banner

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 28

14 lutego pakujemy się i jedziemy do portu pod nazwą Port Said. Wielki ruch w porcie. Czeka na załadowanie kilka statków.

Ładujemy się całą dobę. Jest nas tutaj cała 5 Kresowa Dywizja Piechoty. W nocy 15 lutego opuszczamy Port Said i wypływamy na Morze Śródziemne do Włoch.

Okręty przeładowane wojskiem. Jesteśmy jak śledzie w beczce. Pomiędzy hamakami trudno się przecisnąć.

Rano następnego dnia jesteśmy już na pełnym morzu. Widzimy jak środkiem płyną transportowce z ludźmi, a wokół nas silna eskorta ze statków bojowych różnego rodzaju. Ubezpieczają nas z działami gotowymi do strzału. Nasze transportowce też uzbrojone są w karabiny maszynowe i działka przeciwlotnicze.

Na Morzu Śródziemnym są jeszcze niemieckie okręty podwodne, ale bardzo niebezpieczne są samoloty.

Czwartego dnia naszej podróży, w godzinach przedpołudniowych, alarm. Zbliżają się samoloty niemieckie. Mamy zapięte pasy ratunkowe przez całą dobę, nie zdejmując nawet do spania. Już widzimy samoloty, ale ogień zaporowy okrętów wojennych nie dopuszcza ich nad okręty transportowe. Jeden samolot został trafiony, dymi i obniża się. Kilka kilometrów od nas runął do morza. Pozostałe samoloty rzucają bomby poza naszą obronę i odlatują. Nie ponieśliśmy żadnych strat.

20 lutego rano jest bardzo silna i gęsta mgła. Zupełnie nie widać sąsiedniego statku. Okręty nasze nie płyną prosto w jednym kierunku, ale co pewien czas zmieniają go. Płyniemy zygzakiem, żeby zmylić nieprzyjaciela. Właśnie w czasie takiego manewru statek płynący obok nas nie zmienił kierunku, w wyniku czego nasz statek dziobem uderzył w burtę tego statku. Potłukliśmy sobie łby niesamowicie. Poważniejszych obrażeń nie było. Potłuczenia były na obu statkach.

21 lutego wpływamy do włoskiego portu Taranto. Miasto to leży pod obcasem włoskiego buta. Na redzie widać dużo zatopionych statków włoskich i niemieckich. Taranto, to wielka baza morska. Dużo statków sprzymierzonych stoi na redzie. Podstawiają tramp i wyładowujemy się.

Jesteśmy na ziemi włoskiej. Odpoczywamy, bo czekamy na ciężarówki. Po godzinie czasu nadjeżdżają. Ładujemy się. Przyjechaliśmy do miejscowości Santa Teresa. Zatrzymaliśmy się w polu zdala od osiedli włoskich. Namioty już czekają na nas. Zajmujemy z kapelanem dwa namioty. Jeden na zamieszkanie, a drugi na kaplicę. Urządzam ją. Jest dzisiaj 22 lutego. Ogłaszają, że można wysłać stąd list do rodziny w kraju. Napisałem i wysłałem list, ale go rodzina nie otrzymała.

Już kapelan zrobił wywiad i dowiedział się, że w Taranto jest jego znajomy karmelita ze studiów w Rzymie. Mamy więc z kapelanem wybrać się do niego.

Dawno temu nad rzeką Białą III, cz. 7

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Trzy cytaty

Skomentuj