500. rocznica wybuchu ostatniej wojny polsko-krzyżackiej (11 XII 1519)

Dziś mija okrągła, 500. rocznica wybuchu ostatniej wojny Polski z Krzyżakami. Przyczyną tej wojny były intrygi krzyżackie i bezustanne łamanie postanowień drugiego pokoju toruńskiego z 1466 roku. Traktat ten kończył wojnę trzynastoletnią. W jego wyniku państwo krzyżackie musiało Polsce oddać Pomorze Gdańskie, ziemię chełmińską, Warmię oraz Powiśle ze swą stolicą – Malborkiem, a do tego uznać polskie zwierzchnictwo. Jednakże wielcy mistrzowie ociągali się z składaniem hołdów lub wręcz odmawiali. Nieustannie też knuli intrygi przeciw Polsce. Szczególnie aktywny był Albrecht Hohenzollern, który został wielkim mistrzem w 1511 roku. Dążył on nie tylko zrzucenia zwierzchnictwa polskiego, ale też odzyskania utraconych terytoriów. Udało mu się uzyskać zdecydowane poparcie niemieckiego cesarza i księcia Austrii, Maksymiliana I Habsburga, a także nawiązać kontakty i pozyskać subsydia od… wielkiego księcia moskiewskiego, Wasyla III, który toczył wojny z połączonym z Polską unią personalną i sojuszem Wielkim Księstwem Litewskim.

Jego działania, a także powolne przygotowania do wojny, sprawiły, że Polacy postanowili przeprowadzić uderzenie wyprzedzające. 11 XII 1519 roku Sejm oficjalnie wypowiedział wojnę Krzyżakom i uchwalił na nią podatki.

25 XII 1519 roku polska armia wkroczyła na teren państwa krzyżackiego i już do połowy stycznia 1520 roku zdobyła 3 zamki i 7 miast (Biskupiec, Dąbrównę, Iławę, Olsztynek, Miłakowo, Miłomłyn, Morąg, Susz i Zalewo). Potem zdobyto kolejne miasta i zamki. Z kolei armia krzyżacka wkroczyła na Powiśle i zajęła Braniewo.

Po serii początkowych sukcesów ofensywa załamała się. Nie udawało się odbić Braniewa, przeciągało się oblężenie Pasłęka, który udało się zdobyć dopiero w drugim oblężeniu po wielu miesiącach. Udało się jeszcze zdobyć parę innych zamków i miast (n. p. Kwidzyn), ale wciąż daleko było do ostatecznego zwycięstwa.

Za przedłużanie się wojny obwiniono dowodzącego polskimi siłami hetmana Mikołaja Firleja. Został on pozbawiony dowództwa i zastąpiony Januszem Świerczowskim. Nowy dowódca radził sobie jednak jeszcze gorzej od poprzednika.

Tymczasem sytuacja stała się jeszcze trudniejsza. Jesienią 1520 r. do walki włączyli się najemnicy sprowadzeni z Niemiec. Odzyskali oni wiele zamków i miast oraz pomagali utrzymywać te będące cały czas pod kontrolą Krzyżaków.

Do tego jeszcze nastąpiły dyplomatyczne interwencje na rzecz Krzyżaków papieża Leona X i cesarza Maksymiliana.

W styczniu 1521 r. nastąpił jeden z najbardziej znanych epizodów tej wojny, a mianowicie krzyżacki atak na Olsztyn, wtedy leżący w księstwie warmińskim należącym do Polski. Atak został odparty, co było zasługą przygotowującego obronę miasto Mikołaja Kopernika, w tym czasie zarządcy dóbr kapituły przy biskupie warmińskim.

W polskich wojskach zaczęło narastać zniechęcenie. Zaczynało brakować pieniędzy. Z drugiej strony strona krzyżacka też była wyczerpana i też brakowało jej pieniędzy. Wielu wspomnianych wyżej najemników nie zostało opłaconych i z tego powodu przerywali walkę.

Zmęczenie obu stron wojny sprzyja zawarciu pokoju lub rozejmu i tak było też w tym wypadku. 5 IV 1521 roku zawarty został rozejm. Miał on obowiązywać 4 lata.

Albrecht Hohenzollern przez ten czas nie ustawał w wysiłkach na rzecz pozyskania wsparcia z Niemiec. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. W Rzeszy zaczął narastać zamęt związany z reformacją, a od 1524 r. także z wielkim powstaniem chłopskim. Z drugiej strony pozycja cesarza wciąż była silna, a próby zaszachowania go przez sojusz z Francją przerwała klęska wojsk francuskich w bitwie pod Pawią w lutym 1525 roku.

W sytuacji takiego pata obie strony z zadowoleniem zaakceptowały pomysł Marcina Lutra, który doradził Albrechtowi Hohenzollernowi, by przeszedł na protestantyzm, zlikwidował zakon krzyżacki, a państwo krzyżackie przekształcił w świeckie księstwo ze sobą jako dziedzicznym władcą. Tak doszło do słynnego hołdu pruskiego z 1525 roku, w którym Albrecht złożył hołd królowi Polski, Zygmuntowi I Staremu, a księstwo Prus stało się lennikiem Królestwa Polski. Byli już wtedy, a tym bardziej po wiekach, ludzie, którzy uważali to za błąd. Warto jednak zaznaczyć, że początkowy układ między Albrechtem Hohenzollernem a królem Polski, Zygmuntem I Starym, zawierał wyraźne zastrzeżenie, że w przypadku wygaśnięcia pruskiej linii Hohenzollernów tronu po nim nie mogą objąć jego krewniacy, Hohenzollernowie z Brandenburgii, i nie może dojść do unii personalnej prusko-brandenburskiej. Dopiero później zrezygnowano z tego zastrzeżenia.

Zakon krzyżacki uległ sekularyzacji i przestał istnieć. Gwoli ścisłości należy dodać, iż pojawiła się grupa krzyżaków, która nie zaakceptowała tej decyzji i reaktywowała zakon. Co ciekawe, o czym niewielu wie, istnieją do dnia dzisiejszego. Przez pierwsze dziesięciolecia zabiegali oni nawet o powrót do Prus, ale nie było na to już szans. Nigdy nie odegrali już żadnej roli politycznej. Z czasem stali się po prostu zwykłym zakonem.

Wojna Królestwa Polskiego z państwem krzyżackim z lat 1519-1521 okazała się być ostatnią wojną polsko-krzyżacką w historii.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

610. rocznica śmierci księcia Henryka głogowskiego (9 XII 1309)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Janusza Charęzińskiego

komentarzy 5

  1. szaniec
    11/12/2019

    Hołd pruski był właściwie zwycięstwem Albrechta i to niesamowite, że po tylu latach dalej historiografia polska nie wyciąga właściwych wniosków z panowania dynastii Jagiellonów ze szczególnym uwzględnieniem dwóch ostatnich. Dynastia, która panowała przez prawie 200 lat, nie wybudowała ani jednego uniwersytetu, czyli miejsca, gdzie tworzy się elity administracyjne, gospodarcze, wojskowe i propagandowe państwa. Mało tego, w XVI wieku doprowadzono do zmniejszenia znaczenia uniwersytetu w Krakowie (założonego przez króla Kazimierza Wielkiego) na rzecz choćby Albertyny. Mało, że pozwolono na sekularyzowanie przez Albrechta (siostrzeńca Zygmunta Starego) Prus książęcych, które de facto stały się pierwszym państwem protestanckim, mało, że tolerowano budowanie przez Albrechta i jego brata Georga agentury na dworze królewskim i w całym państwie, to jeszcze ta miernota Zygmunt August pozwolił na powstanie właśnie uniwersytetu w Królewcu. Pozwolił stworzyć ten nieudacznik największemu wrogowi Polski protestancki uniwersytet, na który ściągane były i odpowiednio formatowane przyszłe elity Rzeczypospolitej. Odbywał się gotowy nabór i odpowiednie kształtowanie agentury. A przecież Hohenzollernom, szczególnie Albrechtowi chodziło o jedno: o koronę Królestwa Polskiego. Wszystko temu podporządkował i nie szczędził pieniędzy (choć każdy grosz obracał kilka razy, zanim wydał) na propagandę pisaną właśnie przez między innymi Reja i Kochanowskiego, o których dzisiaj nasze dzieci się uczą, jakimi to poetami kochającymi Polskę byli, bo po polsku pisali (Szymborska Stalina też po polsku wychwalała) A nam rzucone jest hasło „hołd pruski” i wszyscy pękają z dumy, nie rozumiejąc, że ówczesna głupota polityczna ostatnich Jagiellonów, doprowadziła dwa wieki później do naszych rozbiorów. Dopiero król Stefan Batory zrozumiał, czym jest Uniwersytet i postawił rękami księdza Piotra Skargi (ach ci wstrętni jezuici, oczywiście z wyjątkiem papieża Franciszka, który jak przystało na prawdziwego rybaka wyławia z Tybru pogańskie pachamamy i stawia na ołtarzach) kolejny Uniwersytet w Wilnie (następny we Lwowie- znowu jezuici). Tak na marginesie: do Unii kościelnej z katolikami dążyli późniejsi unici nie dlatego, że ich Polacy zmusili, tylko dlatego, że widzieli jakie spustoszenie robi herezja protestancka i jednocześnie widzieli owoce pracy jezuitów i byli pod ich ogromnym wrażeniem.

    Co to relacji Hohenzollernów z Lutrem, to śmiem twierdzić, że to oni maczali palce w wystruganiu tego ojca rewolucji protestanckiej, co to swoje tezy przybijał gwoźdźmi do stalowych drzwi katedry. Spróbujcie Państwo powtórzyć ten wyczyn i przybić coś do stalowych grubych drzwi. Tak się również dziwnie złożyło, że powstanie chłopskie w Niemczech oszczędziło dobra Hohenzollernów von Ansbach. Wszystkich mordowano tylko nie Hohenzollernów. Ci to mieli szczęście w życiu. A brat Albrechta, Georg wiedział, nawet kiedy królestwo Węgier upadnie, bo wcześniej zdążył sprzedać wszystkie tam dobra, które przejął po zmarłej żonie (on wtedy młodzian, a ona już kobieta u schyłku życia, choć nie wykluczone, że z miłości mąż żonie pomógł zejść z tego świata). Ten Georg to był niezły wychowawca, podobnie jak wcześniej Kallimach był wychowawcą królewiczów polskich, synów Kazimierza Jagiellończyka. Otóż tak zdeprawował obyczaje młodego króla Węgier Ludwika II, jako jego prawny opiekun, że król nie miał szacunku na dworze i robiono z nim to, co chciano. Upadek Węgier pod Mohaczem, niestety obciąża również Jagiellonów, a patrząc na ostatnie lata życia króla Zygmunta Augusta, to został on potraktowany przez swoich dworzan na czele z Mniszchami dokładnie tak, jak został potraktowany Ludwik II. Został ograbiony z kosztowności a przede wszystkim z godności i majestatu królewskiego. Młodym Mniszchom, hienom, którzy wtedy byli ledwo dwudziestokilkuletnimi dworzanami, włos z głowy nie spadł. Jakich to mieli protektorów, że gardłem nie zapłacili? Początek tej pasjonującej kariery dwóch, a nawet trzech pokoleń dzierżawców Radzynia zaczyna się w Czechach, a tam pod koniec XV wieku i w pierwszych latach wieku XVI działy się ciekawe rzeczy, o których jeśli poczytamy w mądrych akademickich książkach, to tak jest to przedstawione, aby wniosków prawdziwych nie sposób było wyciągnąć. I tutaj dochodzimy do sedna i ostatecznego pytania: po co uczyć się historii? Po to, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej praktycznych wniosków potrzebnych nam współcześnie do życia, aby móc prowadzić właściwą politykę np. państwa. A co jeśli mamy źle pisaną historię, tzn. przez kogoś innego? (np. przez Niemców lub Anglików, którzy poprzez swoje uniwersytety i fundacje przekazują granty polskiej kadrze naukowej- kto płaci, ten wymaga), jaką wtedy możemy prowadzić politykę na dziś i jutro? Jeśli historia jest matką polityki, to czym jest zła/ fałszywa historia dla Narodu i gdzie go zaprowadzi?

  2. szaniec
    12/12/2019

    Znam wysłane przez Pana linki, ale dziękuję za przypomnienie. Znam też książki Maciejewskiego, ale zanim się do nich krótko odniosę, pozwoli Pan, że umieszczę kilka cytatów z książki prof. dr hab. Jacek Wijaczki ( UMK w Toruniu), który zmierzył się z biografią Albrechta Hohenzollerna w swojej książce o księciu pruskim:

    „ Andreas Kossert stwierdził ostatnio ( 2005 r.), że hołd złożony przez Albrechta w 1525 r. wcale nie był aktem pokory wobec króla Zygmunta Starego, jak twierdzi historiografia polska, lecz „błyskotliwym posunięciem’. I z tym stwierdzeniem z całą pewnością należy się zgodzić.”

    Pan profesor cytuje też autora polskiego ( J.K. Rogala Zawadzki) z XVII wieku, który napisał z inspiracji króla Jana III traktacik „Exilis tractatus” ” …i osądzał to wydarzenie bardzo krytycznie, uznając, że sekularyzacja państwa krzyżackiego i uczynienie wielkiego mistrza lennikiem polskim, a dodatkowo pozostawienie go w Prusach, było wielkim błędem Zygmunta Starego… Trudno stwierdzić, czy poglądy reprezentowane w tym traktacie przez jego autora były powszechne wśród szlachty polskiej w końcu XVII w., w każdym razie wykupowali go agenci elektorscy, płacąc po 12 florenów za dwa egzemplarze.”

    ” Margrabia Jerzy ( Georg H. brat Albrechta – przyp. szaniec) od 1508 r. związał się z dworem jagiellońskim króla Władysława, władcy Czech i Węgier. Szybko zyskał sobie sympatię królewskiego wuja, przy którego wsprciu-jak już wspomniano-bogato się ożenił. Szybko owdowiał, a po zmarłej małżonce zostały mu rozległe dobra ziemskie, które sprzedał.” „Dzięki temu małżeństwu młody murgrabia stał się bardzo bogatym człowiekiem, posiadaczem ogromnym posiadłości ziemskich na Węgrzech.”

    ” Najcenniejszym informatorem z kręgu agentów był bez wątpienia Mikołaj Nipszyc, który przesyłał wiadomości o działaniach ważniejszych osób w państwie, o sytuacji międzynarodowej i o rozgrywkach na dworze Zygmunta Starego. Mikołaj Nipszyc, dworzanin królewski, a zarazem agent książęcy, pochodził ze Śląska. Był obrotny i sprytny i – jak się wydaje – pozbawiony jakichkolwiek skrupułów”

    ” Można stwierdzić, że kontakty między kanclerzem Krzysztofem Szydłowieckim, a księciem Albrechtem były bardzo ożywione, szczególnie na arenie politycznej. Obu im zależało na podtrzymaniu „braterskiej” przyjaźni, choć z całkiem innych powodów i nie była to przyjaźń bezinteresowna. Z biegiem czasu Szydłowiecki stał się jednym z czołowych reprezentantów interesów luterańskiego księcia pruskiego na dworze Zygmunta Starego… Szydłowiecki niejednokrotnie informował księcia pruskiego o zamiarach Zygmunta Starego, często tajnych, dobrze więc, że książę Albrecht był na ogół lojalnym lennikiem króla polskiego”. Koniec cytatu i tutaj nie mogę się powstrzymać, żeby wtrącić taką dygresję po słowach profesora, a mianowicie co pomyśli mąż otrzymujący na pytanie zadanie żonie : czy jesteś mi wierna? taką odpowiedź: na ogół tak, kochanie.

    ” Stosunki Albrechta z Tarnowskim, nie układały się jednak tak harmonijnie jak z kanclerzem Szydłowieckim. W styczniu 1540 r. w trakcie uczty Tarnowski długo rozmawiał z agentem księcia na dworze polskim Mikołajem Nipszycem i przyznał, że nie zawsze postępował właściwie wobec Albrechta. W końcu jednak stwierdził, że odtąd pragnie żyć z księciem pruskim w ścisłej przyjaźni i chrześcijańskiej miłości, a jeżeli zajdzie potrzeba, skłonny jest nawet oddać za niego majątek i życie. Chciałby odziedziczyć po zmarłym Szydłowieckim nie tylko córkę, lecz także braterstwo, które zmarłego kanclerza łączyło z Albrechtem… Albrecht wielokrotnie korzystał z pomocy Tarnowskiego m.in. w trakcie konfliktu z królem polskim w sprawie działalności mennicy W Królewcu… Wprawdzie Tarnowskiemu nie udało się przeszkodzić przedłużeniu w końcu roku 1545 zakazu wywozu srebra z Polski do Prus Książęcych, ale w praktyce nie był on przestrzegany.”

    Myślę, że wystarczy cytatów, a książka jest naprawdę porażająca i sporo faktów nieznanych ujawnia. Przypuszczam, że Maciejewski, pisząc Baśnie, wzorował się na takich i podobnych publikacjach, choć osobiście uważam, że pomagali mu ludzie, szukając potrzebnych materiałów do książki, pewnie też w źródłach. Nie mówię, że wszystko tam jest pewne, często są to jednak logiczne hipotezy, ale Pana określenie „ kompletnie nierzetelna” jest określeniem hm… nazwę to grzecznie brawurowym. Co do Mniszchów w skrócie:
    – Jak znalazł się Mikołaj Mniszech (ojciec) po ucieczce z Czech na dworze Krzysztofa szydłowieckiego, razem z innymi Mniszchami (co najmniej jeszcze dwoje) i kto go polecił kanclerzowi?
    – Czy miał będąc na Morawach kontakt z dworem króla Czech i Węgier Władysława i czy nawiązał tam kontakty z Jerzym Hohenzollern, który go polecił Szydłowieckiemu, który wtedy pracował już dla Albrechta. Mniszech na dworze Szydłowieckiego o ile pamiętam był marszałkiem.
    – wiadomo, że Mniszech pozostawał w kontaktach z agentem Albrechta – Mikołajem Nipszycem, którego cytowałem wyżej.
    – Na łożu śmierci ( 21 VI.1553 ) przekazał dzieci pod opiekę zięcia Szydłowieckiego – Jana Tarnowskiego, który jak cytowałem wcześniej ściśle współpracował z Albrechtem i przekazywał mu tajne informacje.
    – Mikołaj Mniszech zmarł 22 VI 1553 roku i tego samego dnia Stanisław Bojanowski informuje o tym w liście księcia Albrechta.
    – Na pewno Jerzy i Jan Mniszech studiowali na Albertynie w Królewcu, Korespondencję z Albrechtem prowadziła żona Mniszcha – Barbara Kamieniecka. czy prowadził ją za życia Mikołaj? Nie wiem,
    – czy w sprawie Giżanki działali sami czy może ktoś im to zlecił, dając gwarancję bezkarności. Byli wtedy bardzo młodzi .
    – Jerzy i Mikołaj oskarżeni o grabież pieniędzy i Kosztowności zostali wybronieni m.in. przez ludzi związanych z Hohenzollernami.

    To wystarczy, aby przynajmniej sprawdzić dokładniej powiązania dwóch pokoleń protestanckich Mniszchów z Hohenzollernami.

    • Szczepan Korulczyk
      13/12/2019

      Nigdzie nie piszę, że hołd pruski był klęską Albrechta Hohenzollerna. Przeciwnie, stwierdzam, że „obie strony” (zatem także Hohenzollern) przyjęły z zadowoleniem pomysł Lutra. Piszę też, że są ludzie uważający to za błąd. Warto jednak zaznaczyć, że pozycja Polski też wcale nie była idealna. Wojna wcale nie przyniosła rozstrzygnięcia, przyniosła straty, demoralizację żołnierzy i koszty. Za Hohenzollernami murem stali Habsburgowie, którzy w tym czasie stali u absolutnego szczytu potęgi i właśnie byli po zwycięstwie pod Pawią. To nie jest tak, że to był akt jakiejś absurdalnej wspaniałomyślności, jak to niektórzy przedstawiają. Może należało mimo wszystko spróbować zaryzykować. Może. Jednak rozsądniej postawić znak zapytania niż orzekać „ex cathedra”. Poza tym – to stwarzało szansę dla Hohenzollernów, ale jeszcze nie pewność! Poważniejsze błędy popełnili później rządzący Rzecząpospolitą, usuwając zakaz unii personalnej prusko-brandenburskiej i zezwalając na to połączenie. Polecam swój artykuł z ubiegłego roku, w którym opisałem, jak przebiegała długa dwustuletnia droga od lennika do zaborcy: https://radzyninfo.pl/historia/400-rocznica-smierci-ksiecia-albrechta-fryderyka-28-viii-1618/ Co do zaś „Baśni jak niedźwiedź” – jeszcze raz radzę zajrzeć do zamieszczonych przeze mnie w poprzednim komentarzu linków. Jest tam podanych mnóstwo przykładów „rzetelności” jej autora, jak choćby wmawianie, że pożar Krakowa jest dziełem agentów Hohenzollerna, którzy spalili pół miasta, żeby… zniszczyć pewną mapę! Gabriel Maciejewski nie jest zresztą w ogóle historykiem. We wstępie sam pisze, że nie korzysta ze źródeł, a sama książka powstała dla rozrywki czytelnika (!). Już ta deklaracja powinna odwieść od przejmowania się zawartymi tam treściami. Co do zaś wpływów Albrechta Hohenzollerna w Polsce: owszem, był zdolnym i perfidnym politykiem, na pewno miał różnych przyjaciół i szpiegów, ale stwarzanie obrazu, że był jakimś demiurgiem trzęsącym calusieńką Polską, i to nie tylko jej polityką, ale też kulturą (!) jest absurdalną przesadą. Gdyby to była prawda, to nie on Polsce, tylko Polska jemu złożyłaby hołd. 🙂

  3. szaniec
    13/12/2019

    Zacznę tym razem od autora Baśni. Jego słowa o niekorzystaniu ze źródeł i o książce dla rozrywki mają taki sam ciężar gatunkowy jak jego „ jestem nikomu nieznanym blogerem”. Są szczyptą pychy pod przykrywką udawanej skromności (nie odwrotnie) i pewną kpiną z (niektórych) zawodowych historyków. Sam kiedyś przyznał się,że nie ma czasu i nie umie grzebać się w archiwach i od tego ma wynajętych ludzi. Oczywiście można wymagać, aby wpisywał poprawną datę np. objęcia opieki Albrechta na Ludwikiem, ale czy sam fakt historyczny miał miejsce czy nie? Miał. Albo, że powinno być słowo Ptholomei, a nie Ptolomei. Lub też, że przecież koronacja była 1507, a nie 1506. Była koronacja czy nie? Była. Powtarzam, to są ważne rzeczy, ale o ile nie zmieniają sensu wydarzeń, o ile nie są zaprzeczeniem logicznej hipotezy – to są do poprawienia, ale nie trzeba od razu podważać całości. To tak, jakbym podważył cały Pana artykuł o figurach Niepokalanie Poczętej, tylko dlatego, że przepisał Pan błędną datę postawienia pomnika przy obecnym PKS, która zamiennie z rokiem 1835, we wszystkich publikacjach jest powtarzana. Ujmę to słowami Pawlaka (nieodżałowanego Wacława Kowalskiego )” nie jest to grzech, ale wstyd”(żart). Jako nauczyciel (dla porządku-nie jestem nim ) daleko bardziej uczyłbym swoich uczniów syntezy i właściwej interpretacji wydarzeń historycznych niż dat ( choć one są ważne i tworzą chronologię zdarzeń-pełna zgoda). Trzeba umieć uczyć rozumienia historii, bo ona ma bezpośrednie przełożenie na geopolitykę, a ta tworzy geostrategię Narodu ujętą w ramach państwa( że tak, mówiąc kolokwialnie, pojadę Bartosiakiem). Dlatego zdecydowałem się na umiarkowaną obronę Maciejewskiego, choć mam wrażenie, że ma Pan ochotę mnie zaliczyć do grona jego ( wręcz!) wyznawców. Spróbuję się nie dać 🙂 Pomocny będzie mi w tym po raz kolejny ten sam profesor belwederski.Na końcu nawiążę do Mniszchów ( może też Kazanowskich-zobaczymy), żeby jakiś ignorant/czytelnik, który przypadkiem trafi na naszą dyskusję nie zaczął marudzić „a co to ma wspólnego z Radzyniem? budujta lepiej drogę do biedronki”.

