Dziś mija okrągła, 80. rocznica spalenia Wąwolnicy przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa.
Wąwolnica jest wsią na Lubelszczyźnie, w przeszłością będąca miastem. Położona jest nad rzeką Bystrą (dopływem Wisły), 22 kilometry na południowy wschód od Puław, 36 km na zachód od Lublina, 76 km na południowy zachód od Radzynia.
2 V 1946 r. wczesnym popołudniem (około 13:00) do miejscowości przybyli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (konkretnie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Puławach), którym towarzyszyli milicjanci i żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przedstawiciele tych formacji zaczęli po kolei podpalać domy we wsi, używając benzyny i granatów. Zabronili strażakom gaszenia czegokolwiek. Ówczesna zabudowa była drewniana, często kryta strzechami, dlatego też ogień rozprzestrzeniał się szybko. W płomieniach zginęły 2 osoby, a trzecia zmarła z przejęcia na udar. Były ogromne straty materialne. Pastwą ognia padło: 101 domów mieszkalnych, 106 stodół, 121 obór, 120 chlewów i innych budynków, 255 świń, 2 krowy, 5 kóz, 145 kur i 60 królików. Wielu ludzi straciło cały swój majątek.
Ciekawostką jest, że tragedia miała... zagranicznego świadka. Był to amerykański fotograf John Vachon, który akurat jechał wtedy do Lublina w jakiejś sprawie. Gdy zobaczył z oddali płonącą wieś, zaciekawiony przyjechał na miejsce i uwiecznił zniszczenia i zrozpaczonych ludzi na zdjęciach. W 2020 roku w Lublinie zorganizowano wystawę tych zdjęć.
Przez długie lata mieszkańcy Wąwolnicy byli zastraszani. Do końca okresu PRL nie wolno było o tym zdarzeniu mówić. Krótka przerwa nastąpiła w drugiej połowie lat 50., w okresie "odwilży" po „październiku” 1956 roku, gdy mieszkańcy zaczęli o tym mówić głośno. Władze w 1957 r. obiecały im odszkodowania z PZU. Została nawet podjęta oficjalna decyzja Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie w tej sprawie. Ostatecznie żadnych odszkodowań nie przyznano.
Spalenie Wąwolnicy zdumiewa nie tylko bezwzględnością, ale też bezsensem. Do dziś nie wiadomo, dlaczego właściwie wieś została puszczona z dymem. Zorganizowany charakter akcji, jej skala i ilość zaangażowanych przedstawicieli systemu wyklucza jakąś samowolę czy wybryk. Przypuszcza się, że mogła to być zemsta za wspieranie antykomunistycznego podziemia albo chęć zastraszenia w celu zapobieżenia udzielaniu takiej pomocy.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu radzyninfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz