Chciałem zwrócić uwagę na coś, na co chyba nikt nie zwrócił uwagi, a mianowicie kompleksowe fałszowanie historii rzez Janusza Korwina-Mikkego.
Gdyby ktoś w tym momencie protestował, mówiąc, że nie ma co się zajmować tym niepoważnym człowiekiem, odpowiem, że to nieprawda, bowiem – niestety – obserwuję, że wielu ludzi (także moich znajomych) wyraźnie mówi i myśli schematami przez niego wykreowanymi, n. p. snobowaniem się na monarchistę, o czym zresztą napiszę obszerniej w dalszej części artykułu.
Ów inteligentny i charyzmatyczny szalbierz od lat konsekwentnie tworzy fałszywą, zakłamaną wizję historii, pełną bałamuctw, przeinaczeń, manipulacji niesamowitych wręcz czasem przemilczeń, a niekiedy po prostu kłamstw.
Ta fałszywa wizja ma usprawiedliwiać poglądy, stanowić ich uzsadnienie. Zatem pokażę ową wizję i wskażę jej fałsz.
W owej wizji mamy dobry, liberalny XIX wiek, po których nastał zły, socjalistyczny wiek XX. Takie stawianie sprawy można by oczywiście złożyć na karb publicystycznych uproszczeń, ale myślącego człowieka, który nie zgiął karku przed liberalną demagogią, a już zwłaszcza takiego, który zna historię, aż korci zapytać - a co z tym, co było wcześniej?? Jakiś hipotetyczny przedstawiciel pozaziemskiej cywilizacji, który próbowałby poznać dzieje ludzkości w oparciu o wypowiedzi Korwina doszedłby niechybnie do wniosku, że ludzkość jest młoda, liczy sobie jakieś 200 lat, bo na tyle sięga korwinistyczna perspektywa czasowa.
Przyczyn takiego zwężenia perspektywy jest cała masa. Właściwie to jest ono absolutnie niezbędnie dla utrzymania względnej spójności narracji i ukrycia faktów niewygodnych dla pana Mikkego i jego fanów. Zacznijmy od tego, że sięgnięcie dalej w przeszłość postawiłoby przed oczami feudalizm. To rozbijałoby dychotomię kapitalizm-socjalizm i komplikowałoby wizję świata, a przecież dla celów manipulowania wizja musi być prosta, wręcz prostacka, niezmuszająca do myślenia, przeciwnie - pozwalająca się od niego uwolnić. Dlatego dla zabezpieczenia przed tym konieczne jest pominięcie feudalizmu.
Drugi powód "cięcia montażowego" to maskowanie genezy własnej ideologii. Otóż tak się składa, że zarówno liberalizm, jak też socjalizm wyrastają z tego samego oświeceniowego pnia. Tego naturalnie absolutnie nie wolno przyznać, dlatego oświecenie jest pominięte. Ba, coś takiego jak oświecenie u JKM w ogóle nie istnieje! Kiedyś w internecie znalazłem ciekawy wywiad, w którym Mikke zrobił coś wyjątkowego - mianowicie zdradził swoje poglądy religijne. Okazało się, że jest deistą, a osoba przeprowadzająca wywiad z niepokojem stwierdziła, że to, co mówi przy tej okazji wszystko brzmi jakoś "fartuszkowo", jak stwierdziła, to jest w sposób przypominający masonerię, aczkolwiek jeszcze tę XVIII-wieczną, sprzed odrzucenia idei Wielkiego Architekta. Jednak nie tylko o deizm samego JKM chodzi. Myśl liberalna czerpie obficie z myślicieli oświeceniowych, często niechętnych katolicyzmowi. John Locke, uważany za jednego z ojców liberalizmu, opowiadał się za tolerancją religijną, ale z wyłączeniem ateistów i... katolików. Ciekawe jest, że akurat w myśli Korwina-Mikkego widoczny jest wpływ innego myśliciela, niechętnego Locke'owi, ale też oświeceniowca, a mianowicie Jana Jakuba Rosseau. W filipikach JKM i jego naśladowców dość mocno pobrzmiewa kreowany przezeń mocno mit "dobrego dzikusa" i przekonanie o ludziach dobrych i mądrych z natury, radzących sobie jakoby wspaniale, gdy zostawi się ich samym sobie, ale psutych przez cywilizację/państwo.
Najważniejsze jest jednak to, iż powoływanie się na oświecenie podważałoby rzekomo konserwatywny i prawicowy charakter liberalizmu w wersji korwinowskiej (a przecież tak obsesyjnie wygadują głupstwa o rzekomej swojej "prawicowości" i rzekomym jego braku u atakowanych przez siebie), a z kolei hipotetyczna krytyka oświecenia podważałaby podstawy ich światopoglądu, więc jedynym wyjściem jest totalne przemilczenie i udawanie, że ludzkość pojawiła się na początku XIX wieku. Zresztą teza korwinistów jest taka, że kryzys cywilizacji europejskiej rzekomo zaczął się z chwilą pojawienia się socjalizmu. Dla prawdziwego konserwatysty jest to kompletna bzdura. Ten ostatni za początek uzna najpóźniej wybuch wielkiej rewolucji francuskiej, a jeśli ma wiedzę, to ów początek ulokuje dużo, dużo wcześniej. Wcześniej były wszak długie dziesięciolecia oświecenia i laicyzacji. Niektórzy przesuwają początek kryzysu jeszcze wcześniej, na początek reformacji.
Do przyczyn wymazywania XVIII wieku i wcześniejszych stuleci jeszcze wrócę, ale chwilowo przejdę do fałszowania już opisywanego wieku XIX. Otóż na potrzeby szpanu i bycia na siłę oryginalnym JKM wykreował snobowanie się na monarchistę. Oczywiście udał, że widzi, że akurat żenienie liberalizmu i monarchizmu to też fałszowanie historii, bo w XIX wieku, przynajmniej w pierwszej jego połowie, to właśnie liberałowie byli główną siłą wywracającą trony! Dopiero w drugiej połowie stulecia, po Wiośnie Ludów, ta wrogość trochę przygasła, a nawet pojawiły się tendencje zbliżenia, i do tego próbuje odwoływać się JKM, ale to nadal była "szorstka przyjaźń", jeśli o przyjaźni w ogóle można mówić. Na przykład Bismarck bazował na konserwatywnej partii junkrów w parlamentach pruskim i ogólnoniemieckim, a Kulturkampf uderzający w Kościół (i przy okazji w Polaków) miał być właśnie "przełamaniem lodów" między nim a liberałami.
Zresztą ów niby monarchizm jest właśnie kolejną przyczyną wymazania stuleci przed wiekiem XIX, a zwłaszcza tego bezpośrednio ją poprzedzającego, to jest XVIII. Tak się bowiem składa, iż był to wiek "oświeconego absolutyzmu", gdy ci "dobrzy" monarchowie na potęgę centralizowali państwa, rozbudowywali biurokrację (tak, tak!), a także na różne sposoby wspierali antykonserwatywne doktryny. Przykładem może być na przykład józefinizm w Austrii. Pod jego wpływem piękna katedra (wtedy jeszcze nie katedra, tylko kościół pojezuicki) w Lublinie została zamieniona po wejściu Lublina w skład państwa austriackiego po III rozbiorze została zamieniona na magazyn zbożowy, przez co trzeba było ją później rekoncyliować (ponownie wyświęcić). Inni królowie w XVIII wieku robili podobne rzeczy, a brylowali w tym królowie Prus oraz carowie (i caryce).
Poza tym po sięgnięciu w przeszłość monarchii okazałoby się, że nie tylko w XVIII wieku, ale wiele wieków wcześniej, w starożytności i średniowieczu, praktykowane były w nich rzeczy piętnowane jako rzekomy "socjalizm" - wysokie podatki, budowa dróg (słynne drogi rzymskie) i innych budowli (słynne egipskie piramidy!), głębokie ingerowanie w życie swoich poddanych. Polecam historię ufundowania pewnego klasztoru przez pewnego rycerza, na co nie chciał się zgodzić książę śląski Henryk Brodaty, przytoczoną przez Romana Grodeckiego, a powtórzoną przez Andrzeja Nowaka w jego znakomitej książce "Dzieje Polski"! Pamiętam wypowiedź JKM z 2009 roku, kiedy to w reakcji na restrykcje dotyczące hazardu, jakie za rządów Platformy wprowadzono dla przykrycia negatywnego wrażenia powstałego po aferze hazardowej, powiedział on, że we wspaniałej przeszłości żadnemu królowi nie przyszłoby do głowy ograniczać hazardu. Fałszerz historii udaje, że nie wie (albo rzeczywiście nie wie), że król Kazimierz Wielki zakazał hazardu, którym w tamtych czasach była gra w kości. Podatek dochodowy, piętnowany jako rzekomy "socjalizm" wprowadzony został w... XIX wieku w Wielkiej Brytanii.
Jest jeszcze jeden istotny powód wymazywania odleglejszej przeszłości - postulat ograniczenia państwa tylko do wojska i policji. Nie chodzi tylko o to, że XIX wieku i wcześniej państwa wcale nie ograniczały się tylko do tego i zdarzało im się sięgać po inne obszary. Chodzi również o to, że policja w dzisiejszym rozumieniu (umundurowana, scentralizowana, ogólnokrajowa, zorganizowana w sposób podobny do wojskowego formacja do zwalczania przestępczości) to wynalazek dopiero XIX wieku! Wcześniej czegoś takiego nie było! Owszem, zwalczano przestępczość, ale nie było jednolitej ogólnopaństwowej struktury. Urzędnicy (tak! te straszne "urzędasy"!), panowie feudalni, miasta, organizowały "zbrojnych" na własną rękę, gdy trzeba było organizować jakąś obławę. W Stanach Zjednoczonych w pewnym sensie jest tak do dzisiaj - jest ogólnopaństwowe Federalne Biuro Śledcze, ale ma ściśle określone kompetencje, ale poza tym policje są lokalne, pod nadzorem lokalnych władz, no i stąd takie paradoksy, że burmistrz-lewak pod wpływem protestów BLM może ogłosić, że... rozwiązuje policję. Swoją drogą, słowo "policja" w XVIII wieku znaczyło co innego, a mianowicie wszelkie instytucje państwowe nie związane z wojskowością i finansami, a zatem n. p. nadzór budowlany.
Odrębnym tematem jest totalne, niebywałe wręcz zakłamywanie historii Polski, ale to osobny, obszerny temat, godny drugiego artykułu.
W każdym razie moja wiedza historyczna nie pozwala mi przyjmować bezkrytycznie poglądów Janusza Korwina-Mikkego oraz ludzi przez niego uformowanych, względnie mających podobny ogląd świata.
(Szczepan Korulczyk)
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz