banner

Wariacje na temat Żeromskich, cz. I

Przez najbliższe trzy niedziele będziemy prezentować  artykuł autorstwa p. Alicji Twardowskiej poświęcony Żeromskim, ale też zawierający trochę wiadomości o Z. Przesmyckim. 

Kilka miesięcy po naszym ślubie, kiedy jako młoda pani domu zamierzałam podejmować gości, przypadkowo wstąpiłam do sklepu o nazwie Cepelia i kupiłam półmisek. Wydał mi się piękny, duży i przede wszystkim ręcznie malowany przez Monikę Żeromską. Ale jak mówił poeta, ksiądz Jan Twardowski, w życiu nie ma przypadków. Tak więc uznałam, że Pan Bóg postawił na mojej drodze zalążek przyszłości. Wkrótce bowiem wyjechałam z mężem do Domu Pracy Twórczej Stowarzyszenia Autorów ZAiKS w Konstancinie i odkryłam, że kilkaset metrów dalej – niemal na rogu ulicy Żeromskiego i Sienkiewicza znajduje się dom Stefana Żeromskiego, ojca autorki mojego talerza. Nazajutrz po naszym przyjeździe do DPT na obiad przyszła starsza pani, z jasnymi włosami – trochę siwe, trochę blond. Miała piękny uśmiech i zdawało mi się, że wszyscy goście traktują ją z wyjątkowym szacunkiem, jakby ją dobrze znali.. Zapytałam męża, czy zna tę panią.

– Oczywiście – odpowiedział, przecież to córka Żeromskiego!

– Monika Żeromska? – powiedziałam z niedowierzaniem.

– Tak, oczywiście.

Nie mogłam wtedy wiedzieć wiele, gdyż przybyłam po raz pierwszy do Konstancina. Nie znałam jeszcze tego DPT, ani domu Żeromskiego. Ale za to byłam nabywczynią talerza w kolorze bieli izabelińskiej, na którym wiśniowe kwiaty namalowała córka pisarza, Monika. Tak, dla nazwiska Żeromska kupiłam ten talerz. A po spotkaniu pani Moniki byłam jeszcze bardziej dumna. Muszę w tym miejscu napisać, dlaczego znalazłam się w DPT. Otóż mój mąż jest kompozytorem, a ja jako jego żona, zaczęłam bywać od lat 80. XX w. w tzw. towarzystwie. I tak to się zaczęło. Aż do roku 2001, kiedy zmarła Monika Żeromska.

Dziś, po latach przypomniałam sobie Panią Monikę Żeromską. Lucyna Biernacka, wieloletnia dyrektorka Domu Pracy Twórczej w Konstancinie, która pełni tę funkcję od początku istnienia tej placówki, zapytana przeze mnie o Monikę Żeromską, powiedziała: „Przez wiele lat przychodziła do nas na obiady. Była miła, otwarta, radosna. W jadalni miała zawsze swoje ulubione miejsce przy stole w kąciku. Ale nigdy ni siedziała tam sama, gdyż garnęły się do niej tłumy bywalców z Warszawy – poetów, pisarzy, muzyków, plastyków. A Pani Monika była wspaniałą gawędziarką i każdy chciał z nią porozmawiać. Często dyskusje przenosiły się po obiedzie z jadalni do domu Pani Moniki, gdzie gościom serwowała placki ziemniaczane.”

W jej towarzystwie bywał Tadeusz Różewicz – poeta, pisarz i dramaturg, który w tomiku „Nożyk profesora” dedykował jej swój wiersz Świt, dzień i noc z czerwoną różą ; Loda Halama (gawędziarka, podobnie jak mój mąż, ile się od tych ludzi uczyłam!) – tancerka i piosenkarka estradowa; Janina Sempolińska (mam urocze zdjęcie Pani Janiny trzymającej na rękach naszego małego synka) – tancerka, wdowa po Ludwiku Sempolińskim; Tadeusz Konwicki (Wilnianin jak mój mąż) – pisarz, scenarzysta i reżyser, i wiele znanych osób, przebywających często w DPT w Konstancinie. Były to elity – pisarze, poeci, muzycy, malarze, a wśród nich Monika Żeromska. Miała ona wielki dar dowcipnego opowiadania nawet banalnych zdarzeń. Uwielbiała grać w karty, paliła papierosy i zawsze rozdzielała dookoła uśmiechy. Poruszała się z wdziękiem, ładnie się ubierała. Była we wszystkim niezwykle elegancka. Wszyscy, nie wyłączając panów byli pod jej urokiem, jej gawędziarstwa i pogodnego usposobienia.

Mieszkając w Warszawie, bardzo często przyjeżdżałam do Konstancina aż do dzisiaj. Dosłownie. Właśnie przed chwilą wróciłam z uroczego ( jakże różniącego się obecnie od lat 80. XX w.) Konstancina, tonącego w zieleni i kwiatach. Dzisiaj Polacy świętowali tzw. Cud nad Wisłą, czyli 97 rocznicę bitwy z bolszewikami. W ten piękny i słoneczny sierpniowy dzień pojawiło się bardzo dużo ludzi wokół Tężni, w parku, w lodziarniach. Pełno też było dzieci, jeżdżących na hulajnogach i rowerkach. Gwar, śmiech… Z każdym rokiem ubywa widoków zdewastowanych w czasie wojny i po wojnie zabytkowych, niegdyś pięknych willi w Konstancinie. Te odrestaurowane lśnią blaskiem, kryjąc niesamowite tajemnice i historie.

Stefan Żeromski swój przyszły dom zakupił 25 lipca 1920 roku od malarza Zdzisława Jasińskiego. Była to willa „Świt”, zaprojektowana przez cenionego architekta, Zenona Chrzanowskiego. Dom dzisiaj stoi w sporym ogrodzie, w którym dawniej rosły różnorodne gatunki drzew. Ma prostą konstrukcję, z dużymi oknami i tarasem. Zupełnie inny od pozostałych willi pełnych wtedy wieżyczek, ozdób i gotycko- mauretańskich detali. Ulica przy której stoi nazywała się dawniej Witolda, obecnie Żeromskiego.

Alicja Twardowska

10-lecie „Koziegorynku”, czyli jak to wszystko się zaczęło

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Zaczęło się w ’84

Skomentuj