Pierwszym, jaki poznaję, jest słony, unikatowy i bardzo wyrazisty smak wody sodowej Borjomi, którą pijemy po wyjściu z samolotu w Tbilisi. Niepowtarzalny. I to słowo będzie nam towarzyszyć przy wszystkich posiłkach w Gruzji.
Paradoks polega na tym, że Gruzja to stosunkowo nieodległy kraj na pograniczu Europy i Azji (choć przez Gruzinów uważany za na wskroś europejski, co manifestują na każdym kroku), na Południowym Kaukazie, w którym jednak mamy szansę doświadczyć oddechu Azji. Czujesz go już w stolicy, gdy spacerujesz ulicami miasta położonego w wąwozie po obu stronach rzeki Kury, wypełnionego dźwiękiem klaksonów, gdyż Gruzini trąbią namiętnie, gdy chcą kogoś pozdrowić, ostrzec, przy wyprzedzaniu, przy wymijaniu i jeszcze z wielu powodów, których nie dane mi było rozgryźć. Ale ta atmosfera wzmaga się z każdym kilometrem, który oddala cię od metropolii, zwłaszcza, gdy przebijasz się przez wielotysięczne stada owiec czy krów, które poruszają się tą samą co ty ulicą, poganiane przez pasterzy na koniach.
Jeśli chcesz doświadczyć smaków Gruzji, nie szukaj modnych restauracji, nie wypatruj znanych marek, daj się ponieść przygodzie i wypatruj dokąd zmierzają tubylcy. Czasami niepozorna dziura w ścianie może okazać się bowiem okienkiem kasowym piekarni produkującej najlepszy chleb w mieście. Odstręczające wejście, za które nie postawiłbyś złamanego szeląga może zaś prowadzić do jadłodajni, która zaserwuje ci najlepsze smaki Gruzji. Tak jak restauracja Racza, polecona nam przez znajomego, do której raz wstąpiwszy wracaliśmy jak uzależnieni. Do czego? Do chaczapuri - placków z serem, do chinkali - charakterystycznych pierogów w kształcie sakiewek (Zurab, nasz przewodnik po kraju, przeprowadza szkolenie ich spożywania: chwytasz za nasadę sakiewki trzosikiem do góry i odgryzasz dziurkę, przez którą wysysasz rosołek ze środka; dopiero potem zjadasz trzosik wraz z mięsną zawartością zostawiając nasadkę; pyszności!). Do baranich i wołowych szaszłyków. Czy do mojej faworytki: charczo - tłustej zupy na wołowinie, z orzechami włoskimi (w Gruzji nazywanymi greckimi), sosem tkemali i mieszanką przypraw chmeli-suneli. Ale przede wszystkim do wina, jakiego nigdy nie piłeś i... poza Gruzją nie wypijesz. Nie szukaj go w wykwintnych winiarniach czy Domach Wina, najlepsze znajdziesz w gospodach i jadłodajniach. Niech nie wystraszy cię pytanie kelnerki: ile dzbanów wina chcesz do posiłku? Nie bądź minimalistą, jeśli nie jesteś sam, po pierwszym zawsze weźmiesz kolejny dzban. Lepiej więc od razu wziąć kilka. Sam zaś dzban okazuje się zwyczajnym, swojskim dzbankiem kompotowym z ambrozją w środku. Na kolację do domu kup zaś od chłopa oferującego swój wyrób przy drodze. Za plastikową butelkę po wodzie mineralnej (półtora-, dwu-, trzy- czy pięciolitrowej) w bardzo atrakcyjnej cenie dostaniesz wyśmienite wino.
Kraj w ogóle stoi winem. Winorośl gęsto porasta ściany domów w starym Tbilisi, a także domy i bramy poza miastami. Domy Wina znajdziesz wszędzie nawet w zapadłych górskich mieścinach u szczytu gór Kaukazu, takich jak Stepantsminda (św. Szczepan), z którego wyrusza się do położonego na szczycie górskim klasztoru Cminda Sameba (Święta Trójca), krok od wysokiego Kakazu, przypominające ostatnią traperską przystań przed kompletną dziczą. Pnącza winorośli w IV wieku po Chrystusie zostały związane w pierwszy gruziński krzyż włosami św. Nino, księżniczki apostołki i patronki Gruzji. Z winogron produkuje się wino, czaczę - tutejszy samogon, wreszcie czurczchele - sprzedawane wszędzie niepozorne ni-to-kiełbaski, ni-to-lizaki, ni-to-świece przygotowywane z orzechów i kisielu winogronowego, a następnie ususzone. Smak zależy od rodzaju użytych winogron i dodatków. Świetna przegryzka w podróży i jako bomba kaloryczna niezastąpione przy zmęczeniu i wysiłku.
Gdy jesteś spragniony, na ulicznym straganie zamów świeży sok z granatów, który zostanie wyciśnięty na twoich oczach i skutecznie ugasi pragnienie.
Jedź do Gruzji zanim jej koloryt zabije cywilizacja i "normy EU", które zamieniają świat w kołchoz takich samych, niczym sklonowanych, ulic, knajp, toalet, sklepów, taksówek - wszystkiego. Gruzja przypomni ci, co to znaczy wolność gospodarcza. Wolność do wyprodukowania wszystkiego i sprzedawania wszystkiego bez zgody, rejestracji, licencji, podatku, akcyzy i tych wszystkich rzeczy, którymi my, ludzie Zachodu, jesteśmy ubezwłasnowolnieni jak kajdanami. Jedziesz samochodem i mijasz chłopskie stragany z produktami domowego wyrobu: winem, warzywami i owocami. Jeśli odczuwasz głód, zatrzymujesz się i kupujesz chleb, ser owczy, jakiego chcesz rodzaju i smaku, lub tuszę wołową. Posilasz się w drodze popijając wodą, winem czy - jeśli masz ochotę - czaczą, nie tracąc z oczu niezapomnianych widoków rozpościerających się za szybą auta.
Unikaj komercyjnych winiarni. Zakosztuj smaki 5-, 7-, 10- czy piętnastoletniej brandy prosto z cysterny w niewielkiej wytwórni, gdzie wpuszczą cię za darmo wiedząc, że przed jej opuszczeniem, już na po-poczęstunkowym lekkim rauszu, w sklepiku przy wytwórni zostawisz o wiele więcej lari (kurs dzisiejszy to 1,70 PLN za 1 GEL), niż kosztowałby cię najdroższy bilet.
Pewnie wiesz już, że Polaków w Gruzji bardzo lubią, wiedz też, że bardzo szybko rozróżniają nas w tłumie wczasowiczów z całego świata. Może przespacerujesz się w Tbilisi ulicą ś.p. prof. Lecha Kaczyńskiego lub przystaniesz przy pomniczku z jego popiersiem. Nie zdziw się też, gdy - zdemaskowany przez tubylców - zostaniesz zaproszony na biesiadę. Wrócisz do kraju nie tylko z paletą smaków, do których zatęsknisz niejeden raz, ale także umiejętnością spożywania potraw i picia alkoholu "po gruzińsku". W końcu to ostatnie może być przydatne nie tylko w Gruzji.
0 0
Po przeczytaniu od razu zachciało mi się jeść. I pić.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz