banner

Rozważania: uzdrowienie paralityka

Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk.

Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy». A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, oprócz jednego Boga?» Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu nurtują te myśli 

w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!». On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: «Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego». 

* * *

Jezus, jak czytamy w końcówce pierwszego rozdziału Ewangelii wg św. Marka, „chodził po całej Galilei”, ale też często „udawał się w miejsca pustynne, aby się modlić”. Podczas spotkań z ludźmi tamtej krainy, dokonywał wielu cudownych uzdrowień. Możemy zatem powiedzieć, że Jezus znany jest na tym terenie, ludność pamięta znaki, które czynił, znaki przekraczające prawa natury, czyli cuda, dlatego kiedy dowiedziano się, że jest w Kafarnaum, z ufnością przynoszą do Niego paralityka, czyli niechodzącego, pozbawionego władzy w nogach. Kaleka, to ktoś nie mogący decydować o losach swego życia, to ktoś ograniczony w swym działaniu, w tym w wykonywaniu jakiejś pracy, pozwalającej się utrzymać i żyć na godnym poziomie.

Miasto Kafarnaum, czyli tzw. „miasto Jezusa”, to miejsce, gdzie zwykle przebywał On od momentu wyjścia z rodzinnego Nazaretu. W synoptycznym fragmencie Ewangelii wg św. Mateusza czytamy: „przyszedł do swego miasta”. Miejscowość ta jest położona na zachodnim brzegu jeziora Genezaret. Tam znajdowało się mieszkanie, które stanowiło raczej bazę noclegową dla Jezusa, niż było miejscem stałego przebywania, dlatego, że misja Jezusa wiązała się właśnie z wędrowaniem w celach głoszenia Królestwa, z nauczaniem, z szukaniem tych, „którzy poginęli z domu Izraela”.

Ta sytuacja tłumów zmierzających na spotkanie z Nauczycielem miała również swoje miejsce właśnie w Kafarnaum. Czytamy: „Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę”. Nauczanie Jezusa budziło zatem publiczny podziw i zainteresowanie, zwłaszcza, kiedy było potwierdzane wspomnianymi licznymi cudami. Żydzi, wielokrotnie patrząc na cuda Jezusa, z pewnością nie raz powtarzali słowa, które i dziś słyszymy: „Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego”. Zatem misja Chrystusa jest zjawiskiem niespotykanym, nieprzeciętnym, ale ewidentnie czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym, czymś zaskakującym, wręcz szokującym.

Liczna grupa przybywających słuchać Jezusa tworzyła taki tłum, iż utrudniał on normalne przemieszczanie się przechodniów. Niestety, sytuacja ta uniemożliwiała również dotarcie do Jezusa z chorymi, którzy do Niego byli przynoszeni: „Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk”. W scenie tej spotykamy obraz czterech mężczyzn, którzy pragnęli przed oblicze Pana położyć paralityka. Nie mieli innej możliwości, niż konieczność rozebrania części dachu, aby opuszczony z łożem na linach mógł trafić on wprost przed samego Mistrza. Zabudowa domostw za czasów Jezusa była bardzo niska. Miały one zwykle płaskie dachy, które były nakrywane poukładanymi wysuszonymi liśćmi roślin lub zbóż z delikatną drewnianą konstrukcją. Zatem rozebranie części dachu nie stanowiło wielkiego problemu.

Ważna jest natomiast tu postawa przynoszących paralityka. Uczy nas ona wytrwania i determinacji w realizacji zamierzonych celów. Uczy nie poddawania się, ale szukania wszelkich możliwych sposobów prowadzących do spotkania z Jezusem. Dla nas to zachęta do walki o czas modlitwy, o udział we Mszy św., o lekturę Pisma Świętego, o adorację, czyli o momenty w których bardzo konkretnie możemy stanąć w obecności Zbawiciela. Determinacja tychże mężczyzn jest również dowodem ich pragnienia pomocy sparaliżowanemu. Wyraża więc ich braterską miłość do chorego, ich odpowiedzialność za jego los, ich pragnienie pomocy. Takie właśnie ich zachowanie już tu możemy nazwać pierwszym przejawem miłosierdzia – zatrzymali się nad chorym bratem, wzruszyli się jego paraliżem i zanieśli go do kogoś – do Jezusa – który mógł udzielić mu, jak głęboko wierzyli, konkretnej pomocy. Zobaczmy więc, że ta postawa miłosierdzia zanim została ukazana ze strony Jezusa, w jakiś sposób wyraziła się już w zachowaniu czterech Żydów. Są oni symbolem wspólnoty, która interesuje się losem bliźniego. Dla nas są oni symbolem wspólnoty Kościoła – ochrzczonych i wierzących uczniów Jezusa, którzy powołani do miłości, w duchu służby i troski, mamy wspierać potrzebujących w tych dziedzinach ich rzeczywistości, w jakiej potrzebują oni pomocy i na ile jest ona możliwa z naszej strony.

„Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Jak słyszymy, Jezus dokonując wglądu we wnętrze tych mężczyzn, dostrzega w nich głębie wiary. Nie zwątpienie, nie powątpiewanie, ale przekonanie w to, że właśnie On ma moc odmienić jakość życia paralityka. Tu warto dodać, ze choroba paraliżu ciała wszystkim nam ma pomóc odkryć paraliż naszej duchowości. Każdy z nas jest duchowym paralitykiem, czyli grzesznikiem. Jest jednak dla nas ratunek – osoba i dzieło Jezusa Chrystusa – Odkupiciela człowieka. Właśnie dzięki wierze, na jej fundamencie Mesjasz może dokonać cudu uzdrowienia. Nie wiemy czy tę wiarę miał w sobie paralityk, być może nie tak silną jak ci, którzy go nieśli, niemniej sytuacja jego uzdrowienia, informuje nas, że nasza wiara, nasze zaufanie Jezusowi może być podstawą do przemiany czyjegoś życia, choćby poprzez naszą modlitwę za kogoś chorego na duszy czy na ciele.

Jezus mówi do paralityka: „Ufaj, synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Czyli w pierwszej kolejności skupia swą uwagę na wnętrzu człowieka, na jego dobru duchowym, na wolności od grzechu, czego zewnętrznym wymiarem jest paraliż ciała, czyli obraz zniewolenia, bycia w jakiejś niewoli, w niemocy. Te słowa: „odpuszczają ci się twoje grzechy” oburzyły uczonych w Piśmie. Stąd posądzenie Jezusa o bluźnierstwo, o to, że czyni On siebie Bogiem, gdyż tylko Bóg może i ma prawo odpuszczać grzech człowieka. Jezus zna doskonale myśli otaczających go ludzi, którzy ze zdziwieniem słuchają Jego mowy o darowaniu grzechów. Dlatego na dowód posiadania tej właśnie boskiej mocy, na dowód bycia Synem Bożym, Wcielonym Bogiem pośród swego ludu, Jezus po raz kolejny dokonuje cudu uzdrowienia obok duchowej, również fizycznej strony człowieka. Mówi do paralityka: „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu”.

Wcześniej zadaje retoryczne pytanie o to co łatwiejsze: wypowiedzenie kilku słów „Odpuszczają ci się twoje grzechy” czy przywrócenie zdrowia ciała. Aby ukazać boską moc, najpierw odpuszcza grzechy, czyli dokonuje tego co niewidoczne dla oczu, uzdrawia wnętrze, przywraca stan wolności ducha, a następnie na dowód posiadanej władzy nad człowiekiem, jako Stwórca, czyli jako Bóg, przywraca władzę w nogach, czyli uzdrawia ciało, aby oczy widząc ten znak, pomogły rozumowi dostrzec to, co niewidzialne, a co dokonuje się w ludzkim wnętrzu w sakramencie pokuty i pojednania, czyli przy naszej spowiedzi.

Jezus zatem podkreśla, że ważniejsze niż zdrowie fizyczne, jest zdrowie naszej duszy, czyli wolność od grzechów, od zniewoleń, od szatana, bez względu na cenę. Obyśmy o tym zawsze pamiętali! Aby i dla nas ważniejsza była głęboka relacja zjednoczenia z Jezusem, wolność od grzechu, czasem w niedogodnościach losu, niż zdrowie ciała, przy postępującym nowotworze duszy, niszczonej właśnie przez grzech, przez zerwanie kontaktu z Bogiem.

„On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: «Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego»”.  Jakże ważne jest dla każdego z nas zachowanie w pamięci tych cudów, tych uzdrowień, tych interwencji Boga, o których słyszymy w naszym środowisku. Ten znak uzdrowienia duszy i ciała to druga scena miłosierdzia w tym fragmencie. Tym razem to miłosierdzie udzielone jest właśnie od Boga dla człowieka. Bóg pomnaża postawę miłosierdzia. Włącza się w postawę współczucia nad ludzkim losem, nie tyle w aspekcie fizycznym, ale jako Bóg, interweniuje w sprawie naszego zbawienia, czyli ratunku naszej duszy. Niechaj i nam towarzyszy nie tylko zdziwienie, ale i postawa głoszenia miłosierdzia Boga.

POSTANOWIENIE DNIA:

Pomodlę się, abym potrafił całym swym życiem uwielbiać Boga za Jego miłosierdzie, które ukazuje światu i mi osobiście.

W deszczu, dzień 8

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Konf. pielgrzymkowa: uczynki miłosierne względem ciała

Skomentuj