Przy okazji czwartkowego wernisażu "Zaszroniona historia", połączonego z promocją niezwykłej kolekcji pocztówek o pałacu Potockich, udało mi się namówić Janusza Wlizło na mały wywiad.
Pan Janusz zdradził, iż jego przygoda z aparatem zaczęła się niejako równolegle z pasją, z którą przez lata był kojarzony Radzyńską Akademią Taekwon-Do, czy także pracą nauczyciela w SP 1.
Jego zdjęcia pierwszy raz trafiły na zbiorową wystawę w połowie lat osiemdziesiątych w Lublinie i wraz z innymi pracami pojechały do ówczesnego Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu (dzisiejszego Ministerstwa Sportu). Od tamtej pory wykonał ich niezliczone ilości. Przez wiele lat pełnił rolę oficjalnego fotoreportera Polskiego Związku Taekwon-Do. Jest autorem największej na świecie kolekcji tradycyjnych zdjęć o Taekwon-Do, wykonywanych jeszcze z użyciem negatywów. Z cyfrową fotografią przyszedł nowy rozdział w jego życiu. Choć zajmuje się tym amatorsko, jego prace wielokrotnie były kwalifikowane do międzynarodowych wystaw w prestiżowych konkursach.
18 sierpnia 2008 roku, na terenie ruin zamku Krzysztopur w Ujezdzie, podczas sesji plenerowej na zgrupowaniu Radzyńskiej Akademii Taekwon-DoW 2009 roku stworzył 150 metrową wystawę banerową, promującą Radzyń Podlaski przez taekwon-do, która objechała cały kraj i była prezentowana też na Słowacji. Choć jego różne prace i fotografie znane pod marką Yano Foto Art Collection od kilkudziesięciu lat są na całym świecie - od ościennych państw po Kanadę, Stany Zjednoczone, Argentynę, Malezję i Koreę.
J. H.: Kiedy zrodziła się idea "Zoomików", czy pamięta Pan ten moment?
J. W.: 2011 rok to jest taki moment, w którym jako wychowawca klasy pomyślałem sobie, że warto jest zaciekawić dzieci, wówczas w piątej klasie, czymś co nie tylko zajmie im czas popołudniami, ale też i wprowadzi jakiś kierunek rozwoju, zaciekawi fajnymi rzeczami.
Wiadomo, nuda jest najgorszym elementem dzieciństwa. Jeśli dziecko się nudzi, to wówczas przychodzą mu do głowy rzeczy, które nigdy nie będą go rozwijać. To rzadko kiedy jest tak, że przypadkowo ktoś się natknie na coś fajnego, więc warto jest nakierować, pokazywać, no i dawać jak najwięcej propozycji. Jedną z nich właśnie była fotografia.
Wtedy zorganizowałem też taki zewnętrzny konkurs fotografii. Pierwszy raz zdjęcia tych moich wychowanków pokazywałem Tomkowi Młynarczykowi i dosłownie i w przenośni oglądał te zdjęcia na kolanach. Mówił, że nigdy takich dojrzałych zdjęć nie widział, więc to też była dla mnie jakaś inspiracja. Dzięki Tomkowi uwierzyłem, że warto jest dalej się tą wiedzą dzielić. Może to złe słowo - wiedzą, bo ja staram się właśnie ich nie wyposażać w wiedzę na temat tego, jak należy zrobić zdjęcie, tylko staram się w nich rozbudzić to wszystko, co nie jest wiedzą, to czucie, to spojrzenie, tą chęć ciekawego spoglądania przez dziurkę od klucza, żeby sobie coś zobaczyć, bo moim zdaniem to tworzy fotografię.
Natomiast te wszystkie elementy, każda z osób, które się fotografią zajmuje, powolutku sobie gdzieś tam przyswoi. Oglądając inne zdjęcia to nawet nie musi wiedzieć, jak się to nazywa. Czy to jest złota godzina, czy to jest szara godzina, po prostu znajdzie taki moment w ciągu dnia, że zdjęcia będą najlepsze. I oczywiście ja nie lubię drogi na skróty, nie lubię, dlatego dzieciom też nie daję drogi na skróty. Jeśli idziemy i co jakiś czas potykamy się o coś, to to nas czegoś uczy, jeśli nie robimy od razu doskonałych zdjęć, to mamy potrzebę, żeby się udoskonalić, żeby zrobić następne lepsze.
Jeśli od razu mamy wszystko o fotografii, to staje się to dość teoretyczne, dość takie uniwersyteckie, dla dziecka niekoniecznie ciekawe. To musi być coś naprawdę barwnego, fajnego, ciekawego, żeby z każdych warsztatów, z każdej sesji wychodzili zadowoleni. Wiem już, że po pierwszych dwóch godzinach przychodzi głupawka, na każdych warsztatach, więc ja już jestem świadomy tego, że po dwóch godzinach muszę być ostrożny, żeby nie było za dużo sytuacji niebezpiecznych wokół, bo jest to zmęczenie i dziecko tak naprawdę normalnie po 45 minutach lekcji już się nie skupia. Tutaj po dwóch godzinach różnych to też ma prawo do tego, żeby być dzieckiem no i to jest najwspanialsze w tym, że one są i nam się to nie wróci.
J. H. Czy jest w Pana kolekcji zdjęcie, które by Pan określił jako idealne, albo bliskie ideału, czy to wciąż przed Panem?
J.W .: Na takie pytanie przyleciało mi jedno zdjęcie, ale to nie dlatego, że ja akurat je tak oceniłem. Oczywiście ono mi się bardzo podobało. Mam swój do niego sentyment, ponieważ jest już niepowtarzalne. Nikt takiego zdjęcia już nie zrobi. Akurat jest ono tutaj, na tej wystawie. Myślę, że najwięcej osób pozyskało ode mnie jego kopię. Jest to zdjęcie pałacu Potockich. Taki jak gdyby impresjonizm przez niego przelatuje, ponieważ zrobiłem je w trakcie jazdy samochodem- przez okno.
Śnieg padał. Śnieg spadł zaraz po pięknej, żółciutkiej, złotej jesieni. Po jesieni, kiedy jeszcze po prostu było dużo liści nad rzeką na wysepce, którego teraz już nie ma, bo bobry nam go zjadły. To jest właśnie zdjęcie, gdzie ten śnieg, który sobie skośnie leciał, a ja przy okazji jechałem, tak pięknie to powietrze, tą przestrzeń zmiękczył, że nie jest to zwykła fotografia.
Nie najlepszy aparat zrobi zdjęcie, tylko czasem ten klimat jest ważny. I tutaj ten klimat właśnie udało się zrobić, zwykłym aparatem w trakcie jazdy. Tylko te żółciutkie liście właśnie tam wiały, bo tam nawet słońce trudno jest znaleźć. Ale jest ciepłe, jest fajne, ma swoją głębię, ma swoją tajemnicę i to w zdjęciach powinno moim zdaniem być, dlatego staram się te dzieci tym zarazić i zachęcić, żeby nie robiły zdjęć, koło których się przechodzi albo ogląda się raz. Podobnie jak z filmem, jak warto jest film zobaczyć drugi raz, to znaczy, że to był dobry film. Jeśli zdjęcie ogląda się z zaciekawieniem po raz kolejny, zatrzymuje się przy nim i poszukuje czego, bo wydaje się, że coś widzę, ale jednak czegoś nie widzę i się podchodzi jeszcze bliżej, żeby zobaczyć...
J. H.: 27 maja w Kofi&Ti odbędzie się wystawa "Zoomik - the best". Proszę powiedzieć o innych planach na przyszłość.
Motywacją, mobilizacją dla mnie jest ustalony termin tej wystawy- projektu, z którym chcę wyruszyć w Polskę. Jeśli uda mi się go zrobić dobrze, to możliwe, że jeszcze przed Galerią "Oranżeria" w połowie września tego roku, ta wystawa już pojechałaby gdzieś w Polskę.
Mam nadzieję, że to się uda, ponieważ materiał jest naprawdę świetny, głęboki, ma fantastyczny przekaz. Liczę na to, że oprócz zdjęć, które dla nas są ciekawe, zdjęcia pałacu, naszych stron, będą prace nie związane konkretnie z żadnym miejscem, sytuacją, osobą, nawet mimo to, że te osoby na tych zdjęciach będą. Ale więcej, jak już uda się ten projekt zrealizować.
Dziękuję za rozmowę
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz