Mija okrągła, 50. rocznica dramatycznych zajść w Radomiu, a także Ursusie i Płocku. Było to jedno z ważniejszych antykomunistycznych wystąpień w okresie PRL.
W połowie lat 70. w PRL zaczął narastać kryzys gospodarczy. W pierwszej tej połowie tej dekady dokonano wielu inwestycji, ale nie wszystkie były udane. Było sporo marnotrawstwa, przede wszystkim jednak spore ograniczenia stwarzał dla rozwoju sam system polityczno-gospodarczy. W rezultacie zaczęło narastać zadłużenie zewnętrzne państwa, a wewnątrz kraju coraz częściej zaczynało brakować towarów. Komunistyczne władze postanowiły w związku z tym podnieść ceny. Mięso miało podrożeć o 69%, cukier – o 100%, inne towary żywnościowe również miały być droższe. Premier PRL Piotr Jaroszewicz ogłosił to w telewizyjnym wystąpieniu 24 VI 1976 r.
Wywołało to ogromne oburzenie wśród społeczeństwa, większe niż spodziewała się władza. Nazajutrz, 25 VI 1976 r., w całym kraju doszło do strajków, zaś w Radomiu, Ursusie i Płocku też do demonstracji i zamieszek.
Najbardziej spektakularne i zarazem najbardziej dramatyczne były wydarzenia w pierwszym z wymienionych miast. Strajk rozpoczęli tam robotnicy z zakładów metalowych im. Waltera, którzy sformowali pochód. Dołączali do niego pracownicy z "Radoskóru", Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego, Wytwórni Telefonów oraz innych miejsc pracy. Około godziny 10:00 przed gmachem Komitetu Wojewódzkiego PZPR zgromadził się wielotysięczny tłum demonstrantów. Głośno domagano się cofnięcia podwyżki cen. I sekretarz Janusz Prokopiak obiecał porozumieć się z Komitetem Centralnym, po czym zbiegł. Po kilku godzinach czekania ludzie wtargnęli do środka gmachu. Luksusowe wyposażenie budynku oraz świetne zaopatrzenie wewnętrznego lokalu usługowego dodatkowo wzburzyły demonstrantów, i to do tego stopnia, że zdemolowali i podpalili gmach. Całe miasto – poza urzędem wojewódzkim i komendą wojewódzką milicji – znalazło się pod kontrolą mieszkańców. Nad miastem krążyły helikoptery, z których fotografowano mieszkańców.
Do odciętego od reszty kraju Radomia z innych miast sprowadzone zostały przez władze poważne posiłki. Około 30 wojskowymi samolotami przyleciały oddziały ze szkoły MO i SB w Pile. Do miasta przybyły też oddziały ZOMO z Lublina, Rzeszowa, Tarnobrzega i Golędzinowa. Opancerzeni zomowcy atakowali tłum pałkami, rakietami świetlnymi, petardami i gazem. Walki trwały przez wiele godzin. W końcowej fazie walki zamieniły się w polowanie na rozproszone grupy demonstrantów. Pod wieczór zomowcom udało się opanować sytuację. Zaczęła się dzika zemsta. Aresztowano kilka tysięcy osób. Byli oni bestialsko bici. Popularna była zaczerpnięta z rosyjskiej armii "ścieżka zdrowia", to znaczy przepuszczanie ofiary przez "tunel" między dwoma rzędami zomowców bijących pałkami.
W Ursusie zastrajkowała kilkunastotysięczna załoga tamtejszej fabryki traktorów. Chcąc zawiadomić resztę kraju o proteście, demonstranci zablokowali ruch na trasie kolejowej Warszawa-Kutno, rozkręcając tory. Był to duży kłopot dla władz, gdyż była też część międzynarodowej linii Berlin-Moskwa. Pod wieczór rozchodzących się spokojnie do domu ludzi zaatakowała milicja, używając pałek, petard i gazu łzawiącego. Obok uczestników protestu bici byli także przypadkowi przechodnie. Podobnie jak w Radomiu miało też miejsce katowanie na komendach.
W Płocku zastrajkowali robotnicy dwóch największych zakładów w tym mieście – Petrochemii i fabryki maszyn żniwnych. Załoga Petrochemii wyszła po wiecu na ulice i podeszła pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Demonstranci wybili w nim szyby. Oddziały milicji wzmocnione posiłkami ze Zgierza rozproszyły tłum. Aresztowano kilkadziesiąt osób.
Oprócz gwałtownych wydarzeń w Radomiu, Ursusie i Płocku w kraju tego dnia miało miejsce jeszcze kilkadziesiąt strajków. Doszło do nich w FSO, "Zelmocie" i kilku innych fabrykach w Warszawie, kilkunastu zakładach włókienniczych w Łodzi, a także kilkudziesięciu innych miejscach pracy we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i kilku innych miastach.
Komunistyczne władze, przestraszone rozmiarami protestów, zdecydowały się wycofać z podwyżki cen. W wieczornym przemówieniu premier Jaroszewicz nie wspominał nic o strajkach czy zamieszkach. Stwierdził, że odbyły się "konsultacje" w wielu zakładach pracy, których uczestnicy jakoby wyrazili „zrozumienie” dla podwyżki, ale zgłosili przy tym tyle uwag, że rząd tymczasowo postanowił na razie się z niej wycofać. Dopiero następnego dnia poinformowano o zajściach, tworząc przy tym narrację, że rzekome "konsultacje" zostały zakłócone przez chuliganów, "warchołów" i "wichrzycieli". W całym kraju zaczęto organizować spędy, na których ich potępiano.
Tymczasem zemsta na uczestnikach wydarzeń z 25 VI nie ograniczyła się do znęcania na komendach. Wielu z nich wytoczono procesy. Wydawane były wyroku więzienia. Byli też ludzie wyrzucani z pracy, którym nie pozwalano podjąć nowej. Jednakże ich cierpienia nie poszły na marne, oto bowiem wokół sprawy obrony tych prześladowanych ludzi zaczęły tworzyć się grupy zorganizowanej opozycji. Poza tym ustąpienie przed masowością strajków zapowiadało rok 1980.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz