Pobudka o 6 rano. Chcemy wyjechać jak najwcześniej, bo nikt z nas nie wie, jak długo będziemy stać na granicy. Pomimo mrozu i perspektywy spędzenia kolejnych kilku godzin w samochodzie, humory dopisują. W końcu jedziemy na Real.
Jeszcze gdzieś z tyłu głowy czai się widmo ostatniej porażki z Barceloną. Smutno zakończył się dzień 21 listopada dla fanów "Królewskich". Real padł na kolana przed odwiecznym rywalem - Barceloną. "Benitez musi odejść" - zdało się słyszeć w wielu domach (najłagodniej to ujmując :) ). Nikt nie ma złudzeń - Real nie gra tak, jak pod wodzą Carlo Ancelottiego.
Przełykamy jednak gorycz porażki i nie patrzymy na tabelę Primera Division, bo dziś Liga Mistrzów. Zmierzamy zatem w kierunku Lwowa.
Strefa odprawy granicznej wita nas kordonem podrdzewiałych tu i ówdzie aut, których data produkcji nie przekracza w większości 90. roku. Te wehikuły choć tak wiekowe mają niezwykłą moc - to co w nich najważniejsze jest niewidoczne dla oczu (straży granicznej), w szczególności gdy ponownie wkraczają na polską ziemię. W sznurze samochodów dostrzegamy także kilka autobusów z Polski - to jadą "nasi", aby oglądać "Królewskich" w akcji.
Po wnikliwym zlustrowaniu naszych twarzy przez strażników, przekraczamy granicę. Jeszcze tylko wymiana pieniędzy w jednym z blaszanych kantorów i możemy już spokojnie rozkoszować się tym krótkim pobytem.
Pierwszym punktem była Arena Lwów. Tam odebraliśmy bilety i nabyliśmy podstawowe wyposażenie kibica na ten dzień, czyli gustowne szaliczki, koszulki itp. Następnie przyszedł czas na zakupienie kolejnego zestawu obowiązkowego każdego Polaka będącego na Ukrainie, czyli pamiątek w postaci "czegoś słodkiego" i "czegoś mocniejszego". Podczas podróży przez centrum miasta obserwowaliśmy szarobure bloki i wiekowe autobusy komunikacji miejskiej, kontrastujące ze złotymi kopułami cerkwi. Już po zmroku trafiliśmy na lwowski rynek, który wieczorową porą wyglądał magicznie.
Wszędzie czuć było atmosferę zbliżającego się meczu. Restauracje i bary były dosłownie oblężone przez naszych rodaków. Udało nam się także dotrzeć pod hotel, w którym przebywała drużyna Realu Madryt. Zgromadził się pod nim tłum kibiców, skandujących co kilka minut nazwiska gwiazd tego wieczoru.
Mecz już za godzinę, zatem zmierzamy w kierunku stadionu i... kolejny korek. Przez szybę samochodu obserwujemy kibiców, którzy przed meczem postanowili "uzupełnić płyny" i urządzili sobie poczęstunek na masce samochodu. Dla chcącego nic trudnego!
Docieramy na stadion. Serce bije szybciej, gdy słyszę hymn Ligi Mistrzów pierwszy raz na żywo. I już za chwilę Ronaldo, Bale, Pepe, Modrić, Carvajal i inni w akcji.
::video{"type":"single","item":"8108"}
Real, ku niezadowoleniu kibiców z Ukrainy, pokazuje kto tu rządzi. Do 76 minuty na tablicy widnieje wynik 4:0 dla gości. Wspaniały gol Carvajala widziany ze stadionowej perspektywy, robi niesamowite wrażenie. Jednak Szachtar nie daje za wygraną i sprowadza Real z obłoków na ziemię, strzelając w przeciągu 11 minut 3 gole. Stadion szaleje, pomarańczowe szaliki wirują nad głowami. Drużyna z Doniecka pokazuje prawdziwego ducha walki i gra do końca. Mało brakowało, a Real wróciłby ze Lwowa, na skutek remisu, tylko z jednym punktem.
W pamięci utkwiło mi, oprócz akcji na stadionowej murawie, zachowanie kibiców. Polacy za granicą to nie stereotyp - to święta prawda. Nie trzeba wyjeżdżać do Grecji, Turcji czy Egiptu, żeby zobaczyć co Polak potrafi. Ukraińcy zresztą nie pozostawali dłużni. Słowiańska dusza od trunków nie stroni, ale nie mogę zrozumieć sensu przyjeżdżania na mecz, na którym albo się śpi (z wątpliwego w tym wypadku przemęczenia), albo przewraca na schodach. Nie wspomnę o pielgrzymkach do bufetu. Śmieci, rozlane napoje i inne "niespodzianki" na trybunach były powszechne. To mój nie pierwszy mecz na kilkudziesięciotysięcznym stadionie, ale takie widoki były dla mnie nowością. Nie popsuło mi to jednak humoru - lubię obserwować ludzi w różnych sytuacjach, nawet takich. Jednak przykry jest fakt, że nasi rodacy wystawiają nam właśnie taką laurkę za granicą.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz