banner

Z archiwum Stabilizatora, czyli przygnębiające wieści z końca 2011

7 lat temu nasz felietonista w tekście „Załamki” przytoczył 3 znaczące wydarzenia w Polsce.

Portal wPolityce.pl znów przyniósł garść załamujących informacji. To porcja tylko z jednego tygodnia. Nie przypuszczałem, że kiedyś dożyję takiej paranoi.

1)„(…) Piętnastu wybitnych profesorów z największych polskich uczelni technicznych(m.in. Politechniki Warszawskiej, Krakowskiej, Łódzkiej, SGGW, AGH i innych) doszli do wniosku, że do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej mogą i powinni włączyć się polscy eksperci, których do tej pory rządowa komisja i prokuratura nie zauważały. Zwrócili się o pomoc do 27 szefów polskich jednostek badawczych, zajmujących się m.in. mechaniką. Prosili o pomoc w sfinansowaniu konferencji naukowej. Największe nadzieje wiązali z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, które z założenia powinno chcieć zaangażować się w wyjaśnienie narodowej tragedii. Profesorowie nie prosili o wiele –zaledwie o pomoc w sfinansowaniu konferencji naukowej. Najwyraźniej jednak zorganizowanie konferencji ws. Smoleńska przekracza możliwości polskiej nauki. Jedna z najpotężniejszych państwowych instytucji, która – gdyby chciała – mogła w tym pomóc,odmówiła(…)”.Profesorowie (lista ich nazwisk i tytułów na cytowanym portalu) pisali m.in.:

Tragiczne wydarzenie, które pociągnęło za sobą śmierć elity politycznej i kadry dowódczej polskich sił zbrojnych w dalszym ciągu elektryzuje społeczeństwo z powodu wielu zagadek związanych z mechaniką zniszczenia samolotu TU-154. Hipotezy dotyczące tego mechanizmu tworzone przez ludzi pozbawionych wykształcenia w dziedzinie mechaniki z jednej strony podnoszą emocje społeczne, z drugiej zaś budzą oburzenie środowiska naukowego ze względu na prymitywizm i sprzeczność z prawami fizyki.Wyrazem tego może być wystąpienie prof. Mirosława Dakowskiego do prokuratury.

Katastrofa smoleńska jest zbyt ważnym wydarzeniem w dziejach kraju, aby pozwolić na kształtowanie jej obrazu w świadomości społecznej przez polityków i propagandzistów w zależności od wyznawanych sympatii politycznych. Niezależnie od przyczyn, jakie do niej doprowadziły, a którymi nauka nie powinna się zajmować, jest to problem naukowy i zadanie dla instytucjonalnej nauki polskiej -zadanie polegające na wyjaśnieniu samego mechanizmu zniszczenia samolotu. Zadanie trudne i interdyscyplinarne, którego rozwiązanie wymaga zaangażowania i współpracy ośrodków naukowych zajmującymi się różnymi dziedzinami nauki – takimi jak wytrzymałość materiałów,mechanika zniszczenia, komputerowe badania symulacyjne, doświadczalne badania zderzeniowe (crash testy) i inne – lecz przy obecnym poziomie technologii symulacyjnych całkowicie wykonalne.

Prace mające na celu ustalenie mechanizmu zniszczenia w „katastrofie smoleńskiej” miałyby wielkie znaczenie czysto naukowe i podniosłyby poziom symulacji komputerowych w dziedzinie krajowych badań zderzeniowych.Mogłyby one być prowadzone z wykorzystaniem istniejących programów komputerowych będących w dyspozycji NASA, wierzymy jednak, że doprowadzą do powstania oryginalnych polskich aplikacji. Pozwoliło by to na ich zastosowanie w wielu dziedzinach związanych z badaniem bezpieczeństwa w transporcie nie tylko lotniczym, lecz również lądowym.

Sądzimy,że punktem wyjścia dla wspomnianych prac powinna być konferencja naukowa, którą umownie nazywamy Konferencją Smoleńską”.

„(…)Czy katastrofa smoleńska została wyjaśniona? Czy wiemy, jak doszło dotak gigantycznych zniszczeń samolotu? Oczywiście nie, bo nikt nieprzeprowadził w tym zakresie żadnych badań. ŻADNYCH. O instytucjach rosyjskich nawet nie ma co wspominać, ale ze swojego zadania nie wywiązała się ani komisja Jerzego Millera ani żadna z prokuratur, które prowadzą śledztwa ws. tragedii (…).”

Autor: Marek Pyza.Urodzony w 1979 r. Dziennikarz radiowy, prasowy i telewizyjny. Piszew portalu wPolityce.pl oraz tygodniku „Uważam Rze”.Wcześniej w „Wiadomościach” TVP, gdzie zajmował się przedewszystkim aferą hazardową i katastrofą smoleńską. Wyrzucony z Telewizji Polskiej w październiku 2010 r.

2) Na Politechnice Rzeszowskiej spotkanie z Ewą Stankiewicz zostało przerwane przez, najwyraźniej przestraszonego, szefa samorządu studenckiego. Portal Stefczyk.info zapytał o tę sprawę bohaterkę zdarzenia. Znana dokumentalistka, współtwórczyni Stowarzyszenia Solidarni 2010 tak opowiada o incydencie:

Celem spotkania była dyskusja na temat „Wolność rodzi się w głowie”. Pokazałam krótkie filmy zatytułowane „Cena wolności w Polsce”. Pokazują oni ludzi, którzy jeszcze w PRL zapłacili za pragnienie wolności, walkę o nią, bardzo dużą cenę. Zostały one przygotowane tak by dotrzeć do młodych ludzi,jeszcze przed Tragedią Smoleńską. A potem pokazałam fragment filmu dokumentalnego „Krzyż”, gdzie między innymi pewna pani, bardzo mądrze, mówi: „Bo wszędzie gdzie nie było wolności, jak np. w czasie zaborów, ludzie gromadzili się w kościołach, przy krzyżu”. Chodzi jej o oczywiście o to, że w Polsce wolność jest nierozerwalnie związana z krzyżem. Przedtem kilkunastoletni chłopak krytykuje rząd. Gdy padają te słowa młody człowiek, szef samorządu studentów, wstaje i podchodzi do mnie. Mówi, że prosi by to przerwać, bym mówiła, jak się wyraził,”umiarkowanie”. Odmówiłam. Powiedziałam – jak pan uważa,że musi i chce, to niech pan sam przerwie. Dałam mu mikrofon sądząc, że się nie odważy. A jednak. Zaczął mówić, że przerywa, że to są treści, których nie może akceptować.

Wyjechałam stamtąd bardzo przygnębiona. Najbardziej tym, że nawet niektórzy młodzi ludzie, którzy powinni być wyczuleni na wolność słowa,na to by uniwersytet był otwartą dla wszystkich przestrzenią, tak bardzo boją się rozmowy niepokornej. Widziałam też w oczach tego człowieka, który próbował przerwać spotkanie, strach. Nie wiem czy tylko przed konsekwencjami. Może trochę także przed zburzeniem wygodnego świata w którym o tym co dobre a co złe, słuszne a nie,decydują w całości i ostatecznie TVN plus „Gazeta Wyborcza”.Cóż, paradoksalnie potwierdziło się, że i wolność i niewola rodzą się w głowie”.

Autor:Zespół wPolityce.pl

3) Fragment relacji uczestnika Marszu Niepodległości, studenta UKSW Marcina Fijołka:

Kiedy w końcu dotarłem do centrum i próbowałem przejść ulicą Marszałkowską (tuż w pobliżu lewicowego happeningu), zostałem,przy biernej postawie stojących obok policjantów, nazwany faszystą przez osoby świętujące w ‘Kolorowej Niepodległej’. Tylko dlatego, że miałem na sobie biało-czerwony szalik z napisem ‘Polska’, a człowiek obok mnie trzymał w ręku polską flagę. Rozumiem, że pokazywanie się w barwach Legii na krakowskich Błoniach jest ryzykowne, ale żeby w centrum Warszawy, w dniu Święta Niepodległości, człowiek był lżony (a z tego co widzę, to i tak miałem szczęście, niektórzy zostali zwyczajnie pobici) za biało-czerwony szalik na szyi?

Inną sprawą były reakcje mediów na sam marsz. To znamienne, że największe stacje telewizyjne zatrzymały się na zadymie garstki (będę się upierał przy tym terminie, bo 200 osób przy 20-tysięcznym tłumie to właśnie definicja garstki) osób na Placu Konstytucji i płonącym wozie TVN24, a nie miały ujęć z samego marszu. Jednak, co chyba jako pierwszy zauważył Samuel Pereira, równie charakterystyczne było to, że do takich relacji zwyczajnie się przyzwyczailiśmy. Mało, że się przyzwyczailiśmy,my się już temu nie dziwimy, nie zżymamy się o to, nie oburzamy się. Nie dziwi nas to, że hasło „Bóg, honor, ojczyzna”zostało zakwalifikowane przez dziennikarzy TVN do agresywnych, nie irytują wreszcie komentarze Jacka Żakowskiego o napadniętych Niemcach w Warszawie. Niezauważalnie i po cichu, przyjęliśmy takie zachowania za sytuację normalną. Po prostu czekaliśmy na amatorskie filmiki wrzucone do sieci, na relacje niezależnych portali, wreszcie na opowieści samych uczestników Marszu. Czy to pozytywna oznaka, czy może oddanie głównego przekazu walkowerem,trudno ocenić. Ale takie są fakty(…).

Bez pozytywnego i ofensywnego przekazu ciągle będziemy kiwać z niedowierzaniem głową na wyniki konkursów, w których studenci dziennikarstwa za medialny autorytet będą wybierać Monikę Olejnik albo Tomasza Lisa.

(…) Bez tego zwyczajnie zatrzymamy się na nieformalnym drugim obiegu, na kontestowaniu rzeczywistości i na wiecznych moralnych zwycięstwach,z których pożytku jest zawsze niewiele”.

Adam Świć

100. rocznica powołania tymczasowego rządu Daszyńskiego w Lublinie (6/7 XI 1918)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Konferencja „Radzyńskie dążenia do Niepodległości” w ZSP

Liczba komentarzy 1

  1. Adam Świć
    05/11/2015

    Jednak sporo się zmieniło przez te cztery lata, co nie?

Skomentuj