banner

Wywiad z Mariuszem Skoczylasem, kandydatem na burmistrza

Był Pan wicestarostą, który stracił stanowisko na skutek wewnątrzpartyjnych przetasowań w PO, wciąż jest Pan radnym powiatowym, ma Pan dobrą pracę w perspektywicznej firmie, właściwie po co panu miejski samorząd i przejęcie ogromnej odpowiedzialności za miasto?

Chcę przełożyć swoje doświadczenie w pracy zawodowej na samorząd – i ten fakt, że mam doświadczenie nie tylko polityczne czy samorządowe jest akurat atutem. Radzyniowi potrzeba nowego rozdania, osoby, która zjednoczy wokół siebie fachowców, a dla mnie nie ma znaczenia szyld partyjny, tylko to, co dana osoba sobą reprezentuje. Mamy takich ludzi w Radzyniu, np. Adam Świć – moim zdaniem lepszego fachowca od kultury nie ma w powiecie radzyńskim i w jego ocenie nie przeszkadza mi, że jest radnym powiatowym z klubu PiS. Ale Adam akurat od 10 lat pracuje w Kocku. W tej chwili w Radzyniu mamy taką sytuację, że jednostkami podległymi miastu kierują często osoby niekompetentne, które są szefami tylko dlatego, że są z PiS-u. To jest droga donikąd, zresztą efekty takiej polityki widać niestety w naszym mieście i uważam, że najwyższy czas z tym skończyć. Nie mam szacunku dla ludzi, którzy swoją karierę zawodową opierają na polityce i wszystkie „stołki” zawdzięczają tylko przynależności to partii, czasami kilku.

Wiem, że zaraz będzie riposta, iż byłem wicestarostą dzięki PO. Tak. Zastanawiam się jednak, czy kilkakrotnie udzielone mi zaufanie mieszkańców w wyborach to zasługa PO czy raczej tego, że na to zaufanie sobie zapracowałem. Nigdy nie startowałem z pierwszego miejsca listy, ba, nawet w ostatnich wyborach na listach PO do powiatu miejsce dla mnie się nie znalazło. A jednak jestem, działam i szczerze mówiąc nie tracę czasu na obrażanie się na osoby, które mnie na tych listach nie chciały. Taki był wtedy okres, nie ma co do tego wracać, zwłaszcza, że teraz mamy ważniejsze sprawy. Teraz trzeba wspólnie zmieniać Radzyń. I wiem jak to robić, bo będąc wicestarostą nie zmarnowałem ani chwili tylko działałem dla Radzynia i powiatu. Wiem, że łatwo się zapomina zwłaszcza o czyjejś pracy, ale miałem duży udział w projektach samorządowych, takich jak np. ul. Konstytucji, pływalnia, ul. Powstania Styczniowego, elewacja pałacu od strony parku, banalny, ale jak bardzo potrzebny zjazd na parking przy kościele w Ulanie z krajówki… Byłem też swego rodzaju łącznikiem miasta i powiatu z Lublinem i Warszawą, bo wiem, jak ważna jest współpraca na różnych szczeblach i w różnych środowiskach.

Uważa Pan, że to doświadczenie daje Panu glejt do ubiegania się o fotel burmistrza?

Umówmy się, że w fotelu akurat spędzałbym jako burmistrz jak najmniej czasu (śmiech). Ale tak, uważam, że mam solidne podstawy i, co ważne, moje doświadczenie nie ogranicza się do samorządu czy ław poselskich. Chciałbym przenieść na grunt urzędu miasta kilka pomysłów z korporacji, które moim zdaniem są skuteczne. Być może jednym z moich atutów jest właśnie to, że mam dobrą pracę i jestem w niej niezagrożony. Ja nie muszę szukać dobrze płatnego zajęcia, ja zwyczajnie chcę pracować dla mieszkańców Radzynia. Zawsze powtarzam to znajomym, że mam fach w ręku – jestem inżynierem po Politechnice Warszawskiej, kierowcą TIR-a z uprawnieniami i doświadczeniem, więc bezrobocie mi nie grozi. Staram się o stanowisko burmistrza, bo wiem, że Radzyń można zmieniać na lepsze. Wiele osób podziela ten pogląd i wiele osób uważa, że czas na nowe otwarcie dla miasta. Nasza koncepcja może być takim otwarciem.

