banner

Wspomnienia Karola Hurko. cz. 42

Jednego dnia część naszych kolegów była przy ciągnikach i kosili snopowiązałką zboże. Pozostałych nas trzech stawialiśmy z młodzieżą snopki w kogutki.

Nawet wtedy się zmęczyłem. Wieczorem poczułem jak mnie boli szew operacyjny. Zdejmując ubranie do spania zauważyłem mokry podkoszulek, nawet przesiąkła przez koszulę ropa. Dotykam ręką, a tu rana przy jednym końcu szwa przy kręgosłupie otworzyła się. Następnego dnia farmer zawiózł mnie do Leicester do mieszczącego się przy szpitalu pogotowia ratunkowego. Lekarz obejrzał ranę i skierował mnie do szpitala. Zaraz mnie zabandażowano i położono do łóżka na oddziale chirurgicznym.

Każdego dnia młodzież z naszego obozu po kilka osób przychodziła do mnie do szpitala w odwiedziny. Nawet trochę się krępowałem bo zawsze przynosili pomarańcze, czekoladki i ciastka. Dwukrotnie z nimi przychodził ksiądz. Pytała mnie siostra jednego razu „Karol, skąd ty masz tyle znajomości, że tak ciebie odwiedzają”. Mówię jej, że to są moi znajomi z jednego obozu żniwnego.

Po ośmiu dniach kuracji rana się zagoiła i zostałem wypisany i wróciłem na farmę. Ze szpitala miałem skierowanie do uzdrowiska Firth.

Wróciwszy do obozu w Hasbauds – Bosforth zastałem młodzież angielską szykującą się do odjazdu. Wieczorem odbyła się wspólna kolacja i uroczystość pożegnalna, a przede wszystkim pożegnania ks. Walentina, który wyjeżdżał jeszcze dzisiaj wieczorem, bo otrzymał wezwanie do wyjazdu na misje do Afryki. Najpierw przemawiał ks. Walentine serdecznie dziękując młodzieży za współpracę, nam za miłe spędzenie z nami czasu w obozie. Z naszej strony jako najmłodszy i najbardziej biegły w języku angielskim przemówił kolega Franek dziękując księdzu za posługę duszpasterską w obozie i młodzieży za mile spędzony u nas czas. Ksiądz odjechał jeszcze tego wieczoru, ja zaś następnego dnia pojechałem do uzdrowiska Firth.

Uzdrowisko Firth położone jest w Szkocji już niedaleko Glasgow. Tutaj przebywają żołnierze rekonwalescenci poszpitalni. Z Polaków nie widać tutaj nikogo, ale nie przejmuję się tym, bo już z językiem angielskim nie mam trudności. Tutaj wyfasowano nam ubranie szpitalne: niebieskie marynarki i spodnie, białe koszule i czerwone krawaty.

Żeby się tutaj żołnierzom nie nudziło, instruktorka nosiła po blokach i dawała różne materiały, do wyboru, na prace ręczne. Miała skóry do szycia portfeli, teczek, zabawek. Ja wybrałem skórę i nylonowe nici. Uszyłem sobie teczkę i portfel. Nawet je przywiozłem do domu.

Będąc jeszcze w szpitalu Strakhetro w końcu grudnia 1944 r. napisałem do depozytu wojskowego w Palestynie o wyłączenie mego depozytu z walizki ks. Huczyńskiego i przysłanie mi do Anglii. Depozyt mój był oddzielnie zapakowany, zaadresowany na moje nazwisko i włożony do walizki z depozytem ks. kapelana. Po upływie ośmiu miesięcy i kilkakrotnego zmieniania adresu, przesyłka znalazła mnie w uzdrowisku Firth. Bardzo się ucieszyłem z tej przesyłki, bowiem miałem w tej paczce wszystkie pamiątki z Ziemi Świętej.

Instruktorka, która prowadziła zajęcia praktyczne miała własny samochód. Jednego razu odbywała się w uzdrowisku impreza artystyczna. Ponieważ impreza odbywała się w budynku z dala od naszych bloków, dowoziła kuracjuszy na imprezę, a potem odwoziła do miejsca zamieszkania. Wtedy to zaprosiła mnie i mego sąsiada Anglika na niedzielę do swego domu. Mieszkała o 5 km od uzdrowiska i obiecała, że przyjedzie po nas samochodem. Tak się też stało. W niedzielę przed południem przyjechała i pojechaliśmy do niej. Mieszkała przy szosie w bardzo pięknym domu murowanym z facjatką. Otoczenie domu to piękne klomby z drzew i kwiatów. Na nasze spotkanie wyszedł do ogrodu mąż z córką już dorosłą. Po przedstawieniu się poproszono nas na werandę domu. Usiedliśmy przy stoliku. Porozmawialiśmy z pół godziny gdy weszła służąca a na niej smaczne kanapki i herbata.

Przy herbatce wypytywali mnie o moje przejścia w czasie wojny. Opowiadałem im, że dostałem się do niewoli rosyjskiej, gdzie byłem przez dwa lata, a następnie po amnestii wyjechaliśmy jako armia polska ze Związku Radzieckiego na Środkowy Wschód, że brałem udział w froncie we Włoszech i znalazłem się Anglii. Mąż instruktorki przeważnie dopytywał się o szczegóły z niewoli i warunki jakie panują w Związku Radzieckim. Okazał szczególne zainteresowanie tym krajem. Na obiad zaproszono nas do stołowego pokoju. Bardzo bogato i ze smakiem urządzony dom. Przed rozpoczęciem posiłku stojąc odmawiają modlitwę, a po spożyciu obiadu też modlitwa. Przy spożyciu posiłków rozmowa tylko konieczna, w zasadzie poważnie i spokojnie. Obiad skończony. Zapraszają nas do siting room tj. do pokoju, gdzie po obiedzie w wygodnych fotelach palą fajki, rozmawiają. Tam po jakiejś godzinie podano nam kawę w przepięknych filiżankach. Pan domu jeszcze raz powrócił do poprzedniego tematu o warunkach w rosyjskiej niewoli.

W czasie dalszej rozmowy kazał córce podać album. Myślałem, że to album rodzinnych zdjęć. Ale gdzie tam. Był to album o Związku Radzieckim, przeważnie zdjęcia z życia Stalina. Myślę sobie, toś ty zabarwiona na czerwono. Jednak z powagą obejrzeliśmy album. Potem zapytał mnie, czy wybieram się do kraju, gdyż jego zdaniem każdy Polak powinien wrócić do kraju, przecież już wojna się skończyła. Późnym popołudniem podziękowaliśmy serdecznie za miłe przyjęcie, po czym odwieziono nas do uzdrowiska.

Turystyka archiwalna – Zwiedzamy Radzyń z dokumentem

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Pani Zosia

Skomentuj