banner

Wybory z 4 VI 1989 roku

Rok 1989 był rokiem przemian politycznych i gospodarczych w Europie środkowej. W wyniku formalnych i nieformalnych rozmów władz komunistycznych z częścią opozycji doszło do tak zwanej „umowy politycznej”. W jej myśl miało dojść do częściowo wolnych wyborów.

Mówi się, że 2/3 składu „Sejmu kontraktowego” (oficjalnie: Sejmu PRL IX kadencji) miało pochodzić z nominacji, natomiast 1/3 z wyboru, zaś wybory do Senatu były w pełni wolne. Jest to w zasadzie prawda, aczkolwiek jest w tym pewne uproszczenie. Z formalnego punktu widzenia te 2/3 mandatów przeznaczonych dla partii komunistycznej i organizacji satelickich też miało pochodzić z wyboru. Gwoli ścisłości rzeczywiście wybierano, ale wybór w przypadku 2/3 mandatów był ograniczony do kandydatów zgłaszanych przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą albo którąś z organizacji satelickich wobec partii komunistycznej. W tym celu ponumerowano mandaty poselskie, ze ścisłym określeniem, komu dany mandat ma przypaść – PZPR, którejś z organizacji satelickich czy też bezpartyjnym. Kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, który nie był partią, mogli się ubiegać o ten trzeci rodzaj mandatów. Rywalizowali z nimi kandydaci formalnie bezpartyjni, ale w rzeczywistości związani z PZPR. Politologicznie rzecz ujmując, wybory były kurialne.

Inaczej było z wyborami do reaktywowanego w 1989 roku Senatu. Były one całkowicie wolne.

Ordynacja wyborów z 1989 r. z punktu widzenia dzisiejszego wyborcy wydaje się bardzo skomplikowana. Wiązało się to z tym, że te wybory były tylko częściowo wolne.

Inny od dzisiejszego był sam sposób głosowania. Dzisiaj głosuje się poprzez stawianie znaku (krzyżyka) obok nazwiska kandydata, na którego chce się zagłosować. W 1989 głosowano poprzez skreślanie nazwisk kandydatów, na których nie chciało się głosować. Wyborcy mieli wybierać jednego posła na jeden mandat. Tak jak dziś były mandaty porozdzielane po okręgach. Różnicą było istnienia numeracji mandatów, a także to, że oprócz kandydatów startujących w poszczególnych okręgach istniała tak zwana lista krajowa. Była to grupa 35 osób, wybranych przez PZPR i jej satelitów. Oni mieli wejść do Sejmu automatycznie, chyba że więcej niż połowa biorących udział w wyborach skreśliłaby ich nazwiska umieszczone na kartach wyborczych. Nie przewidziano jednak, co miałoby stać w takim wypadku. Lista krajowa, jak sama nazwa wskazuje, była jednakowa dla całego kraju – pojawiała się na kartach wyborczych we wszystkich okręgach, podczas gdy pozostali kandydaci byli różni dla poszczególnych okręgów.

Zasada, że aby otrzymać mandat, potrzebne jest poparcie przynajmniej połowy biorących udział w głosowaniu, odnosiła się również do kandydujących do numerowanych mandatów w poszczególnych okręgach.

Mandaty wybierane w okręgach były rozdzielone w następujący sposób: PZPR przypadło 171 mandatów (156 mandatów w okręgach i 15 z listy krajowej), ZSL – 76 (odpowiednio 67 i 9), SD – 27 (24 i 3) , „Paxowi” – 10 (7 i 3), UChS – 8 (6 i 2), PZKS – 5 (4 i 1), pozostałe 161 – bezpartyjnym.

Opozycja prowadziła aktywną kampanię wyborczą. Spotkania wyborcze były dobrze zorganizowane, podobnie jak wyborcze programy telewizyjne, nierzadko zdejmowane przez istniejącą jeszcze cenzurę.

Większość opozycji startowała pod szyldem „Solidarności” i Komitetu Obywatelskiego, jednakże były osoby (np. Władysław Siła-Nowicki) i organizacje (np. KPN), które próbowały stanąć w szranki z komunistami samodzielnie, jednak bez większych efektów. Był i radykalny odłam opozycji (np. Solidarność Walcząca czy Federacja Młodzieży Walczącej), który w ogóle odrzucał częściowo wolne wybory i nawoływał do ich bojkotu.

Jednak większość społeczeństwa wzięła udział w wyborach, które odbyły się 4 VI 1989 roku. Frekwencja wyniosła 62%. PZPR i jej sojusznicy ponieśli klęskę. Kandydaci związani z obozem władzy byli masowo skreślani. Tylko 3 kandydatów startujących w okręgach i 2 z listy krajowej miało mniej niż 50% skreśleń i tym samym zostało posłami.

Nie obsadzono mandatów przeznaczonych dla PZPR i jej sojuszników, natomiast pełną pulę mandatów przeznaczonych dla bezpartyjnych zdobyli kandydaci opozycji, i to już w I turze Wyjątkiem było tylko kilku kandydatów na posłów i senatorów. Wszyscy oni dostali się do II tury, planowanej na 18 czerwca.

Szczególnie bolesną z prestiżowego punktu widzenia była klęska listy krajowej. Jak wspomniałem wyżej, 33 z 35 umieszczonych na niej kandydatów na kartach wyborczych skreśliło więcej niż połowa głosujących. Pojawił się problem prawny, bo nie przewidziano takiej sytuacji. Ostatecznie brakujące mandaty rozdzielono po okręgach i razem z pozostałymi mandatami przeznaczonymi dla PZPR i jej satelitów miały być obsadzone w czasie II tury.

Wzięło w niej udział po 2 kandydatów do danego mandatu z najlepszymi wynikami spośród tych, którzy nie zdobyli jej w I turze, a także 33 nowych kandydatów, którzy zastąpili tych z listy krajowej. Naturalnie wszystkie mandaty były z góry przeznaczone dla PZPR i jej sojuszników (poza kilkoma dla bezpartyjnych, nieobsadzonych w I turze), wybierano jedynie, jakiej osobie spośród nich miały dany mandat miał przypaść.

Fikcyjny charakter owej II tury zniechęcił ludzi do udziału w niej. Frekwencja wyniosła zaledwie 25%. Oficjalnie obsadzono brakujące mandaty zgodnie z założeniami (171 mandatów dla PZPR, 76 dla ZSL, 27 dla SD, 10 dla „Paxu”, 8 dla UChS, 5 dla PZKS).

Strona opozycyjna zdobyła wszystkie 161 mandatów w Sejmie, o które można była się rzeczywiście ubiegać, a także 99 ze 100 mandatów w Senacie. Jedynym przegranym był Piotr Baumgart, którego pokonał nominalnie bezpartyjny, ale w rzeczywistości związany z PZPR Henryk Stokłosa.

Wybory 4 czerwca był jednym z ważnych elementów przemian lat 1989-1990. Były też świadectwem, że większość społeczeństwa nie chce już komunizmu. Niestety, w następnych miesiącach większa część polityków zdradziła naród, lekceważąc dany im sygnał i spowalniając przemiany, a wiele z nich wręcz uniemożliwiając.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

Zdjęcia klasowe 1988-89

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Radzyń 2003 na łamach „Grota”

Liczba komentarzy 1

  1. yzzum
    06/06/2016

    Panie Szczepanie gdybym podejrzewał pana o to że pojęcia „honor” i „przyzwoitość” są panu znane to powiedziałbym że powinien się pan wstydzić ostatniego zdania. Ale w takim razie nie musi się pan wstydzić.

Skomentuj