Darmowy Program PIT

Posadziłem niejedno drzewo – wywiad z dyrektorem ROK-u, Pawłem Żochowskim

Kto będzie gwiazdą tegorocznej Oranżerii, o   Radzyńskim Kongresie Kultury, wizji ROK-u, „Grocie”, fotografowaniu Saturna i nie tylko – Paweł Żochowski rozmawia z Dariuszem Magierem i Jakubem Hapką.

J.H.: Przeglądam pierwsze numery „Grota”. W wywiadach na początku zawsze proszono rozmówcę: czy mógłby Pan przedstawić się naszym Czytelnikom?

Kiedyś Darek napisał na swojej stronie internetowej kilka słów, przedstawiające go jako katolika, ojca, męża.  I w tej kolejności, myślę, że podpisałbym się pod tym stwierdzeniem.

DSC_0527

J.H.: Wszedłeś niedawno w wiek chrystusowy. Jakieś refleksje?

Nie kapcanieję. (śmiech)

D.MWidziałem mem a propos tego: „Życie mężczyzny jest dość skomplikowane do 40-tki, a później już jakoś leci”

Specjalnie nie odczuwam tego jakże młodego jeszcze wieku 🙂 . Kiedyś wydawało mi się, że 33 to dosyć podeszły wiek. Moje odczucia zobrazować może jedna sytuacja, pamiętasz 11 lat temu poznaliśmy się przez Artura Góraka, wtedy mojego wykładowcę. W Lublinie poznaję mojego sąsiada 🙂 Rozmawialiśmy wtedy o twoim doktoracie, ilości napisanych artykułów i planach na przyszłość. Dzisiaj staję w tym miejscu – 33 lat i tak się zastanawiam, co osiągnąłem w życiu? Doktorat pozostał w tyle ze względów finansowych. Gdzieś później doszła budowa domu i codzienne dojazdy do pracy w Lublinie. Wypadłem z kręgu „świata naukowego”. Wydawać by się mogło, że nie poszło to w takim kierunku, jakbym chciał.  Co osiągnąłem w życiu? Automatycznie nasuwa się odpowiedź – jeśli nie zawodowo,  naukowo, to jednak mam wspaniałą rodzinę, kończę budowę domu. Kariera zawodowa nigdy nie była na pierwszym planie.

D.M.: Słowem, zostało Ci jeszcze posadzenie drzewa. Bo pozostałe dwa elementy…

Posadziłem niejedno drzewo.

D.M.: No to jesteś spełniony! Możesz umierać! (śmiech)

Ale mogę posadzić na swoim podwórku jakiś fajny dąb.

DSC_0543

J.H.: Na ostatniej uroczystej sesji miasta z okazji 25-lecia samorządu, burmistrz mówił o potrzebie „oswajania z bronią”, czyli demokracją ludzi młodych. O potrzebie wprowadzania w funkcjonowanie miasta nowego pokolenia. Jego zastępcą jest równie młody, Tomasz Stephan. Może pojawić się zarzut o braku doświadczenia?

Oczywiście, takie zarzuty zawsze będą się pojawiać. Ale wspomniane doświadczenie kiedyś trzeba zdobyć, nawet na tym wyższym szczeblu. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że do młodych świat należy. Przytoczę tu przykład Adama Świcia, który zaczął kierować ośrodkiem kultury mniej więcej w tym samym wieku co ja, a w moim przekonaniu był najlepszym dyrektorem w historii Radzyńskiego Ośrodka Kultury…

D.M.: Ale  czy nie uważasz, że takie ewidentne odstawienie doświadczenia też jest nie w porządku?

Zależy co rozumiesz przez powyższe sformułowanie. W przypadku gdyby na strategiczne funkcje w mieście były mianowane osoby bez wykształcenia i jakiegokolwiek doświadczenia w pracy administracyjnej, mogłoby to się zakończyć porażką. Jeżeli chodzi o moja osobę, to uważam, że to stwierdzenie jest błędne. Posiadam przecież wspomniane wieloletnie doświadczenie zawodowe, wykształcenie, a ponadto przez kilka ostatnich lat działam społecznie w różnych stowarzyszeniach kulturalno-społecznych. Oczywiście, specyfikacja pracy różni się po trosze od dotychczas wykonywanej, ale na chwilę obecną uważam że nie będzie to stanowić większego problemu.

J.H.: Od 1 lutego br. pełnisz rolę dyrektora ROK-u? Jak oceniasz te niecałe pół roku pracy w lokalnej „kulturze”?

Pracuje mi się dosyć dobrze, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że w najbliższym czasie czekają mnie poważne zmiany administracyjne, które są wynikiem audytu zewnętrznego. Jednocześnie trzeba prowadzić działalność statutową. Chyba poproszę Pana Boga o dodatkowe kilka godzin w ciągu doby. 🙂

J.H.: Co uważasz za swój sukces, a z czego nie jesteś do końca zadowolony?

Sukces…za wcześnie aby o tym mówić. Zorganizowaliśmy Ro(c)kowisko, ściągnęliśmy Closterkeller – kapelę bardzo znaną, ale nie było jakoś specjalnego odzewu.

J.H.: Pierwszy dzień był zdecydowanie lepszy

Był o wiele lepszy. Widziałeś Piotra Resteckiego?

J.H.: Rewelacyjny gość…

 

 

D.M.: A może coś z zareklamowaniem było nie tak?

Reklama była dosyć prężna, ale nie bezbłędna. Brakowało informacji odnośnie imprezy w sąsiednich miastach, ale na chwilę obecną mogę już poinformować, że współpraca na tym szczeblu będzie prowadzona min. wspólnie z Międzyrzecem.

J.H.: Najbliższe wyzwania?

„Muzeum Utracone”. Wystawa była przygotowywana, odkąd przyszedłem do pracy. Już wtedy rozmawiałem o niej z Arkiem Kulpą, który wyszedł z tym pomysłem. Przygotowujemy się do „Akcji Lato”. Początek sierpnia to XX „Dialogi” – tutaj ukłon w stronę Janusza Szymańskiego, który to wszystko przygotowuje. Załatwia praktycznie wszystkie sprawy, włącznie ze sponsoringiem. To także jubileuszowa, 20-ta „Oranżeria”.

DSC_0548

J.H.: Temat – rzeka, czyli „Grot”…

Temat bardzo gorący. Kilka faktów: Po pierwsze, Grot w obecnej formule nie miał racji bytu. Po drugie, wszelkie próby reaktywacji magazynu w przeciągu ostatnich kilku lat kończyły się fiaskiem. Po trzecie, koszty wydawnicze (ponad 120000 zł rocznie) były niewspółmierne do osiąganych korzyści. itd. Prowadzone były także m.in. rozmowy o formule kwartalnika, gdzie jedna osoba na pół etatu miałaby pracować nad wydawnictwem.

J.H.: A nie miałeś ambicji, by mieć jakiś wstępniak na pierwszej stronie?

W obecnej formule nie miałem takich ambicji.

DSC_0553

D.M.: Czytałeś na naszym portalu komentarze Adama Świcia i mój po zamknięciu „Grota”?

Z Adamem zgadzam się praktycznie w 100%. Jest jedno „ale”: personalia. Niemiłosiernie wkrada się tu czynnik ludzki. Przy utworzeniu kwartalnika kulturalnego zmiany kadrowe byłby większe. Pragnę zauważyć, że dotychczasowa redakcja Grota to w rzeczy samej reporterzy, a magazyn kulturalny potrzebowałby redaktora naczelnego związanego z działalnością kulturalną i to w szerokim tego słowa znaczeniu. Przypominam: na pół etatu, lub na umowę zlecenie.

J.H.: Poniedziałkowe „Opinie” to „gorzkie żale”, ale wtorek i „Wspólnota” to bardzo mocny głos poparcia dla tej decyzji. Według wydawców z regionu w tym kształcie to nie ma racji bytu.

D.M.: To, że wyrzuceni z pracy, czują się pokrzywdzeni, to nic dziwnego. Jednak żaden z opozycyjnych radnych nie podniósł głosu przeciwko likwidacji. Ewidentnie to pismo nikomu nie było już potrzebne.

Powiem szczerze, przyszedłem specjalnie na Sesję Rady Miasta, żeby odeprzeć ewentualne zarzuty. „Grot” kosztował nas ponad 120 tysięcy rocznie. I teraz zobaczcie – gazeta, która często się spóźnia z informacjami (tylko w roku poprzednim, wyborczym była dwutygodnikiem), jest wydawana za publiczne pieniądze i praktycznie nic nie wnosi, oprócz tego, że została wydana.  A argumenty, że nakład się rozchodził i nie ma żadnych zwrotów, jest dla mnie po prostu śmieszny.

D.M.: Jakie zwroty może mieć  rozdawana za darmo gazeta?

Samozadowolenie…? Podam przykład: ponad miesiąc po zakończeniu „Ro(c)kowiska“ ukazuje się o tym reportaż, choć nikogo z redakcji na imprezie nie było… A przecież działo się to w ROK-u! Nie było żadnego fotoreportera (oprócz Karola Niewęgłowskiego, który po mojej interwencji telefonicznej przeprowadził wywiady z instruktorami warsztatów), a przecież miałem cztery osoby w redakcji! Trzy i pół etatu i nikt nie przychodzi na koncert. 

DSC_0538

J.H.: Oczekiwali, że Ty im to „zadasz”?

Właściwie to nie wiem. Moim zdaniem od tego typu spraw jest redaktor naczelny.

J.H.: Olewanie obowiązków służbowych?

Odpowiedz sobie sam na to pytanie...

J.H.: Na swoim fejsbukowym profilu Monika Mackiewicz wspomniała o „balaście, który został narzucony magazynowi”… Te pamiętne okładki, do których odnosił się kiedyś Adam na naszym portalu…(http://radzyninfo.pl/felieton/jazda-bez-trzymanki/)

Odpowiem komentarzem Darka: niektórzy ten balast bardzo chętnie przyjęli.

J.H.: W komentarzach na stronie „Opinii” ktoś napisał, że jeśli burmistrz Kowalczyk w ogóle nie interesował się gazetą, to kto im kazał robić z niej tubę propagandową?

D.M.: Mówią, że nadgorliwość jest  gorsza od faszyzmu…

„Dzięki” temu rozpadło się to środowisko, o którym Monika Mackiewicz mówiła. Ludzie się zmienili? Nieprawda, ludzie są zaangażowani bardzo mocno. Bez zastanowienia można wymienić kilkanaście osób pracujących społecznie na rzecz radzyńskiej kultury.

D.M.: Wszyscy ci, którzy byli zgromadzeni wokół gazety, oni dalej robią swoje. Oni już tylko w gazecie nie robią…

Decyzja o zamknięciu jest słuszna. Popatrzcie, były różne próby przekształcenia „Grota”. Od gazety płatnej po bezpłatną, poprzez miesięcznik, kwartalnik, dwutygodnik i nic to nie zmieniło. W moim odczuciu błędem byłoby powielenie błędów poprzedników. Wszelkie próby reaktywacji gazety były jednym słowem, nieudane. Na marginesie: na każdej Komisji Kultury i Oświaty padało pytanie: „a co z tym Grotem”? Mam tu na myśli zarówno przerost zatrudnienia jak i sprawy finansowe.

 DSC_0541

D.M.: Popatrzcie na stopkę „Grota” – mamy członków redakcji, współpraca – jedna osoba… Kiedyś, za czasów świetności „Grota” (’98 – połowa 1. dekady XXI w.), jakbyś porównał – oprócz zatrudnionych, było do kilkunastu współpracowników. Czyli gro tekstów opierało się na ludziach niezatrudnionych w redakcji. Tym bardziej, że był tylko jeden etat, na którym pracowały 2 osoby.To był miesięcznik, którego najlepsze numery sprzedawały się w nakładzie ponad 1000 egzemplarzy. Jeśli sukcesem jest puszczenie za darmo tysiąca sztuk, to trochę mało… Zostawmy to.Jaki to jest – według Ciebie – idealny Radzyński Ośrodek Kultury?

Taki, który współpracuje ze środowiskiem kulturalnym, ze wszystkimi stowarzyszeniami. Jest centrum działania, koordynatorem. Chciałbym, by ROK był takim centrum. Planujemy we wrześniu zorganizować Radzyński Kongres Kultury.  To będzie próba uzyskania odpowiedzi na pytanie: co tutejsze stowarzyszenia, twórcy i ludzie kultury oczekują od ROK-u? To jest najważniejsze, bo jeśli chodzi o sprawy finansowe, patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego to jest delikatny problem, gdzie praktycznie cały budżet pochłaniają pensje i rachunki na utrzymanie obiektu. Na całą działalność stricte kulturalną zostaje niewiele tych środków

D.M.: W tej wizji, o której mówisz, jaka jest liczba osób zatrudnionych?

Myślę, że większa niż zaproponował to Adam Świć. Administracyjnie jest to ośrodek troszeczkę większy niż rzeczywistość, z jaką ma on do czynienia w Kocku.

D.M.: Czyli ile?

 Przy tej działalności myślę, że 9-10 pełnych etatów. Są oczywiście głosy, że większość z tych etatów można zamienić na umowy zlecenia. Jednak niewiele by to zmieniło jeżeli chodzi o sprawy finansowe ośrodka.

D.M. A w tej chwili, ile jest?

Po ostatnich zmianach – 9 i 1/4

J.H.: Możesz wymienić?

Dyrektor, księgowa, 2 instruktorów, osoba odpowiedzialna za organizowanie wystaw i pisanie wniosków o dotacje, 3 osoby z obsługi, opiekun Radzyńskiej Izby Regionalnej, osoba odpowiedzialna za teatr.

D.M.: Zmiany, które wprowadzasz w ROK-u, są rewolucyjne czy ewolucyjne?

Rewolucji żadnej nie ma. System pracy pozostaje ten sam. Niektórzy mają większy zakres obowiązków, ale praktycznie nic w ośrodku się nie zmieniło. Są te same imprezy, ten sam sposób działania. „Molas” ma trochę więcej pracy, troszeczkę się przebranżowił  i samoczynnie stał się organizatorem imprez.

Dostaję pytania typu: czy planuję jakieś nowe, coroczne imprezy? Cykliczne. Nie można ich za bardzo zaplanować – można zorganizować jedną. Jeżeli coś się sprawdzi, to robimy imprezę cykliczną. Mogą być jakieś plany na następny rok, ale coś się musi sprawdzić. Imprez dorocznych powinno być mało gdyż generowanie kosztów jest przy tym duże.

 J.H.: Czy możesz uchylić naszym Czytelnikom rąbka tajemnicy, odnośnie najbliższej „Oranżerii” i innych „dużych” imprez w naszym mieście pod egidą ROK-u?

„Oranżeria” – będą trzy dni festiwalowe. Wracamy do tej formuły ze względów rocznicowych. Chodzi też o to, żeby OSZPA nie kończyła się wraz z ostatnim koncertem konkretnego dnia. Moim cichym marzeniem jest to żeby artyści którzy przyjeżdżają do Radzynia, spędzili tu 2 noce. Chciałbym żeby miasto żyło Oranżerią. Na pozytywy wtedy nie trzeba będzie długo czekać. A w moim przekonaniu dwa dni, to po prostu przysłowiowe „odbębnienie” z cyklu: ma być impreza, to się odbyła… 

Pierwszy dzień to  koncert wspomnień, rozmawiam w tej chwili z laureatami poszczególnych „Oranżerii”. Drugi dzień to oczywiście przegląd. Trzeci dzień – trwają mocno zaawansowane rozmowy z RAZ, DWA, TRZY – gwiazdą festiwalu. 

D.M.: Oczekujesz współpracy od ludzi kultury i stowarzyszeń?

Mam nadzieję, na taką współpracę. Zdaję sobie sprawę, że tym motorem muszę być ja. Muszę wyjść z inicjatywą – i dlatego Radzyński Kongres Kultury byłby świetnym rozwiązaniem.

J.H.: Powiedz o tym coś więcej.

Darek wyszedł z tym pomysłem.

D.M.: Pomysł polega na tym, żeby zrobić całodzienny event polegający na tym, żeby zaprosić wszystkich ludzi, działających w kulturze w Radzyniu, stowarzyszenia kulturalne, artystów do udziału w dyskusji panelowej, w której zostałyby wyrażone oczekiwania odnośnie koordynowania kultury przez ROK. Towarzyszyłyby temu prezentacje działalności tych ludzi: wystawy, występy, promocje, wernisaże, wieczory autorskie. Przecież twórców jest w Radzyniu bardzo dużo, jak na takie małe miasto. To byłby również pomysł na szerszą promocję działalności tych ludzi i podmiotów.

Należy coś wnieść od siebie. Nie pracuję w ROK-u po to, żeby przesiedzieć, wziąć za to pieniążki, wrócić do domu po 8 godzinach i czekać na kolejny bezproblemowy dzień.

Z kolei Tomek Młynarczyk zaproponował – w pierwszym lub drugim dniu mojej pracy – stworzenie  strony internetowej, takiego centrum informacyjnego o imprezach w Radzyniu. To również pragnę wcielić w życie. Jeżeli jest zamiar współpracy ze stowarzyszeniami i ludźmi kultury, to będziemy jako ROK centrum działania. Taka koordynacja informacji zapobiegałaby dublowaniu się wydarzeń kulturalnych, co dzisiaj niestety często się dzieje.

J.H.: Należysz do RKF „Klatka”. Twoje zdjęcia pojawiają się w kolejnych numerach „Koziegorynku”, utrwalałeś aparatem większość wydarzeń, związanych z działalnością RASIL-u. Skąd wzięła się ta pasja?

Pierwsze wspomnienia są związane z aparatem ZENIT mojego taty, który miał dwa obiektywy (35 i 50 mm). Takim sprzętem fotografował i w pewnym momencie, jeszcze przed dobą cyfryzacji, ten właśnie aparat wpadł w moje ręce. Potem przyszła pora na przesiadkę na aparaty cyfrowe. Pierwszy aparat kupiłem za 2 zasiłki stażowe w archiwum, ku „zadowoleniu” mojej żony. Był to dość drogi jak na tamte czasy kompakt Canona. I od tego się zaczęło. Później dziwiłem się, dlaczego te zdjęcia, mimo dobrych kadrów, nie są takie, jak np. ludzi z „Klatki’?  Okazało się, że jednak sprzętowo trzeba się rozwijać. 

Nie jest do końca tak, że to fotograf robi dobre zdjęcie. Jeżeli nie ma odpowiedniego sprzętu, to pomimo tego, że chce coś uchwycić, ze względu na potrzebę szybkości działania może się to najzwyczajniej nie udać…  Tą moją pasję zabiło troszkę fotografowanie na weselach. Jeżeli robisz w ciągu jednego dnia 2 tysiące zdjęć, to nie ma się już ochoty na fotografowanie w wolnej chwili. Hobby staje się pracą. Dzięki temu zajęciu automatycznie skupiłem się na reportażu,  co uważam nie tyle za błąd, co za stopniowe ograniczanie rozwoju jako fotografa.

 J.H.:Gdybyś miał z setek, może tysięcy zdjęć, jakie wykonałeś, wybrać swoją ulubioną, pierwszą „trójkę”, byłyby to…

Jeżeli chodzi o emocje i wspomnienia, a nie prawidłowość kadrów, tymi zdjęciami z pewnością będą obrazy przedstawiające moją rodzinę.

I tak pierwszym jest portret żony zrobiony w pewien zimowy słoneczny dzień. Śnieg oświetlony przez słońce zadziałał jak blenda lub namiot bezcieniowy. 50 mm, jedna próba i efekt bardzo zadowalający. Twarz Elizy jest na tej fotografii bardzo pogodna, z lekkim uśmiechem, a w szklistych oczach widać moje odbicie. Kiedy myślę o żonie, zawsze mam przed oczami ten właśnie obraz.

Drugą fotografią z trzech, które prosisz mnie żeby wybrać, jest to portret moich dzieci. Pierwsze użycie 50 mm (Mirek Koczkodaj i Tomek Młynarczyk zawsze mi powtarzali, a brzmiało to jak echo: „Pawle, stałki, stałki”. No i w końcu posłuchałem. Dzisiaj 95% zdjęć to obiektywy stałoogniskowe).

Trzecią natomiast jest seria zdjęć „Pietruszki” i jego bliskiego spotkania z kałużą. 35 mm i dwa podejścia. Powiem szczerze i w tajemnicy przed żoną, że to ja syna do tego namówiłem. 🙂 Do dziś słyszę w oddali głos Elizy: „Piooootrek!!! Kto będzie to prał”. Syn przeżył, ubranie zostało uprane, zdjęcia pozostały…

 

D. M.: A jakie chciałbyś zrobić zdjęcie?

Zajmowałem się dotychczas fotografią reporterską. To mnie pociągało… Nie chodzenie i szukanie obiektu, który mogę na swój sposób zobrazować. Sfotografowanie „chwili” natomiast, jest niepowtarzalne. Dla przykładu pewnej nocy wyszedłem dla rozrywki w plener, był ładny księżyc i wiedziałem, że w tej chwili widać Saturna oraz Jowisza wraz z czterema księżycami. Wyprawa była dosyć owocna: udało się sfotografować pierścienie Saturna oraz księżyce Jowisza. Ustawiłem aparat na statywie oraz opóźniłem o 5 sekund spust migawki, by zniwelować drgania statywu. Księżyc tej nocy był piękny. Kątem oka zobaczyłem z oddali samolot który kierował się centralnie przez satelitę. Nacisnąłem spust migawki. Cisza… 5 sekund i „pstryk”. Złapałem tylko i wyłącznie dym za tym samolotem. Myślę, że zdjęcie byłoby co najmniej dobre. Zatem chwila jest dosyć ważna. Jeśli coś się zrobi źle, jest to nie do powtórzenia. Jedna szansa na tysiąc.  Tej nocy spędziłem jeszcze kilka godzin fotografując niebo. Sytuacja jednak się nie powtórzyła.

_DSC4101_1

J.H.: Nigdy nie wychodź za Koziryńca – opowiedz naszym Czytelnikom, o co chodziło z tą specyficzną radą?

Nie wiem, na ile jest to mit, a na ile prawda (śmiech) i czy mogę o tym mówić. Ale w skrócie… Kiedyś, jak moi rodzice jeszcze ze sobą „chodzili” (to było 36 lat temu) i moja mama szła sobie dzisiejszą ulicą Osiedlową, jakaś pani zaczepiła ją i zaczęła przestrzegać przed różnymi sytuacjami w życiu. Ot taka luźna rozmowa. Na koniec tej pogawędki padła jeszcze jedna rada: „Nigdy nie wychodź za koziryńca!“ Jednak wyszła i za to jej dziękuję .

D.M.: Ale myślisz, że to chodziło w ogóle o mieszkańca Radzynia czy raczej o dzielnicę?

Chodziło o dzielnicę. Zresztą dzielnicę do dziś specyficzną. Zabawna opowieść poruszana przy każdym święcie przy stole.

 J.H.: Plany na sobotni wieczór – pytam podchwytliwie, gdyż Twoi poprzednicy często w dniu finału Ligi Mistrzów planowali wydarzenie, które zawsze z tym przegrywało. Lubisz w ogóle piłkę?

Lubię „Teksańską masakrę piłą mechaniczną” (śmiech). 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Jasno postawiona barykada – wywiad z wikariuszem parafii MBNP, ks. Zbigniewem Rozmysłem

komentarze 4

  1. Adam Świć
    08/06/2015

    Wywiad zawierał lokowanie produktu. Ale dlaczego Żywiec a nie Perełka, chłopaki…?

  2. Dariusz Magier
    08/06/2015

    Żywca są tylko szklanki

  3. Adam Świć
    08/06/2015
  4. yzzum
    08/06/2015

    czytając ten wywiad nasunęła mi się jedna refleksja. Oby jednej koterii samorządowo-partyjnej nie zastąpiła druga towarzysko – samorządowa.

Skomentuj