banner

Dar bojaźni Bożej

Wśród siedmiu darów, których udziela nam Duch Święty jest dar bojaźni Bożej. Na czym on polega? Czym się różni bojaźń Boża od lęku, trwogi, strachu czy paniki?

Sięgając do Pisma świętego, w księdze proroka Izajasza znajdziemy pojęcie bojaźni Bożej jako daru mającego spocząć na mającym nadejść Mesjaszu. Dzięki temu umiłowanemu darowi Mesjasz nie będzie sądził z pozorów, nie będzie się kierował pogłoskami, natomiast będzie sprawiedliwy w swoich wyrokach zarówno wobec bogatych jak i biednych (por. Iz 11,2-5).

Z kolei księga Mądrości Syracha (Syr 1,11-20) nakreśla nam wspaniały hymn o bojaźni Bożej:

Bojaźń Pańska to chwała i chluba,
Wesele i korona radosnego uniesienia.
Bojaźń Pańska zadowala serca,
daje wesele, radość i długie życie.
Temu, kto się Pana boi, dobrze będzie w końcu,
a w dniu swej śmierci będzie błogosławiony.
Początkiem mądrości jest bojaźń Pana,
i dla tych, którzy są Mu wierni, wraz z nimi została stworzona w łonie matki.
Założyła u ludzi fundament wieczny,
a u ich potomstwa znajdzie zaufanie.
Pełnia mądrości to bać się Pana,
Który upoi ich owocami swoimi.
Cały ich dom napełni pożądanymi dobrami,
a spichlerze swymi płodami.
Koroną mądrości – bojaźń Pańska,
dająca pokój i czerstwe zdrowie.
A Pan ją przejrzał, policzył.
Wiedzę i poznanie rozumu jak deszcz wylał,
i wywyższył chwałę tych, co ją posiadają.
Korzeń mądrości to bać się Pana,
A gałęzie jej – długie życie.

Inne księgi Starego Testamentu (np. Pwt 1,7; Koh 1,11; Ps 111,10; Prz 9,10) potwierdzają, że prawdziwa mądrość człowieka bierze swój początek we właściwym odniesieniu do bojaźni nie przed Bogiem ale z szacunku i miłości do Niego. Dar bojaźni Bożej posiadał Abraham, doświadczony wielką próbą wiary. W krytycznym momencie swego życia Bóg powiedział do niego: Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna [Izaaka] (por. Rdz 22,12). Księgi mądrościowe stwierdzają, że bojaźń Boża kieruje każdego z nas w stronę prawego życia, wolnego od grzechu (por. Prz 16,6; Ps 34,12).

Również księga Hioba przedstawia nam od samego początku głównego bohatera jako człowieka bogobojnego (Hi 1,1; 4,6; 1,8). W przypadku Hioba bojaźń Boża jest jego nieodłącznym atrybutem owocującym pełnym zaufaniem Bogu.

W Nowym Testamencie Jezus Chrystus, Wcielony Syn Boży wzywa nas do jeszcze głębszego wejścia w relację z Bogiem Ojcem. Taka właśnie relacja wyraża się w całkowitym zaufaniu Ojcu. Jezus nieustannie zachęca nas do przezwyciężenia lęku przed miłością Boga. Jego ziemska misja miała za cel doprowadzenie nas do pełnej prawdy o Ojcu. Niemniej Chrystus ostrzega, aby również nie zlekceważyć bojaźni przed Szatanem: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (por. Mt 10,28). Słowo Boże podkreśla w osobie obiecanego Mesjasza – Chrystusa, że bojaźni Bożej nie można utożsamiać z strachem przed Bogiem, ale dar ten wynika z synowskiej miłości do Boga. Tym samym należy przede wszystkim wiązać go z wielkim szacunkiem dla Pana Boga jako stwórcy.

Warto zauważyć, że Jezus w przypowieści o talentach przynagla nas do wielkoduszności, czyli pozbycia się niewłaściwej bojaźni (strachu)w odpowiedzi na dary, jakie otrzymujemy z Jego łaskawości przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy… Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi…” Odrzekł mu pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś… powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność” (Mt 25,24-27).
Święty Jan Ewangelista, ukochany uczeń Pana Jezusa w syntetyczny sposób stwierdza, że w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka nie wydoskonalił się w miłości (1J 4,18). Zatem to miłość jest kluczem do przyjęcia i życia na co dzień darem bojaźni Bożej.
Również święty Jakub Apostoł przypominając nam o tym, że miłość bez uczynków jest martwa zauważył, że wiara i bojaźń powinny wynikać z miłosnej relacji z Ojcem. Apostoł stwierdza wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą (Jk 2,19). Zatem wiara i lęk przypisywane są przez Apostoła nawet złym duchom, różnica polega jednak na tym, że w przypadku złych duchów nie ma relacji miłosnej z Bogiem.

Z kolei święty Paweł Apostoł pisząc z więzienia do mieszkańców Filippi, zachęca nas w perspektywie zbawczej do zachowywania pomimo wszystko daru bojaźni przeto umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma (Flp 2,12).
W kolejnym ze swoich listów Apostoł Narodów – święty Paweł zaleca małżonkom bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu … mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić (Ef 5,21-26). Zatem prawdziwą miłość małżeńską determinuje bojaźń Chrystusowa, a nie tylko czysto ludzkie postawy i zasady. Katechizm Kościoła Katolickiego komentuje tę myśl świętego Pawła zachęcając małżonków do tego, aby przez tak wyrażaną bojaźń miłowali się na sposób nadprzyrodzony, delikatny i płodny (por. KKK 1642).

Ojcowie Kościoła odpowiadając na pytanie jak osiągnąć wolność dzieci Bożych odwoływali się do właściwie rozumianego daru bojaźni Bożej. Święty Bazyli w swojej Regule podpowiada nam, że albo odwracamy się od zła z obawy przed karą – jesteśmy wtedy jako niewolnicy; albo też zachęca nas nagroda -jesteśmy wtedy podobni do najemników. Albo wreszcie jesteśmy posłuszni dla samego dobra i dla miłości Tego, który wymaga bojaźni … wtedy jesteśmy jako dzieci.

Odwołując się do dziedzictwa Ojców Kościoła w komentarzu św. Hilarego do Psalmu 128 odnajdziemy odpowiedź czym jest prawdziwa bojaźń Pańska „Błogosławieni wszyscy, którzy się boją Pana, którzy chodzą Jego drogami!” Ile razy w Piśmie św. jest mowa o bojaźni Pańskiej, tylekroć trzeba zwrócić uwagę na fakt, że bojaźń ta nie jest nigdy pozostawiona sama sobie jako wystarczający motyw wiary, lecz zakłada i bierze pod uwagę wiele innych prawd, na tle których daje się zrozumieć jej istota i doskonałość. Widać to z tego, co powiedział Salomon w księdze Przypowieści: „Jeśli wezwiesz mądrości i nakłonisz swe serce ku roztropności, jeśli jej będziesz szukał jak srebra i jak za skarbami kopać za nią będziesz: wtedy zrozumiesz bojaźń Pańską”.
Zobaczmy, po jakich stopniach można dojść aż do bojaźni Bożej.

Najpierw trzeba zawezwać mądrość i powierzyć rozumowi urząd przewodnika, a następnie roztrząsać i badać ową mądrość. Potem należy usiłować zrozumieć, czym jest bojaźń Boża. Nie jest ona w niczym podobna do uczucia określanego mianem strachu.
Strach bowiem polega na przeżywaniu trwogi, wynikającej z ludzkiej słabości, która boi się cierpienia, jakie jej zagraża, i nie chce go przyjąć. Trwoga taka powstaje i wstrząsa nami przy wielu okazjach, jak wyrzuty sumienia, prawo wyższego od nas, atak silniejszego, choroba, spotkanie z dzikim zwierzem i wszelkie grożące nam zło.
Takiego strachu nie musimy się uczyć, bo on nas często spotyka w słabości naszej natury. Nie musimy też dociekać, czego mamy się bać, ponieważ wszystko, co przyprawia nas o grozę, powoduje strach.
Natomiast o bojaźni Bożej napisano tak: „Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pana”. Bojaźni Bożej trzeba się więc uczyć, ponieważ nabyć ją można tylko przez naukę. Nie jest ona bowiem tym samym, co strach, lecz mieści się w granicach wiedzy. Nie wynika też z trwogi dręczącej człowieka, lecz zdobywa się ją przez zachowywanie przykazań, przez spełnianie dobrych uczynków w życiu niewinnym i poznanie prawdy.

Dla nas bojaźń Boża zawiera się całkowicie w miłości i miłość doskonała stanowi pełnię tej bojaźni. Właściwą zaś naszej miłości względem Boga jest posłuszeństwo Jego napomnieniom, uległość rozporządzeniom i wierność obietnicom, jakieśmy poczynili. Oto co mówi Pismo św.: „A teraz, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, Twój Bóg, jeśli nie tego, abyś się bał Pana, Boga twego i chodził wszystkimi Jego drogami, miłował Go i strzegł Jego przykazań z całego serca twego i z całej duszy twojej, aby ci się dobrze działo”.
Wiele zaś jest dróg Pana, chociaż On sam jest drogą. Lecz gdy mówi o sobie nazywając się drogą, ukazuje racje, dla której przypisuje sobie tę nazwę; „Nikt nie może przyjść do Ojca, jak tylko przeze Mnie”.
Trzeba się więc pytać o wiele dróg i rozważać wiele z nich, aby przez poznanie wielu znaleźć tę jedyną, która jest dobra, odkryć tę, która wiedzie do życia wiecznego. Istnieją bowiem drogi ukazywane przez Prawo, przez proroków, przez Ewangelie, przez Apostołów czy wreszcie przez różne przykazania i błogosławieni są ci, którzy chodzą po nich w bojaźni Bożej.

W podobnym kontekście należy stwierdzić, że dar bojaźni Bożej jest nieodzowny w wypracowaniu w naszych sumieniach właściwej wrażliwości na to, co święte. Szacunek dla imienia Bożego i wszystkiego co święte i Bogiem związane wymaga od nas cnoty prawdziwej religijności (por. KKK 2144). W jednym ze swoich homilii błogosławiony kardynał Henry Newman postawił pytanie czy odczucia bojaźni i tego, co święte, są uczuciami chrześcijańskimi czy też nie? Nikt w sposób rozsądny nie może o tym wątpić. Są to odczucia, które moglibyśmy mieć i to w wielkim stopniu, jeśli posiadalibyśmy widzenie Boga najwyższego. Możemy je mieć, jeśli „uświadomimy” sobie Jego obecność. O ile wierzymy, że On jest obecny, powinniśmy je posiadać. Jeśli ich nie posiadamy, to dlatego, że nie uświadamiamy sobie, nie wierzymy, że On jest obecny.

Ten sam kardynał odniósł się do wypaczonego obrazu bojaźni Bożej wyjaśniając, że strach i wrogość nie sprowadzają się tylko do spotkań z włamywaczami, narkomanami, i podejrzanymi osobnikami. W świecie, w którym wszędzie panuje współzawodnictwo, nawet ludzie sobie bliscy – koledzy z klasy czy drużyny, z kółka teatralnego czy pracy – mogą zatruwać się lękiem i wrogością, gdy uznają, że ich intelektualne czy zawodowe bezpieczeństwo jest zagrożone. Wiele miejsc stworzonych po to, by zbliżać ludzi i pomagać im w kształtowaniu pokojowej wspólnoty, przemienia się w pole umysłowej walki. Studenci w salach wykładowych, nauczyciele na spotkaniach wydziału, personel w szpitalach i pracownicy realizujący wspólne projekty odkrywają często, że paraliżuje ich wzajemna wrogość, są niezdolni do realizacji stojących przed nimi zadań z powodu strachu, podejrzeń, a nawet jawnej niechęci. Niektóre instytucje niekiedy specjalnie organizują zajęcia w wolnym czasie, by ludzie rozwinęli swe najcenniejsze możliwości stłumione przez wrogą defensywność…

Nasz świat bardzo często przypomina scenę, w której pokój, sprawiedliwość i miłość przedstawiają aktorzy sparaliżowani przez wzajemną bojaźń. Czyż wielu lekarzy, kapłanów, prawników, działaczy społecznych, psychologów i doradców, którzy zaczynali swoje studia i pracę ogarnięci wielkim pragnieniem służenia innym, nie stwierdziło wkrótce, że padło ofiarą silnej rywalizacji i bojaźni zarówno w swych osobistych, jak i zawodowych kręgach? Wielu pracowników społecznych, próbujących uzdrowić czyjeś rodzinne konflikty, w swym domu zmaga się z podobnymi problemami. A ilu z nas czuje wewnętrzną bojaźń, gdy w opowieściach ludzi, którzy zwracają się o pomoc, słyszy o swych własnych problemach?