Głośnym echem obiło się ostatnio podpisanie umowy z Józefem Korulczykiem, Andrzejem Dzięgą i Arkadiuszem Strojkiem. Koalicja środowisk, które Pan reprezentuje ze środowiskiem konserwatywnym wydaje się dosyć egzotyczna. To ruch obliczony tylko na przyciągnięcie elektoratu, czy faktycznie będzie porozumienie?

To jest porozumienie, które, jak sądzę, będzie trwało długo. Ja chcę łączyć, nie dzielić, podziałów mamy już od jakiegoś czasu dość. Każdy kto chciałby ze mną współpracować na rzecz Radzynia jest osobą mile widzianą. Tak na marginesie: jedyną rzeczą, którą udało się zrobić obecnemu burmistrzowi, to skutecznie podzielić prawicę, a to oznacza, że przez forsowanie swojego zdania i przez swoje prywatne animozje pozbawił miasto potencjału wielu osób z tego środowiska.

Nawiązując kontakt ze środowiskami prawicowymi, musiał Pan również rozmawiać z mieszkańcami popierającymi burmistrza Jerzego Rębka w poprzednich wyborach. Pokazują Panu drzwi?

Wręcz odwrotnie, nikt mnie za drzwi nie wyganiał. Toczyłem wiele rozmów z osobami z prawicy, zawsze były to dyskusje konstruktywne. Wiadomo, że jest jakiś opór co do mojej osoby, ale czas pokaże, że jestem osoba otwartą na współpracę. Poza tym w tym właśnie środowisku widać pewne rozczarowanie, chyba wiele osób spodziewało się innych rządów w mieście.

Cóż, zarządzanie miastem nie jest rzeczą łatwą. Pana kontrkandydaci w większości mają większe doświadczenie w sprawowaniu samodzielnych funkcji w samorządzie. Co poza poparciem różnych środowisk daje Panu podstawy do ubiegania się o najważniejszy urząd w mieście?

Tu się nie zgadzam. Moje doświadczenie to zarządzanie zasobami ludzkimi i robię to od 20 lat. Obecnie jestem kierownikiem linii i kieruję zespołem 73 osób. W starostwie jest trochę inna specyfika pracy, starosta odpowiada za jedne piony, wicestarosta za inne, a całość pracy nadzoruje jeszcze pięcioosobowy zarząd powiatu i rada powiatu. Mógłbym więc raczej powiedzieć, że mam większe, a na pewno bardziej różnorodne doświadczenie. Natomiast jeżeli chodzi o obecnego burmistrza, to w mojej ocenie zwyczajnie nie sprawdził się na tym stanowisku. Ono go wręcz przerosło. Od dłuższego czasu jego sztandarowe hasło: „Ja i mój zespół” wydaje się wielu osobom raczej rozmywaniem odpowiedzialności niż tworzeniem prawdziwego, skutecznego teamu.

W swoim komitecie ma Pan sporo nowych ludzi. To osoby, które rzeczywiście mają swoje pomysły na miasto? Nie obawia się Pan, że wielu z nich brakuje doświadczenia?

To jest mój atut. Te osoby idą do wyborów po to, by naprawdę coś zmienić w mieście. Nie idą, aby upchnąć swoje rodziny w Urzędzie Miasta lub jednostkach podległych, bo ja odnoszę wrażenie, że niektórzy kandydaci na radnych startują tylko po to. Przypomnę również, że ja ok. 20 lat temu też byłem osobą „z ulicy”, młodą i niedoświadczoną. Kiedyś trzeba zacząć. Mamy za sobą godziny rozmów, czasem sporów, ścierania różnych koncepcji, poznaliśmy się i jestem zdania, że moi kandydaci to osoby pozytywnie zakręcone na Radzyń. I to się liczy.

W kampanii kandydaci obiecują złote góry, w programie KWW Radzyńskie Porozumienie Samorządowe punktów jest też całkiem sporo. Składa Pan obietnice, których będzie Pan mógł dotrzymać?

Jeżeli składam jakieś obietnice, to jestem w pełni przekonany, że ich dotrzymam.

Zofia Jakimowicz – kandydatka KW RASIL do powiatu

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Zbigniew Smółko – kandydat KW RASIL do Rady Powiatu