banner

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 29

Trzecia dekada lutego 1944 roku. U nas w Polsce zima. Tutaj we Włoszech temperatura plusowa.

W nocy z 22 na 23 lutego spadło trochę śniegu. Ale o dziwo! Śnieg nie jest biały, a szary. Co to może być? Dopiero później wyjaśniło się, że śnieg został przyprószony popiołem wulkanicznym z Wezuwiusza koło Neapolu.

Dzisiaj z rana jedziemy z ks. kapelanem do Taranto, do jego znajomego. Nawet mamy potrzebę, gdyż nie mamy wina mszalnego. W czasie wypadku na statku butelka się stłukła i wino wylało się. Klasztor karmelitów jest na przedmieściu Taranto. Dzwoni kapelan do furty. Wychodzi furtian i oznajmia kapelanowi, że jego znajomy o. Fransesco kończy liturgię. Idziemy do zakrystii, bo kapelan też chce odprawić mszę św. Uradowani witają się serdecznie. Po rozmowie ubieram kapelana i odprawiamy. Znajomy czeka aż odprawimy, a następnie zabiera nas do stołówki na posiłek. W czasie śniadania koledzy nie mogą się nacieszyć sobą. Po pewnym czasie kapelan mówi, że nie mamy wina mszalnego. Zaprowadził nas do brata magazyniera i razem idziemy do piwnicy. Az się za głowę złapałem. Mamma mija, ile tu wina. Wybrał dla nas jedną butelkę oplecioną (…) koszem wina rosso/czerwone/, a drugą butlę bianko /białe/. Pomagają nam wnieść do samochodu. Ja wówczas zaczekałem w samochodzie, a kapelan wrócił jeszcze na rozmowę. Po godzinie czasu wrócili obaj i żegnani gorąco przez o. Franczesko odjechaliśmy.

Przez cały czas pobytu w Santa Teresa, niedaleko w sąsiednim namiocie mieszkający dowódca batalionu mjr Florkowski przychodzi do mnie mówiąc: „Karolek, daj no tego mszalnego”. Trzeba było poczęstować. Ja nie mogłem pić wina, ani żadnych alkoholowych trunków ze względu na chorobę nerek. Czasem dolałem trochę do herbaty.

Przygotowujemy się do wyjazdu na front. W przeddzień wyjazdu nabożeństwo i spowiedź żołnierzy. Przyjechało jeszcze dwóch kapelanów słuchać spowiedzi. Żołnierze garną się do Sakramentu Pokuty. Przecież jadą na front. Nie wiadomo, co komu sądzone.

Jest już 25 luty 1944 r. Karpacka Brygada jest już na froncie od 17 stycznia. My opuszczamy obóz w Santa Teresa. Jedziemy przez miasta: Bary, Giowinezza, Barletta, Fogia, Campobassa. Wszędzie widać ślady wojny. Miasta w gruzach. Amerykanie nie żałują bomb. Przyjechaliśmy do miejscowości Fornella. Zajmujemy kwatery na przedmieściu. Jest to miejscowość przyfrontowa. Słychać strzały armatnie. Od czasu do czasu padają na miasto pociski ciężkiej artylerii. Na odcinek frontowy jest blisko. Już tylko jeden przeskok. Czekamy na swoją kolejkę na przejazd przez odcinek drogi, który jest ciągle ostrzeliwany przez Niemców. Żołnierze przejeżdżają ten odcinek drogi ciężarówkami, natomiast zaopatrzenie jest ładowane na muły. Angielskie kolonialne wojska prowadzą te muły. Część jednak zaopatrzenia przewożona jest także ciężarówkami.

195. rocznica śmierci Józefa Wybickiego (10 III 1822)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Historia kina w Popielawach

Skomentuj