banner

Na stabilizatorze o zranionej miłości (post)komunisty

4 lata temu nasz felietonista zamieścił wpis o powyższym tytule.

Kupiłem na Allegro statut partii komunistycznej z 1981 r. Na stronie tytułowej dedykacja dla, nieznanego mi, dawnego właściciela od jakiegoś Wojtka: „W trudnych sytuacjach życiowych pomoże ci Ona”.

Gdy patrzę na tych wszystkich niezatapialnych postkomunistycznych kacyków, na ich cynizm i ostentacyjną bezideowość, zadaję sobie pytanie: czy jest to skutek zranionych uczuć młodości (nieodwzajemniona wiara w marksizm-leninizm i zdradzona doń miłość), czy też może poprzedni system wychował ich na takich.
Mógłbym oczywiście uwierzyć w to drugie, zwłaszcza, że prawie wszyscy zaprzeczają jakoby wierzyli. To było już trzecie pokolenie rodzimych komunistów, wychowane w ZSMP i ZMW. Najczęściej twierdzą, że po prostu robili kariery, że zmieniali system od środka, że to oni parli do reform, na przekór jakiemuś „betonowi”, do którego jakoś nikt dziś nie ma ochoty się przyznawać. Nie to co staliniści pokroju Baumana, Kuronia czy Szymborskiej – ci przyznawali się do wiary. Wiedzieli, że nic innego nie potrafi wybronić ich dawnych postaw, jak ślepa miłość do okrutnego systemu. Bo kto potępi zakochanego…
A jednak nie wierzę. Nie wierzę, by zawsze mieli to antyspołeczne, antysolidarnościowe podejście do życia, że zawsze traktowali Polskę jak świnia koryto z kartoflanymi wytłokami.
Bo cóż jak nie miłość mogła kierować rękę kreślącą dedykację przytoczoną na początku. Wyobrażacie sobie, że dzisiaj ktoś napisałby tak o PiS lub PO? Nawet największy euroentuzjasta nie napisałby tak o traktacie nicejskim.
Bo komunizm to nie doktryna polityczna, lecz religia. Niewielu porzuca religię dla innej, najczęściej tracą wiarę, a w miejscu dawnego boga w sercu pozostaje pustka.

Dariusz Magier

/19 grudnia 2012/

Miejsca pamięci, związane z odzyskaniem niepodległości w 1918 r.

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

25. rocznica powstania Radia Maryja

Skomentuj