    Dziękuję za podesłanie linka z Pana artykułem sprzed roku. Powiem tak: Udało się dopiero im rozebrać Rzeczypospolitą u końca XVIII wieku, choć ” potop” szwedzki był niczym innym jak, wcześniejszą ( o circa 120-140 lat) próbą uczynienia tegoż rozbioru, gdzie jako przystawkę zaserwowano nam wojnę z ukrainnymi buntownikami. Protestant Rakoczy, protestanci Radziwiłowie, protestanckie Prusy, protestancka Szwecja i schizmatyk Chmielnicki i oczywiście V kolumna protestanckich Czechów skupionych wokół Jana Amosa Komeńskiego, przywódcę braci czeskich, który niczym Józef Retinger jeździł po Europie ( ze szczególnym uwielbieniem protestanckiej Anglii – też maczającej palce w potopie). Nasze wojsko podziękowało im za lojalność spaleniem Leszna, ale mimo to w Lesznie stoi pomnik Komeńskiego, a i mamy program comenius. Na dodatek W liceum, z udziałem starostwa obchodzono święto reformacji, bo protestanci taki mieli dobry wpływ na kulturę polską. No mieli, do tej pory mają w archiwach i muzeach Upsali, Sztokholmu i innych pałacach. A jak sobie kraj urządzili za zrabowane pieniądze i kosztowności. Taki to kulturalny naród. Dobrze, że chociaż na madame Tokarczuk coś im z tego zostało ( Jeszcze, żeby ją sobie zabrali na stałe wraz z wyznawcami, już ona ich nauczy weganizmu. Już tam chrum chrum nie usłyszą)

    Teraz cytaty o wpływie na kulturę i szerzenie protestantyzmu w Polsce, który był narzędziem do zdobycia władzy i zmian własnościowych ( z pracy prof.J.W.):

    ” Najbardziej jednak Albrechtowi zależało na wprowadzeniu luteranizmu w Polsce, co wzmocniłoby również jego osobistą pozycję. Chciał przekonać do tego króla polskiego Zygmunta Starego… Odpowiedź króla polskiego była oczywiście odmowna, monarcha oświadczył, że pozostanie przy obecnym wyznaniu. Negatywna odpowiedź króla polskiego spowodowała , że w następnych latach książę Albrecht zajął się przede wszystkim wprowadzeniem i umacnianiem luteranizmu we własnym księstwie. Mimo to Albrecht nie zaprzestał zabiegów mających wspierać rozwój reformacji w Rzeczypospolitej. Jednak dopiero w latach pięćdziesiątych XVI w. poważnie zaangażował się w kilka akcji do umocnienia… lub wprowadzenia religii ewangelickiej”

    ” Albrecht wraz z Mikołajem Radziwiłłem i znanym reformatorem włoskiego pochodzenia Pierem Paolo Vergerio, zastanawiał się, w jaki sposób doprowadzić do wprowadzenia wyznania luterańskiego w Polsce. Wprowadzenie luteranizmu w Polsce była wtedy mało prawdopodobne, jako że większość szlachty polskiej opowiedziała się za kalwinizmem. To bowiem wyznanie zapewniało szlachcie wpływ na to, co dzieje się w zborach protestanckich, a na dodatek w tym wyznaniu władca nie stawał się autonomicznie głową Kościoła.”
    Koniec cytatu i mój komentarz do niego. To ważne: W luteranizmie głową kościoła jest król i do niego należą majątki ziemskie zabrane Kościołowi katolickiemu oraz dziesięciny ( mógł je później nadawać oczywiście za jakieś zasługi), a w kalwinizmie te same majątki kościelne są pod kontrolą senatu/szlachty. Dlatego wybierano kalwinizm. Był lepszym narzędziem do zrabowania dóbr kościelnych. Dla Albrechta jako władcy księstwa a może i królestwa lepszy był luteranizm-to zrozumiałe. Mniszchowie wybrali kalwinizm. Kazanowscy też, a później ci drudzy odłam kalwinizmu, czyli arianizm (bracia polscy, koledzy braci czeskich). Wracamy do cytowania:

    „ W kwietniu 1558 r. do Królewca przyjechał najwybitniejszy polski reformator religijny XVI w. Jan łaski, który prowadził Z Albrechtem rozmowy nad projektem połączenia różnych grup wyznaniowych w Polsce na podstawie wspólnego wyznania wiary.”

    „Oprócz dyskusji i projektów przygotowanych przez Albrechta z potężnymi i wpływowymi dostojnikami polskimi, książę pruski prowadził również „ pracę i podstaw” w szerzeniu protestantyzmu na ziemiach polskich. Za założonym przez sienie luterańskim uniwersytecie w Królewcu ufundował 24 stypendia, z których cześć przeznaczonych było dla studentów dobrze władających językiem polskim… Wśród studentów w Królewcu znalazło się wielu Polaków później znanych pisarzy, poetów, uczonych, którzy byli wyznawcami: czystego Słowa Bożego” : Andrzej Kochanowski, Piotra Kochanowski, Jakub i Jan Niemojewscy, Andrzej Wolan, Marcin Kwiatkowski, Bieniasz Budny, Erazm Gliczner i najwybitniejszy ówczesny poeta polski-Jan Kochanowski, jak się wydaje, również wyznawca luteranizmu. Prusy Książęce stały się miejsce schronienia dla tych teologów z Korony, którzy z różnych powodów ją opuszczali.”

    Mój komentarz: 13 IV 1561 roku list do Albrechta w sprawie swoich synów pisała Barbara Kamieniecka, wdowa po Mikołaju Mniszchu. Znam ten list. Na pewno jechał tam Jerzy i Jan, nie wiem na razie, jak było z młodszym Mikołajem. Z tego to pamiętam, na Albertynie studiował też syn Reja.

    „Największe nadzieje na szerzenie myśli reformacyjnej wśród społeczeństwa polskiego Albrecht wiązał z rozwojem drukarstwa polskiego w Królewcu i Ełku. W latach 1545-1552 w tamtejszych oficynach wydawniczych ukazało się więcej druków polskich niż w samej Polsce”.

    „Lata 1555-1559 to okres, w którym Albrecht objawił się jako szczególny opiekun i protektor w Polsce. Na sejmie W Piotrkowie w 1555 r. przemawiając w imieniu posłów szlacheckich, starosta radziejowski Rafał Leszczyński domagał się od króla zwołania soboru narodowego w celu rozważenia sytuacji wyznaniowej w Polsce. Zażądał również zaproszenia na ów sobór księcia Albrechta, „naszego miłościwego pana”. Określenie to oburzyło króla i jego zwolenników, ale Leszczyński być może miał na myśli księcia jako „głowę” protestantów polskich”( jasne, na pewno właśnie to miał na myśli – przyp.szaniec)

    Zacytuję jeszcze jeden ważny fragment:
    „Hołd pruski był niewątpliwie osobistym sukcesem wielkiego mistrza Albrechta. Przez sekularyzację państwa zakonnego zapobiegł jego bezpośredniemu wcieleniu do Polski. Za zgodą króla polskiego doszło do tego, przed czym ostrzegał w 1415 r. Paweł Włodkowic, że w przypadku skasowania zakonu krzyżackiego: Będą próbowali dopuścić do posiadania tych ziem niektórych książąt niemieckich, przyjaciół swoich. O tym już dawno przestrzegałem pana mego arcybiskupa gnieźnieńskiego…”

    „Plany Zygmunta Starego i jego otoczenia były doraźne, a nie długoterminowe. Król polski nie zastanawiał się prawdopodobnie, jakie skutki w przyszłości przyniesie decyzja o sekularyzacji państwa zakonnego i uczynienie wielkiego mistrza księciem świeckim, tym bardziej że kanclerz Szydłowiecki i podkanclerzy Tomicki za wszelką cenę chcieli doprowadzić do zawarcia pokoju z Albrechtem, aby uniknąć zwołania pospolitego ruszenia i utrzymać w swych rękach kumulowane wbrew prawu urzędy. Szydłowiecki kierował się zapewne osobistymi motywami, popierając pomysł sekularyzacji państwa zakonnego. Przede wszystkim ratował własną pozycję, zagrożoną przez szlachecki ruch egzekucyjny”.

    Koniec cytatów. Co tu komentować? Owszem, księstwo Albrechta Hohenzollerna nie było duże w stosunku do Rzeczypospolitej, ale mimo to wojna była nierozstrzygnięta. Albert był wybitnym politykiem i wojskowym ( pisał również traktaty wojskowe ),ale również uczył się na błędach i już wiedział, że wojna jest droga i ją trzeba prowadzić kiedy jest się pewnym zwycięstwa, a znacznie skuteczniejsza i tańsza jest agentura wpływu w polityce i szeroko pojętej kulturze. Brzmi współcześnie znajomo? Owszem.

Skomentuj