Spacerowałem po Wolinie, który na trzy dni Festiwalu Wikingów i Słowian przeniósł się, wraz z mieszkańcami i turystami, do średniowiecza, i myślałem czy takie eldorado historyczno-medialno-turystyczne możliwe by było do stworzenia w naszym mieście.
Grubo ponad tysiąc rekonstruktorów, w tym ponad 200 grup z zagranicy, kilka tysięcy turystów i kilkanaście tysięcy mieszkańców - oto frekwencyjny efekt największej obecnie w Europie imprezy historycznej - Festiwalu Wikingów i Słowian, który odbył się w miasteczku Wolin w ostatni weekend.
To bardzo przyjemne miasteczko, owszem. Charakterystyczne dla Pomorza czerwone dachówki domostw wokół kolegiaty robią dosyć korzystne wrażenie już z mostu, którym wjeżdża się na Wolin. Ale też nic nadzwyczajnego, ani też pretendującego naturalnie do miejsca festiwalu - poza historią. A jest to odwołanie się do początków polskiego średniowiecza i shołdowania Wikingów z Jomsborga (ówczesnego grodu wolińskiego) przez Bolesława Chrobrego. To oraz wciąż wzrastająca moda na rekonstrukcje historyczne wystarczyło, by stworzyć wspaniałe wydarzenie kulturalne, turystyczne i (jak mniemam po uiszczeniu ponad 70 zł wejściówki za całą familię) również finansowe.
Wrażenie jest piorunujące. Już na ulicach miasta, w kawiarniach, restauracjach rzucają się w oczy średniowieczne stroje rekonstruktorów. Ulice zastawione straganami handlarzy sprzedających towary mniej lub bardziej pasujące do charakteru festiwalu, a nad zalewem rozłożone średniowieczne miasteczko, do którego można wejść po wykupieniu biletu.
Zaimprowizowano tu port, z którego można wykupić rejs normańskim drakkarem, a przy nim niewielki edukacyjny skansen z kilkunastoma chatami i drewnianymi uliczkami. Ulokowano w nich kuźnie, warsztaty tkackie, rzemieślnicze, złotnicze, stoiska płatnerskie, garncarskie itp. Na placu wiecowym występy trup kuglarskich i muzycznych, przedstawienia kukiełkowe dla dzieci oraz specjalistyczne pogadanki o historii, kulturze, broni. Za miasteczkiem namioty średniowieczne rekonstruktorów. Już za bramami grodu miejsce, w którym rozgrywano potyczki i bitwy oraz zawody łucznicze. Całość pilotuje Stowarzyszenie Centrum Słowian i Wikingów Wolin-Jomsborg-Vineta.
Cały ten opis jest wstępem do pytania: czy Radzyń mógłby stworzyć taką imprezę?
Nie brakuje nam ani infrastruktury ani odwołań historycznych, ani instytucji merytorycznie gotowych podjąć wyzwanie, ani wreszcie społecznej aktywności w tym względzie. W grodzie nad Białką należałoby odwołać się do tradycji i pomysłów, które już funkcjonują w przestrzeni publicznej. Po pierwsze: pałac Potockich wraz z całym zespołem pałacowym (stawy, groble, park, oranżeria), które są pierwszorzędną podbudową historyczną, oraz cała dzielnica Koszary. Po drugie projektowane Muzeum - Miejsce Pamięci Katownia Gestapo/UB. Po trzecie, werbalizowany na tych łamach przez Artura Rogalskiego PROJEKT WOJSKO. Wszystko to połączyć można odwołaniem do działań i walk niepodległościowych Polaków ostatniego 250-lecia, poczynając od konfederacji barskiej, poprzez Konstytucję 3 Maja, insurekcję kościuszkowską, wojny napoleońskie, powstanie listopadowe, powstanie styczniowe, I i II wojnę światową, Powstanie Warszawskie, żołnierzy wyklętych, aż po karnawał Solidarności.
Obozy rekonstruktorów poszczególnych okresów, pokazy, wykłady, stoiska, wystawy, koncerty i cała infrastruktura festiwalu mającego na celu pokazać dążenia wolnościowe i niepodległościowe Polaków, który roboczo określiłem Festiwalem Konfederacji Polskiej. Zabawa, nauka, rozrywka i promocja miasta w jednym.
Taki pomysł na gorąco. Trudny do zrealizowania? Mamy czas na próby i błędy. W końcu festiwal na Wolinie także rozwija się od 40 lat.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz