banner

Wyklęty przez tych i tamtych

Przyznaję, że pisząc dwa lata temu felieton o x. Jacku Międlarze, nie brałem pod uwagę tego, że odejdzie ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, pozostawiając z mieszanymi uczuciami wszystkich kibicujących zarówno jemu jak i idei misjonarskiej, która mu przyświecała.

Książka Moja walka o prawdę jest spowiedzią Jacka Międlara, której wszyscy bardzo potrzebowaliśmy, by zrozumieć, co tak naprawdę przeżył wybierając środowisko polskich nacjonalistów na swoje poletko misjonarskie. Za pośrednictwem mediów widzieliśmy atak gazetowyborczego lewactwa i podejrzewaliśmy, że są w Kościele katolickim hierarchowie, którzy gazety Michnika boją się bardziej niż Boga, ale czy to tłumaczyło zrzucenie sutanny przez duchownego, którego swego czasu porównywałem do ks. Jerzego Popiełuszki? Na pewno nie.

Dlatego książka Moja walka o prawdę stanowiła dla mnie nie lada gratkę i… nie rozczarowałem się. Książkę czyta się doskonale. Jacek Międlar ma dar budowania narracji, który szlifował w seminarium redagując z powodzeniem kleryckie czasopismo „Meteor”. Umie przekonywać i – co najważniejsze – nie jest jednym z antychrześcijańskich nienawistników, którzy zrzuciwszy sutannę plują na Kościół. Przeciwnie, nadal go wspiera i buduje jego wielkość z innej pozycji społecznej. Kościoła, który nie jest równoznaczny z pewnymi kręgami hierarchii przeżartymi ideą wygodnego życia i wyznającymi „najpopularniejszego polskiego świętego”, czyli św. spokój.

Tak się złożyło, że książka Międlara ukazała się w momencie wielkich wstrząsów w Kościele spowodowanych dokumentem kardynała Vigano i dyskusją na temat wpływów homoseksualnego lobby i roli w nim papieża Franciszka. Autor Mojej walki o prawdę nie ukrywa, że środowisko to istnieje również w Polsce i miało duży wpływ na jego losy.

Czy mnie przekonał? Międlar zdaje sobie sprawę, że oczekiwaliśmy raczej kogoś na wzór o. Pio, który potrafił podporządkować się przełożonym nawet wtedy, gdy błądzili, by potem tym bardziej wypłynąć ze swoją niezłomnością. Twierdzi jednak, iż groziło mu 20 lat ciemnicy, że zaprzepaściłby tym samym swojemu powołaniu. W tych kwestiach trudno rozstrzygać. Ciśnie się jednak na usta, że 20 lat wyroku przełożonych Chrystus w jednej chwili potrafi zamienić w jeden dzień. Poza tym są w wywodzie Jacka Międlara elementy, z którymi trudno będzie wielu z naszego środowiska się zgodzić, np. jego zdanie o tzw. katotalibach oraz celibacie księży. Można wręcz podejrzewać, że to ostatnie wynika z osobistej sytuacji byłego zakonnika. A jednak otwartym pozostaje pytanie czy to x. Jacek Międlar sprzeniewierzył się ślubom, czy może hierarchowie wypluli na zewnątrz człowieka, który  za bardzo podążał drogą Chrystusa, a za mało ścieżkami Księcia-Tego-Świata?

Tak czy inaczej jest książka Moja walka o prawdę arcyciekawą lekturą, z której dowiadujemy się wiele zarówno o życiu kontrowersyjnego byłego księdza, jak i o niewesołym dla szeregowego wiernego dniu dzisiejszym hierarchicznego Kościoła. Gorąco polecam, zwłaszcza w obliczu narastającej propagandy antyklerykalnej, której uosobieniem jest łopatologiczny w sowieckim stylu film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego .

___

Jacek Międlar, Moja walka o prawdę. Wyznania byłego księdza, wyd. wPrawo.pl, Wrocław 2018.

 

 

Dariusz Magier

archiwozof

Pracodawco, najwyższy czas na rejestrację w PUE ZUS

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Trwają zapisy do największych dziecięcych rozgrywek piłki nożnej w Europie

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    17/09/2018

    Już sam tytuł książki zawiera błąd. Nie ma kogoś takiego jak „były ksiądz”. Księdzem po ważnych święceniach jest się do końca życia. Ksiądz Jacek to klasyczny przypadek wilka w owczej skórze, który zjeżdza po równi pochyłej niczym Luter.Co nim kierowało i kieruje? Pycha. Ten młody ksiądz na fali popularności zachłystnął się nią i kiedy tylko jego plany nie były zbieżne z planami jego przełożonych – zaczął się buntować. Nie wiem co może dla księdza być bardziej wartościowe od udzielania Sakramentów Św. i tak prowadzenie powierzonych mu dusz, aby dostąpiły Zbawienia.Nie wiem co jest piękniejsze dla księdza na tym łez padole niż właściwe sprawowanie Ofiary Mszy Świętej? Wszystko inne jest słomą. Nie wyobrażam sobie aby ksiądz nie chciał iść drogą do świętości, a droga Ojca Pio to właśnie jedna z dróg.Różne drogi przedstawiają nam Żywoty Świętych Pańskich. Znam księży, którym zabroniono odprawiania publicznie Mszy św., ale oni nawet przez chwilę nie pomyśleli o porzuceniu kapłaństwa.Są wierni Objawieniu Bożemu czyli Pismu św. i Tradycji, z pokorą znoszą trudy swojego stanu.

    Pan Jezus kiedy ustanawiał Sakrament Kapłaństwa w Wielki Czwartek, wówczas w jednej chwili objął Swoją opieką wszystkich księży, którzy kiedykolwiek się mieli narodzić. On znał ich wszystkich od początku i powołał we właściwym momencie. Temu powołaniu należy podołać, choć nie jest to proste. Diabeł kusi najbardziej tych, którzy są najbliżej Pana Boga. Ale prawdą jest, że Pan Bóg nie próbuje nikogo ponad jego siły. Są tacy którzy wytrwają i są też tacy, którzy z różnych przyczyn zdradzą Chrystusa. My wiemy o tym, że są tacy już od czasów Pana Jezusa i Apostołów. Przecież na 12 Apostołów jeden zdradził. Statystycznie rzecz biorąc – ponad 8 %.

    Jest też inna możliwość. Są też tacy księża, którzy oszukali przełożonych w Seminarium, że mają powołanie, póżniej biskupa przy święceniach. Pana Boga jednak nie oszukają. Jakie są powody oszustwa? Różne. Kto badał komunizm i wsadzanie do seminariów agentury komunistycznej wie jakie spustoszenie ci ludzie robili i … robią. Podobnie robiła i robi masoneria. Modernizmw w Kk to jest ich wytwór.

    Do jakiej grupy należy ks. Jacek? – do tej co miała powołanie i się Pana Boga zaparła, czy może od początku oszukiwał – tego nie wiem. Wiem jednak, że poszedł złą drogą. Modlić się trzeba za księży, aby wytrwali w kapłaństwie u progu czasów ostatecznych i właściwie sprawowali Mszę Świętą, tak, jak Ją sprawowali wszyscy święci duchowni. Za zatwardziałych grzeszników ofiarować można jedynie umartwienia.

    Owszem, w Polsce zaczyna się wprowadzanie ostatecznego rozwiązania kwestii Kościoła katolickiego. Film Kler się w to wpisuje. Myślą, że jak im się w Irlandii udało to i w Polsce pójdzie im podobnie. Nie biorą pod uwagę, że królową Polski jest Matka Boża.
    Warto zacytować słowa Stefana kardynała Wyszyńskiego : ” Nadszedł czas, abyście nawet nam kapłanom i biskupom, odważnie powiedzieli: Nie podona nam się Wasz wyrozumiały styl, zmiękczający nasze życie. Nie podoba się nam, że już nie macie odwagi stawiać nam wymagań. Jeśli widzicie w nas wady, poprawiajcie je, bo jesteście od tego.Nie chcemy duszpasterzy, którzy nie mają odwagi stawiać nam wymagań. Od nich przecież zależy sens i wartość całego naszego przyszłego życia i wkładu w życie Polski, która idzie i która jest przed nami.”

    No to może na początek Komunia Św. na klęcząco? Diabeł nie ma kolan więc nie klęczy, ale my mamy. No chyba, że po heretycku nie wierzymy, że to prawdzie Ciało i Krew Chrystusa? Jeśli jednak wierzymy – to jakże nie upaść na kolana przed Panem Bogiem?

Skomentuj