W jednym ze swoich artykułów ks. prof. Jan Sawicki, współczesny teolog, przedstawia zagadnienie daru bojaźni Bożej jako czegoś, co skłania naszą wolę do posłuszeństwa Bogu. Nie z obawy przed karą i potępieniem (strach nie-oczyszczony), ale z miłości do Boga (bojaźń czysta). Ta synowska bojaźń jest synonimem miłości. Chodzi o lęk, aby Bóg nie doznał przykrości. Człowiek nie czyni zła z bojaźni przed zranieniem Boga. Inna bojaźń wynika z lęku o siebie: co będzie ze mną? Zatem kieruje nami tylko nasz wewnętrzny „instynkt samozachowawczy”. Wtedy myśli się o Bogu jako o Tym, który zagraża. Duch Święty wyzwala nas z takiej postawy. Pojawia się niepokój, aby nie zasmucać kochającej nas Boskiej Istoty. Dar bojaźni uczy nas głębszego przeżywania wiary.

Rozwojowi daru bojaźni Bożej sprzyja rozważanie dobroci Boga oraz przewrotności człowieka, który ośmiela się Boga obrażać. Z bojaźni Bożej rodzi się szacunek dla Boga i wstręt do grzechu, czyli skromność i powściągliwość. Dar ten ułatwia czuwanie nad myślami i dążeniami. Charakteryzuje ludzi, którzy nie przywiązują się do spraw materialnych, aby nie utracić związku z Bogiem.

Teologia chrześcijańska uczy, że bojaźń pojawia się z powodu wszechmocy, mądrości lub surowości Boga. Rodzi się, gdy uświadamiamy sobie ogrom Bożej mocy. Powodem lęku jest tu sam byt Boga. Jego majestat i absolutna doskonałość. Człowiek doświadcza wtedy trwogi. Zdaje sobie sprawę z własnej znikomości. Z jednej strony czuje wielkość Boga, a z drugiej swoją nędzę, jak np. św. Siostra Faustyna Kowalska (Dzienniczek 1485)Panie, lękam się, czy mi przebaczysz tak wielką liczbę grzechów, trwogą mnie napełnia moja nędza. Jezus: większe jest miłosierdzie Moja, aniżeli nędze twoje i świata całego… Zrób mi przyjemność, że mi oddasz wszystkie swe biedy i całą nędzę, Ja cię napełnię skarbami łask.

Dar bojaźni Bożej przezwycięża ten naturalny dla właściwie ukształtowanego sumienia lęk i umożliwia życie w wolności ducha. Ten sam dar Ducha Świętego zwany dawnej bogobojnością usposabia nas do radosnej adoracji Boga. Jednocześnie uczy nas nie bać się ludzi, przyszłości ani demonów. Dar bogobojności staje się tym samym początkiem prawdziwie sensownego życia. Wzorem dla nas wszystkich może być Dobry łotr, który karcąc swojego towarzysza bluźniącego ukrzyżowanemu Jezusowi, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? … Jezu wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju(Łk 24,).

O tym czym powinniśmy się kierować w relacji do Boga pisał również błogosławiony Karol de Foucauld jedyne, co powinniśmy czynić wobec naszego Pana, to nie odczuwać strachu. Obawiać się Go, a więc odczuwać wobec Niego strach, to podwójna zniewaga. Pierwsza z nich to zapomnienie, że On jest z nami, że nas kocha i że jest wszechmogący; i druga, że nie spełnimy Jego woli. Jeżeli kształtujemy naszą wolę na podobieństwo Jego woli, to wszystko to, co się wydarza, będzie dla nas radością pozbawioną uczucia strachu i niepokoju. Przecież mamy tę wiarę, która pokonuje wszelki strach; obok nas przed nami i w nas jest wszak obecny nasz Pan Jezus Chrystus… I tak oto pewnie kroczymy w tym błogosławionym i wszechmogącym towarzystwie, drogą doskonałości, i jesteśmy pewni, że nie przydarzy nam się nic takiego, z czego nie mielibyśmy wydobyć jakiegoś dobra dla Jego chwały, dla naszego uświęcenia i dla uświęcenia naszych braci. Jesteśmy pewni, że to wszystko, co się wydarzy, będzie przez Niego zamierzone, i że w konsekwencji, dalecy od wszelkiego strachu i niepokoju, będziemy mogli powiedzieć: „Za wszystko, co nas spotyka, bądź pochwalony Boże”.

Opracował:
ks. Maciej Majek

Mowa Piotra u Korneliusza

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Rozesłanie na misję

Skomentuj