o kolorach nie mają znaczenia. Sami sobie jesteśmy trendsetterami, więc sięgamy po dostojną, praktyczną i wszechstronną czerń – spełnienie marzeń faceta. Może towarzyszy nam malutka obawa, by lepiej nie kusić losu nadmiarem żałoby w garderobie, ale efekt wyszczuplający bierze zawsze górę. Lepiej wierzyć, że te wszystkie hektary ciała znikają nagle pod czarowną satyną hebanu. I co z tego, że powyżej stu kilogramów ta opcja nie działa. W czarnym czujemy się sobą.

Ostatnie wypadki, przywiązanie to wystawiły na próbę, bowiem w deszczowy poniedziałek przez ulice naszej ukochanej stolicy przeciągnął swoisty kondukt zombie. Proaborcyjne, wulgarne i obrazoburcze transparenty najlepiej oddawały kondycję intelektualną maszerujących.  Nie żebym zakazywał protestów, ale dlaczego musiały wybrać akurat czerń. Liczyłbym na trochę więcej ekstrawagancji i konsekwencji, w końcu to czarni „katotalibowie” są największymi wrogami „wolności wyboru”.  Ale nie, musiały przerobić się na zombie.

Zrodzona w ten sposób obawa, że ktoś moje przywiązanie do czarnej garderoby odczyta opacznie posądzając mnie o sprzyjanie aborcjonistom, zmuszony byłem przyodziać się w kolorach tęczy. I tu kolejny dylemat. Jeszcze nie tak dawno, cieszyła mnie ta płonąca na placu Zbawiciela, a teraz mam chodzić jak ideowy sodomita? O nie! Już raz odebrano mi symbole dzieciństwa. Mój pełen pachnących gumek, piękny chiński piórniczek do pierwszej klasy, z tęczą i jednorożcem na wierzchu. Przez to emancypowanie się różnych zboczeń pozostało mi tylko wspomnienie jednorożca, bo ilekroć pomyślę o tęczy zaraz staje w płomieniach.

Ratunek nadszedł z Twittera. Oto piękna grupa młodych kobiet w ślubnych sukniach trzyma dzieci ubrane w kolorach światła rozczepionego w pryzmacie. Piękne „tęczowe dzieci”. Przydomek ten nadany został maluchom urodzonym przez kobiety, które doświadczyły wcześniej poronienia, śmierci łóżeczkowej lub urodziły martwe dziecko. Ukryły swój ból i spróbowały raz jeszcze. W tym jednym zdjęciu jest wszystko to, co deprecjonuje poniedziałkowy marsz, wielka miłość do dziecka od jego poczęcia, a nawet marzenia o nim, bo można kochać kogoś i tęsknić za nim, jeszcze przed jego narodzeniem. Tego ducha matczynej troski nie znajdziesz u indoktrynowanej feministyczną ideologią patologicznej, narcystycznej i upośledzonej emocjonalnie gawiedzi z Krakowskiego Przedmieścia.

Wszystkie ciuchy, jakie tego dnia założyłem na siebie atakowały oczy ferią barw, a w deszczowy dzień białe buty wyglądały przekomicznie. Wieczorem obejrzałem relacje z tego pożałowania godnego marszu i kolejny raz, pomijając kolorowe parasole, dostrzegłem wielobarwną flagę. Czy to niesłyszalny głos ”tęczowych dzieci”? Czyżby nuta rozsądku w morzu szaleństwa? W jednej chwili przypomniały mi się strofy” Reduty Ordona” (w wersji zmienionej):

Jak sępy czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

Przeciw nim sterczy „kolorowa”, wąska, zaostrzona,

Jak głaz bodzący w morze….

Jedno telewizyjne zbliżenie i czar pryska. Oto tęczowa flaga jawi się inaczej, bowiem pod nią maszeruje grupa waginosceptycznych członków organizacji LGBT, którzy przyszli upomnieć się o swoje prawo do aborcji! Prawo homoseksualistów do aborcji! Musiałem to powtórzyć.

Szczęśliwie od jutra, nie będę musiał poświęcać tyle troski garderobie.

 

Dywersja

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Czy PiS to partia prawicowa?

Skomentuj