Dziś mija 70. rocznica dramatycznych zajść w Poznaniu nazywanych Poznańskim Czerwcem, będących jednym z wystąpień przeciw władzy komunistów w Polsce.
Rok 1956 był rokiem burzliwym w krajach ogarniętych nocą komunizmu. W lutym tego roku radziecki I sekretarz Nikita Chruszczow wygłosił tajny referat, w którym skrytykował Stalina za "kult jednostki" oraz ujawnił i potępił część jego zbrodni. Mimo że była to tylko zagrywka w walkach wewnątrzpartyjnych i mimo połowicznego charakteru krytyki wywołał spore poruszenie, szczególnie odkąd wywiadowi amerykańskiemu udało się poznać jego treść, która została upubliczniona w Radiu Wolna Europa.
Wywołało to dezorientację i zamęt w partiach komunistycznych w całym bloku, a wśród społeczeństw ferment, zaskoczenie, wzrost nadziei, obniżenie bariery strachu i ogólne ożywienie. Ostatecznie komunistom udało się to wygasić kontrolowanymi "odwilżami", czyli poluzowaniem rygorów systemu przy zachowaniu jego istoty. Nim jednak to się stało, minęło wiele miesięcy. W ich trakcie doszło do dwóch antykomunistycznych wystąpień społecznych: powstania węgierskiego pod koniec 1956, a wcześniej, w czerwcu tego roku strajku generalnego i zamieszek w Poznaniu.
Bezpośrednią przyczyną tych wydarzeń były sprawy czysto bytowe. W środowiskach robotniczych domagano się między innymi obniżenia norm, zmniejszenia podatku dla przodowników pracy, lepszej organizacji pracy wykluczającej bałagan i przestoje.
Już 8 VI w Zakładach Metalowych im. Józefa Stalina w Poznaniu "Zispo" (przed rokiem 1948 i po 1956 zakłady noszących imię swojego założyciela – Hipolita Cegielskiego) w fabryce wagonów miało miejsce zebranie załogi, która postanowiła przekazać swoje postulaty Ministerstwu Przemysłu Ciężkiego. Zostały one całkowicie zignorowane. Nie raczono nawet udzielić odpowiedzi. To spowodowało wybuch strajku, do którego dołączyli się pracownicy Zakładu Napraw Taboru Kolejowego i Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Grożono demonstracją w trakcie urządzonych wtedy Międzynarodowych Targów Poznańskich, w których uczestniczyło wielu cudzoziemców. Wtedy minister przemysłu Roman Fidelski i szef Centralnej Rady Związków Zawodowych, Witold Kłosiewicz, spotkali się z robotnikami, jednak potraktowali ich lekceważąco, a postulaty odrzucili.
To sprawiło, że w Poznaniu wybuchł strajk generalny, połączony z uliczną manifestacją.
28 VI 1956 na ulicy Dzierżyńskiego (obecnie ulica 28 czerwca) uformował się pochód, który ruszył ulicami Poznania. Niesiono transparenty z hasłami "Chleba i wolności!", śpiewano pieśni patriotyczne i religijne.
Gdy pochód dotarł pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR, liczył już około 100 tysięcy uczestników. Próbowano wysłać delegację do władz, ale te odmawiały rozmów. Do ludzi przemówił jedynie jeden z sekretarzy KW Wincenty Kraśko (dziadek prezentera Piotra Kraśki), ale zrobił w taki sposób, że zdenerwowani ludzie porwali go i wyrzucili daleko poza obręb tłumu.
Rozeszła się plotka, że delegatów uwięziono. Wzburzeni manifestanci ruszyli w kierunku więzienia i zdobyli je, uwalniając więźniów. Inna grupa demonstrantów zniszczyła urządzenia do zagłuszania zachodnich rozgłośni. Zaatakowano też gmach Urzędu Bezpieczeństwa. W odpowiedzi padły strzały. Tłum cofnął się, ale nie zrezygnował. Zaczęto budować barykady.
Wtedy sprowadzono do miasta wojsko. Dowodził nim generał Stanisław Popławski, z pochodzenia Rosjanin, jeden z tak zwanych "pełniących obowiązki Polaka". Wydał on rozkaz nieszczędzenia amunicji, a w razie przedłużania się walk użycia artylerii. Bywały wypadki przechodzenia żołnierzy na stronę demonstrantów. Zabijano ich na miejscu lub skazywano później na śmierć za nie wykonywanie rozkazów.
Walki trwały do następnego dnia. Gdy już ustały, miasto stało się areną dzikiej zemsty i bestialstwa. Wielu ludzi było torturowanych i zabijanych.
Słynne stały się słowa PRL-owskiego premiera Józefa Cyrankiewicza, który w przemówieniu powiedział o wydarzeniach w Poznaniu, że "Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie..."
Wydarzenia w Poznaniu pokazały, czym w istocie była "władza ludowa" i jakie było jej podejście do propagandowo hołubionej "klasy robotniczej".
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz